Wariatka i przyjaciele

Była wyjątkowo łatwym celem.
Czyta się kilka minut

Grube okulary i dziwna fryzura – jakby ktoś nałożył jej garnek na głowę i wystrzygł wszystkie włosy, co spod niego wystają. I tusza! Ile razy słyszałem: „Łatwiej ją przeskoczyć niż obejść”. Do tego ani męża, ani dzieci: „Nienormalna, wiadomo!”.

Jednak najbardziej irytowały jej poglądy. Uważała, że Związek Radziecki to imperium zła. I że w Czeczenii Rosja dopuściła się ludobójstwa. Znalazłem jej zdjęcie z transparentem, na którym napisała: „Bandę Putina do Norymbergi”.

Dziesięć lat temu z okładem Waleria Nowodworska spotkała się w telewizyjnym studiu z Władimirem Żyrynowskim. Żyrik ubrany w dobrze pasujący do niego brunatny garnitur mówił, że Waleria powinna spakować walizki i wyjechać z Rosji. Potem wypalił: „Jest pani prostą bibliotekarką, która naczytała się głupich powieści i od tego zwariowała”.

Pomyślałem, że historia właśnie zatoczyła krąg. Bo w czasach sowieckich Nowodworską zamykano w psychiatryku. Kto normalny mógł sprzeciwiać się komunizmowi? Równości? Braterskim uściskom, w których tkwiło pół świata? Tylko ktoś chory na głowę. To samo zaczynało się w putinowskiej Rosji. Margines niezgody był coraz mniejszy. W końcu wyszło na to, że tylko obcy agent albo szaleniec mógł sprzeciwiać się porządkom na Kaukazie, stawianiu do pionu Gruzji oraz zakręcaniu kurka Ukrainie. Putinowska Rosja krzepła, cały kraj – jak mówił Wiktor Jerofiejew – pokrywał się lodem.

Tylko Nowodworska jakoś nie chciała się z tym pogodzić. Pamiętam, że Żyrynowski do telewizji przyprowadził ze sobą oficerów walczących w Czeczenii. Pokazywali odznaczenia bojowe, pytali panią Walerię, dlaczego tak bardzo nienawidzi własnego narodu i z jakich powodów popiera terrorystów.

A ona?

– Rosyjski naród powinien błagać Czeczenów o wybaczenie, na kolanach. Jestem gotowa pierwsza uklęknąć. A ordery bojowe za Kaukaz, Afganistan, Czechosłowację i Węgry powinniście zwrócić. Wstyd nosić je na piersi.

Patrzyli na nią, machali rękami i pukali się w głowę: „Głupia!”. Podobno właśnie dlatego putinowska propaganda lubiła ją wpuszczać do telewizji. Jej wygląd i skrzypiący głos miał być dowodem na to, że demokraci są dziwnym, niezdrowym marginesem. Jak zauważył Witalij Portnikow, Nowodworska wyglądała, jak wyglądała, bo całe lata spędziła w więzieniach i psychuszkach. A skrzypiała, bo karmili ją przemocą, przez sondę, gdy ogłaszała głodówki.

Tymczasem głos rosyjskich demokratów cichł z dnia na dzień. W końcu przypominał pisk myszy.

– Na dziesięć kroków nas nie słychać – mówił mi ze smutkiem Siergiej Kowaliow, którego gościłem wtedy w domu na herbatce. Przyszedł w znoszonej marynarce, pozwolił się odwieźć autem do domu – bo na metro był zbyt umęczony, a taksówka to wydatek.

„Normalni” zaś jeździli coraz lepszymi limuzynami, mieli własną ochronę i zarabiali konkretne pieniądze. Kasta „bibliotekarzy, którzy naczytali się głupich romansów” kurczyła się z dnia na dzień. Patrzyłem, jak coraz większa liczba znajomych bliższych i dalszych przechodzi na tamtą, wygodną stronę. Ostatnio rozmawiałem o tym z kolegą:

– Ty lubisz przecież Rosję.

– Owszem.

– I masz tam przyjaciół?

– Pewnie, że tak!

– Ale gdzie są dziś nasi przyjaciele?

Pytanie uzasadnione. Bo poparcie dla Putina, które w styczniu wynosiło 65 procent, dziś poszybowało do ponad 80. Ilu Rosjan popiera aneksję Krymu? 82 procent! Więc gdzie są nasi przyjaciele?

Kolega:

– Siedem procent badanych uważa, że aneksja półwyspu to było przestępstwo. A to daje okrągłą liczbę 10 milionów osób. Oto, gdzie są!

Niedawno znalazłem piękny esej Nowodworskiej o Nabokovie – jednym z najważniejszych rosyjskich pisarzy. „Apostoł liberalizmu” to był jeden z ostatnich tekstów, które napisała: „Nie wybierał między dwiema barwami swoich czasów, między czarnym i czerwonym, między faszyzmem i stalinizmem. Od razu odrzucił jedno i drugie”.

Nabokov porzucił swój piękny dom w Petersburgu, skazał się na tułaczkę i biedę. Tak samo Nowodworska odrzuciła wygody i apanaże. Wolała przychodzić z garstką jej podobnych pod pomnik Puszkina w Moskwie. Z transparentami, których przechodnie nie rozumieli. Narażać się na drwiny – z fryzury, tuszy, lektur oraz poglądów. Wolała uchodzić za starą wariatkę, niż pogodzić się z tym, czym staje się jej kraj. Być może mój przyjaciel ma rację, że takich wariatów jest niemało? Może i 10 milionów? Tylko Pani Walerii nie ma już wśród nich. Zmarła 12 lipca 2014 r.

Niby lato, a Rosja ciągle pokrywa się lodem.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 30/2014