W teatrze życia

„Zapiski z Toskanii” to opowieść o spotkaniu kobiety po przejściach i mężczyzny z przeszłością, o pogoni za złudzeniami, które bierzemy za prawdę, i o prawdzie, której nie dostrzegamy, bo wydaje się nie dość efektowna.
Czyta się kilka minut
Juliette Binoche w nowym filmie Kiarostamiego / fot. materiały dystrybutora
Juliette Binoche w nowym filmie Kiarostamiego / fot. materiały dystrybutora

Platon, Kiarostami, Toskania, Juliette Binoche i przystojny baryton – czy można wyobrazić sobie zestaw bardziej kuszący? Irański reżyser czyta starożytnego filozofa, przechadzając się w wybornym towarzystwie po średniowiecznym miasteczku, w którym wszystko, włącznie z okolicznym pejzażem, wydaje się dziełem sztuki. W scenerii doskonałej Kiarostami z pełną powagą stawia pytania o związek pomiędzy oryginałem a jego kopią, a także o ich rzeczywistą wartość. Lecz choć bohaterowie jego filmu zajmują się sztuką (ona prowadzi antykwariat, on jest angielskim eseistą, promującym we Włoszech swoją książkę), w filmie nie chodzi jedynie o dywagacje estetyczne. Spotkanie tych dwojga dojrzałych ludzi skłania do obejrzenia się za siebie. Co pozostało z dawnych marzeń? Czy ciągła tęsknota za ideałem ma jakiś sens? Czy nie przeszkadza w byciu szczęśliwym? Być może – jak twierdzi pisarz grany przez Williama Shimella – wymarzony oryginał w ogóle nie istnieje, bo to my sami nadajemy wartość ludziom i rzeczom...

„Zapiski z Toskanii” to opowieść o pogoni za złudzeniami, które bierzemy za prawdę, i o prawdzie, której w tej gonitwie nie dostrzegamy, bo czasem wydaje się nie dość efektowna. W filmie kobieta po przejściach i mężczyzna z przeszłością prowadzą ze sobą osobliwą grę. Mają przed sobą zaledwie kilka godzin, ale to wystarcza, by stworzyć psychodramę, wyrażającą znacznie więcej niż jakiekolwiek intymne wyznanie. Choć dopiero co się poznali, przed mieszkańcami urokliwego Lucignano udają parę małżeńską z wieloletnim stażem. Wchodzą w swoje role z pełnym poświęceniem, momentami zatracając poczucie uczestnictwa w spektaklu. W ciągu jednego popołudnia mimowolnie przechodzą przez kolejne fazy związku – od zauroczenia po znudzenie, od nadziei po rezygnację. Zakodowany w pamięci obraz idealny raz po raz się odkształca, a romantyczna aura zamienia się w gorzkie rozliczenie. Nie wiemy, w których momentach dokonuje się to przejście. Binoche i Shimell świetnie grają aktorów w teatrze życia. Elegancka szermierka słowna prowadzona w trzech językach mami swoim podwójnym sensem. Dlatego nigdy nie poznamy prawdziwego charakteru łączącej bohaterów relacji. Nie dowiemy się, czy mamy do czynienia z zaimprowizowaną kopią małżeńskiego związku, czy z bardzo niedoskonałym oryginałem. Bohaterowie nieustannie wymykają się nam i sobie nawzajem, jakby poszukiwali absolutnej wolności, która tym razem pozwoli im przeżyć swoje życie na innych warunkach.

Kiarostami rozdaje role zgodne ze stereotypem. Choć może to sami bohaterowie wchodzą w nie – bo innych nie znają? bo tak jest bezpieczniej? W „Zapiskach z Toskanii” to kobieta bowiem bardziej wierzy w możliwość powrotu do „oryginału”, czyli do miłości w jej pierwotnym, idealnym stadium. To ona z życzliwością przygląda się młodym parom, które właśnie w Lucignano szukają dobrego początku dla swego związku. To ona odprowadza wzrokiem wychodzącą z kościoła parę zniedołężniałych staruszków, podtrzymujących się nawzajem. Ale też i ona ze znacznie większą desperacją odgrywa przed mężczyzną swoją rolę. Scena w restauracji, w której Binoche nerwowo poprawia makijaż i przymierza coraz bardziej ekstrawaganckie kolczyki, jakby szukała nowego wyrazu, jest zarazem śmieszna i smutna. Jej partner zdaje się już nie mieć podobnych złudzeń.

Można temu filmowi zarzucać, że sam siebie zagaduje kokieteryjnym filozofowaniem. Można zapytać Kiarostamiego o to, co pozostaje nam w garści, skoro opowieść nieustannie kwestionuje samą siebie, a rzeczywistość przedstawiona co chwila nam się wymyka, brnąc w dwuznacznościach i niedomówieniach. Nieskłonnemu do takich flirtów sceptykowi pozostaje obserwowanie, z jaką czułością i lekkością irański reżyser flirtuje z materią życia, z jej „filmowym” obliczem, w którym znienacka odsłania się coś boleśnie prawdziwego. Było to znakiem rozpoznawczym jego najlepszych filmów irańskich, jak choćby „Uniesie nas wiatr”, w których to, co fikcyjne, i to, co dokumentalne, przestawało się ze sobą ścierać. Tak jest i teraz. Spacerując niespiesznie po toskańskim miasteczku, mijając jego zwyczajnych mieszkańców, przyjezdnych nowożeńców czy wielojęzyczny tłum turystów, wśród których rozpoznajemy znanego francuskiego scenarzystę, przestajemy się zastanawiać, co jest oryginałem, a co reżyserską inscenizacją. Niczym bohaterka lekko upojona tamtejszym chianti, chłoniemy niespokojną urodę świata, nawet jeśli miałaby być tylko chwilową iluzją.  


„ZAPISKI Z TOSKANII” – scen. i reż. Abbas Kiarostami, zdj. Luca Bigazzi, wyst. Juliette Binoche, William Shimell, Jean-Claude Carrière i inni. Prod. Francja/Włochy/Belgia 2010

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 12/2012