Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

W uścisku z teraźniejszością

W uścisku z teraźniejszością

05.10.2011
Czyta się kilka minut
Choć od debiutu Tadeusza Różewicza mija 65 lat, ciągle pozostaje on bardziej nowatorem niż nestorem, bardziej rewelatorem niż klasykiem.
D

Dlaczego patrząc na instalację Mirosława Bałki "Wege zur Behandlung von Schmerzen" we wrocławskim Pawilonie Czterech Kopuł - brudną ciecz z hukiem spadającą z wysokości w czeluść stalowego wielościanu - pomyślałem o słowach z dramatu "Stara kobieta wysiaduje": "wody klozetowe połączyły się ze źródłami"? Dlaczego dzień później, oglądając na Scenie na Świebodzkim czterogodzinną "Poczekalnię.0" Krystiana Lupy, przypominałem sobie dramatopisarskie założenie z "Aktu przerywanego": "Czas mój jest identyczny z czasem, który odmierzają nasze zegarki"? Coraz częściej, gdy coś oglądam, coś czytam, czegoś słucham, przyłapuję się na skojarzeniu z Tadeuszem Różewiczem. Nie, nie chcę dowodzić bezpośrednich wpływów, wystarcza mi zdanie Miłosza: "Z Różewiczem niełatwo się uporać, skoro jest on w każdym z nas"...

Van Gogh i Lady Gaga

Od chwili symbolicznego debiutu poetyckiego Różewicza w 1946 r. - słynnym wierszem "Ocalony" na łamach krakowskiego pisma "Odrodzenie" -mija właśnie 65 lat. To prawdziwie poeta co najmniej trzech pokoleń, jak Leopold Staff, Jarosław Iwaszkiewicz, czy Czesław Miłosz. "Najmłodszym z klasyków" nazwano Różewicza już w roku 1958, zaraz po wydaniu pierwszych "Poezji zebranych".

Po tylu dekadach autor "Niepokoju" nadal pozostaje bardziej nowatorem niż nestorem, bardziej rewelatorem niż klasykiem. Wciąż jest najbliżej ducha czasu i zapewne - jak to już się zdarzało - wyprzedza swą twórczością nadchodzące wypadki.

Ale i milczenie Różewicza, pauzy w jego twórczości mają swój ciężar. Różewicz to ktoś więcej niż pisarz, bo tworzy nawet wtedy, gdy nie pisze. Na jego dzieło składa się zarówno to, co napisał, jak i to, co pozostało śladem zarzuconego projektu (nienapisane sztuki), a wreszcie i to, co czyni z dawnymi utworami. W kolejnych wydaniach zmienia chronologię i przestawia akcenty, każe nam stale ponawiać lekturę w nowych redakcjach i w nowych kontekstach, na różne sposoby przymuszając nas do ponownej interpretacji. W jego dorobku nie ma zamkniętych rozdziałów, dzieło zachowuje dynamikę w aktach dekompozycji i "przepisywania", swoistego recyclingu, a tym samym nie może zastygnąć w kanonie.

Najbardziej spektakularnym autorskim gestem destabilizacji własnego dzieła był akt "rozrzucenia" "Kartoteki" podczas prób otwartych z aktorami Teatru Polskiego we Wrocławiu w 1992 r. Różewicz powiada o sobie, że jest poetą skreśleń: "staję się poetą / kiedy skreślam słowa". A przy tym jest to jedyny chyba pisarz, który nie cenzuruje swej poetyckiej biografii i nie ukrywa wierszy z okresu socrealizmu (jak "Stara chłopka idzie brzegiem morza", który ostatnio przedrukował w tomie "Kup kota w worku").

Chociaż "wiersz różewiczowski" stał się właściwie dominującym wzorcem dzisiejszej poezji, Różewicz pozostaje niedościgłym mistrzem, bo nikt nie ma tyle odwagi, by podejść w poezji tak blisko rzeczywistości i tak ryzykownie łączyć trywialne z tragicznym. Różewicz wadzi się z najważniejszymi filozofami epoki, z Heideggerem, z Wittgensteinem, z Derridą, a jednocześnie łowi popkulturowe idiotyzmy, wikła swoją dykcję poetycką w medialny szum, w codzienny bełkot. Cytaty z emocjonalnie ważnych lektur obok prozaicznych urywków z gazet, van Gogh i Lady Gaga, arcydzieła i śmieci. Z jednej strony litanijne zgoła enumeracje, ciągi wyliczeń "tego, co się złożyć nie może", z drugiej - flesze epifanii: "a więc to tylko tyle / tylko tyle / więc to jest całe życie / tak całe życie".

Po lekturze tylu innych poetów (i poetek) zazwyczaj czujemy się jakoś dowartościowani, utwierdzeni w dobroci, pocieszeni. Różewicz tymczasem mówi najczęściej o tym, co niekoniecznie przyjemne i mało pociągające - właśnie niepocieszające. Jest bezlitosnym demaskatorem świata substytutów i pozornych wartości. Ukazuje miałkość naszego świata, bylejakość egzystencji. Tak, jest to poeta okrutny i bezwzględny - pozbawia nas złudzeń, usuwa (niby) metafizyczne podpórki. Formuje swą poezję ze słów jak najbliższych rzeczy, a nie ze szlachetnych intencji. Powiada: "poeta śmietników jest / bliższy prawdy / niż poeta chmur".

Warto wreszcie sprawdzić, jak wiele Różewicz mówi nam przy okazji o życiu codziennym w powojennym półwieczu, zwłaszcza teraz, gdy obraz PRL-u w potocznej świadomości kształtowany jest przez "kultowe" filmy Stanisława Barei... A przecież Różewiczowski obraz "naszej małej stabilizacji" nic zgoła nie miał wspólnego z "małym realizmem", bo poeta przedstawiał przede wszystkim utratę punktów odniesienia i duchową pustkę: "nic z ulic i ust / z ambon i wież / nic z głośników / mówi do niczego / o niczym". Jeśli zgodzimy się, że lata 60. stanowią podwaliny naszej współczesności, powrót do wczesnej dramaturgii Różewicza, do poezji i prozy z tego okresu pozwoli nam lepiej zrozumieć nasze dzisiejsze położenie, gdy prowincjonalizm zderza się z globalizacją, a erozja wartości z hiperkonsumpcją.

Różewicz jako jeden z pierwszych zbadał kondycję ludzką w płynnym świecie, w zanikającej rzeczywistości, znajdując dla tego stanu całkowicie nowy wyraz poetycki oraz zaskakujący kształt dramatyczno-teatralny. Kłopot w tym, że jeśli dzisiaj nazywamy te Różewiczowskie rozpoznania językiem wywiedzionym z prac Zygmunta Baumana czy Jeana Baudrillarda, poetyckie wizje tracą swoją pierwotną ostrość. Tylko sam Różewicz potrafi utrzymywać tekst w napięciu między słowem a niewypowiedzeniem: "brak głód / nieobecność / ciała / jest opisem miłości" czy też "życie bez boga jest możliwe / życie bez boga jest niemożliwe".

Kafka i Bacon

Tym, co paradoksalnie scala rozbity, płynny świat i rozrzucone dzieło Różewicza, jest rzadko spotykana wierność osobistym przyjaźniom. Kapitalnym przykładem może być Mieczysław Porębski, który projektował okładkę tomu "Niepokój" (1947), potem został adresatem poematu "Opowiadanie dydaktyczne" (1962), a w końcu stał się bohaterem poematu "nożyk profesora" (2001). Sam Różewicz, nadzwyczaj powściągliwy w wywiadach, niechętny zwierzeniom, jeśli opowiada o sobie, to raczej pośrednio - w relacjach z tymi, którzy odgrywają ważną rolę w jego życiu. Biografia twórcza Różewicza, pobudzana lekturami i obrazami, rozwija się w interakcji z innymi poetami i artystami, i jest właściwie nieustannym dialogowaniem. A że Różewicza cechuje przy tym wyjątkowa empatia w poetyckim obcowaniu z umarłymi, dialogi poety niejednokrotnie przybierają charakter trenu czy poetyckiego nekrologu. Sporo ich w "Przygotowaniu do wieczoru autorskiego", a jeszcze bardziej intymny charakter mają rodzinne tomy "Mój starszy brat" oraz "Matka odchodzi".

Dwóch najważniejszych dla Różewicza artystów to Franz Kafka i malarz Francis Bacon. Śladami Kafki wędruje Różewicz od pierwszej wizyty w Pradze w 1949 r. po wiersz "Tego się Kafce nie robi" z roku 2005, a po drodze powstają między innymi dwa dramaty, "Odejście Głodomora" i "Pułapka". Trudno znaleźć w literaturze podobny przykład tak długotrwałego pisarskiego współżycia z innym pisarzem. Równie frapujący jest związek Różewicza z Baconem, zdumiewająca synchronia wizji ciała jako mięsa w wierszach poety i na obrazach malarza, odkryta zresztą dopiero po latach i opisana w poemacie "Francis Bacon czyli Diego Velazquez na fotelu dentystycznym" (1995).

Nieufny wobec dawnych metafor poetyckich, autor "Szarej strefy" szuka w obrazach przede wszystkim innego sposobu patrzenia, odmiennego stosunku do formy, nowej techniki kształtowania materii. Poezję i dramaturgię Różewicza łączą ze sztukami wizualnymi takie metody twórcze jak kolaż, ready mades, recycling. O związkach warsztatu poetyckiego z malarstwem mogą dać wyobrażenie te słowa poety: "pół życia świadomego, pół życia pisarza spędziłem w muzeach sztuki". Nie tylko zresztą na wystawach, ale i w pracowniach zaprzyjaźnionych malarzy. To z nimi toczył najistotniejsze rozmowy, których ślady obecne są w twórczości. Otwarta w połowie września galeria Polskiej Sztuki Współczesnej na poddaszu Muzeum Narodowego we Wrocławiu okazuje się w dużej części galerią przyjaciół Różewicza: Tadeusz Brzozowski, Maria Jarema, Jonasz Stern, Andrzej Wróblewski, Jerzy Tchórzewski, Jerzy Nowosielski, Tadeusz Kantor, Kazimierz Mikulski, Eugeniusz Get Stankiewicz... Zwiedzając tę ekspozycję, co krok przypominałem sobie któryś z Różewiczowskich utworów.

Wyobraźnia poetycka Różewicza jest bardzo materialna, podąża za formami organicznymi (gdy tworzenie wiersza przypomina poród, a niekiedy aborcję) bądź upodabnia się do działań fizycznych... Znamienny jest sposób, w jaki Różewicz postrzega twórczość Norwida: "Norwid jest poetą rzeźbiarzem, poetą rysownikiem i rytownikiem. (...) wiersz Norwida czasem przemienia się w konstrukcję kubistyczną... podobną do kubistycznego obrazu... oświetlając lub wygaszając różne części - fragmenty wiersza, umieszcza Norwid swój wiersz w przestrzeni".

Trudno oprzeć się wrażeniu, że tę obserwację można odnieść i do samego Różewicza. "Powoli ostrożnie / trzeba zdejmować słowa / rozbierać obraz z obrazu / kształty z barw" - powiada w wierszu "Na powierzchni poematu i w środku". Z kolei wiersz "Powstanie nowego poematu" przypomina rzeźbiarskie kompresje Césara: "rozgromienie / obrazów / pękanie / zaciśnięcie / zmiażdżenie / przenikanie / konanie form / przerywa linię".

Trwała, nieusuwalna rana, jaką od samego początku naznaczona jest twórczość Różewicza, nie wyklucza jednak afirmacji życia, czego najsłynniejszym przejawem jest wiersz "Opowiadanie o starych kobietach". Różewicz okazuje się też poetyckim rzecznikiem istnień bez głosu, tych wszystkich, którzy zostali pozbawieni mowy - jak Waluś, z parobka partyzant, bohater dramatu "Do piachu", jak nieznani żołnierze z wiersza "Dezerterzy"...

Różewicz jest bodaj najbardziej osobnym polskim poetą. Mówi do nas z miejsca, które trudno zdefiniować, gdyż nie wyrzeka się "uścisku z teraźniejszością" ("przez chwilę myślę o śmierci / poprawiam jakiś wiersz / potem zanurzam się / w życiu"), a jednocześnie pozostaje z boku, poza środowiskiem literackim i z dala od mediów; ale i bez celebrowania czy heroizowania tej osobności. Nie chce mitologizować ani małej ojczyzny (raczej ironizuje: "ziemi oj! czystej"), ani kombatanckich wspomnień, ani swego publicznego wizerunku. W efekcie: "czasem niepokoję się tym / że jestem taki zwyczajny" - mówi w autoironicznym wierszu "normalny poeta".

***

Z pewnością są twórcy obdarzeni większą charyzmą, cieszący się większym "autorytetem moralnym", otoczeni większą legendą i liczniejszym gronem adoratorów, silniej obecni w życiu publicznym, trudno jednak wskazać kogoś, kto miałby większą siłę oddziaływania niż Różewicz - na poetów, na innych artystów, ale i na całą czytającą wspólnotę. Wprawdzie to nie Różewicz wynalazł wiersz wolny, ale to właśnie autor "Poematu otwartego" uwolnił wiersz wolny od awangardowej nieprzystępności, zbliżając do potocznego doświadczenia czytelników, nadał poezji niespotykaną wcześniej klarowność i przenikliwość. "Spotkanie z poetą było niczym porażenie, otworzyło mi oczy na świat dotąd zakryty, którego istnienia nawet nie przeczuwałem" - świadectwo Aleksandra Jurewicza z pewnością nie jest odosobnione, jak tego dobitnie i pięknie dowodzi opracowany przez Jana Stolarczyka zbiorowy tom "Dorzecze Różewicza".

Wraz z kolejną generacyjną "zmianą warty" znowu powracamy do "Niepokoju" i do "Kartoteki", do "Spadania" i do "Duszyczki". Powracamy do Różewicza nieustannie, gdyż jak powiedziała Wisława Szymborska: "Wszyscy mu coś zawdzięczamy, choć nie każdy z nas potrafi się do tego przyznać". Tymczasem formuła "poematu otwartego" znajduje w niedawnym tomie "Kup kota w worku" przewrotne dopełnienie: pomiędzy kartkami z poematem "Áladerrida" znajduje się fotografia znoszonego obuwia, opatrzona odręcznym podpisem poety: "a może Ty, drogi Czytelniku, wejdziesz w moje stare buty i pomaszerujesz dalej"...

Zbigniew Majchrowski (ur. 1955) jest historykiem literatury i teatrologiem, autorem m.in. książek "Poezja jak otwarta rana. Czytając Różewicza", "Gombrowicz i cień wieszcza. Eseje o dramacie i teatrze", "Cela Konrada. Powracając do Mickiewicza", "Różewicz", "Mickiewicz i wiek dwudziesty".

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]