Wayne Shorter zagrał w Bielsku

Bielska Zadymka Jazzowa jest jednym z nielicznych festiwali w Polsce, na które przybywają gwiazdy światowego jazzu, by zagrać jeden jedyny koncert. Tak też było w przypadku Wayne’a Shortera, którego występ był największym wydarzeniem imprezy fetującej właśnie dziesięciolecie.
Czyta się kilka minut
Wayne Shorter / Fot. Bogdan Chmura /
Wayne Shorter / Fot. Bogdan Chmura /

Shorter (ur. 1933) to prawdziwa legenda jazzu. Karierę rozpoczynał w latach 50. u boku Arta Blakeya; światowy rozgłos zyskał w kolejnej dekadzie, grając w kwintecie Milesa Davisa; w latach 70. i 80. był współliderem supergrupy ­Weather Report. Do Bielska przyleciał z pianistą Danilo Perezem, basistą Johnem Patituccim i perkusistą Brianem Blade’em; zespół pracuje w tym składzie od 2001 r., ma na koncie wiele występów i nagrań, w tym słynne "Footprints Live" i "Beyond The Sound Barrier".

W Bielsku kwartet zaprezentował rodzaj obszernej suity wypełnionej "wątkami" z różnych kompozycji lidera. Muzyka była budowana niejako od podstaw, "stawała się", szukała sobie różnych dróg, przebijała przez zapory, tworząc mozaikę złożoną z drobnych motywów, barw, skojarzeń i dialogów między wykonawcami. Akcja rozwijała się w różnych kierunkach i tempach, chwilami nawet "zawieszała się", by potem pomknąć do przodu. Muzyczne zdarzenia przebiegały na wielu poziomach jednocześnie i niekiedy z wielką intensywnością; aby nadążyć za nimi, należało szybko wyzbyć się typowego myślenia o jazzie w kategoriach tematu, improwizacji, stałego pulsu rytmicznego, repryzy. Zespół Shortera grał wysoko ponad wszystkimi "zasadami", opierając się przede wszystkim na intuicji i doskonałym porozumieniu między muzykami. Rzec można, była to propozycja realizująca aktualną dewizę Shortera: "Każdy koncert mojego kwartetu jest odpowiedzią na pytanie, jak dalece możemy zmienić naszą muzykę".

Sam Shorter grał w sposób dojrzały, przemyślany, oszczędny. W jego muzyce było dużo przestrzeni, pauz, których potrzebował, by odnaleźć w sobie najważniejsze dźwięki. Kiedy jednak wkraczał do akcji, jego saksofony ożywały; tenor prowadził długie, płynne, lekko przymglone linie, które kontrastowały z szybkimi i precyzyjnymi biegnikami sopranu. Oba instrumenty nawiązywały kontakt z pozostałymi (fortepianem i kontrabasem), by później znów się wyciszyć. W zamykającym koncert "Joy Ryder" Shorter grał jak w transie, wznosząc się na szczyty ekspresji, osiągając poziom, o którym mogą tylko pomarzyć inni, nawet bardzo dobrzy muzycy.

Obok lidera najbardziej eksponowanym muzykiem był pianista Danilo Perez, choć sam jego styl (gęsta harmonia, sposób operowania dynamiką, maniera grania oktawami) nie do końca mi odpowiadał. Rewelacją okazał się John Patitucci, prawdziwy wirtuoz kontrabasu, muzyk wrażliwy, grający pięknym dźwiękiem, operujący przebogatą rytmiką i artykulacją. Bardzo podobał mi się także Brian Blade, perkusista niestandardowy, który chyba nawet lepiej wypada na żywo niż w studiu.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 10/2008