Reklama

Uwiedzenie

Uwiedzenie

04.04.2016
Chrześcijaństwo – dziwił się Nietzsche – jest przedziwnym archaizmem. Bóg, który z kobietą śmiertelną płodzi dzieci, mędrzec każący uczniom pić swoją krew, krzyż jako symbol... Jak normalni ludzie mogą wierzyć w coś tak niedorzecznego?
T

To zdumienie podziela Emmanuel Carrère. Postanawia wypytać wierzących znajomych, by na podstawie ankiet stworzyć portret współczesnego chrześcijanina. Dopiero potem (jeśli wierzyć prologowi „Królestwa”), przychodzi olśnienie: „przecież chrześcijanina miałem pod ręką przez długie lata, najbliższego z możliwych: samego siebie”.

W 1990 r. 33-letni podówczas pisarz przeżywał kryzys twórczy, małżeński i egzystencjalny. Niespodziewanie został „dotknięty łaską wiary”. Kpiarski artysta, celebryta paryskiego beau monde, z dnia na dzień stał się neofitą. Przemiana nie miała nic wspólnego z obrzędową religią, z którą zetknął się jako dziecko i z której zachował jedynie „wspomnienie przymusu i nudy”. Tym razem było to uniesienie, które wiodło go w stronę studiów biblijnych i na łono Kościoła. W garsonierze, która służyła za pustelnię, Carrère medytował i studiował Pismo Święte. Do kościoła chodził codziennie. Żonę namówił na katolicki ślub i ochrzczenie synów.

Wiarę utracił w 1993 r. Odeszła równie nagle, jak się pojawiła. Po dwudziestu latach wraca do notatek z tamtego czasu – jako zupełnie inny człowiek. „Stałem się tym, kim tak bardzo bałem się stać. Sceptykiem. Agnostykiem”. Chce zrozumieć, co mu się przydarzyło. Czym uwiodła go ta systemowa niedorzeczność? Wkracza na drogę, którą onegdaj przemierzał jako konwertyta, tym razem w innej roli – pamiętnikarza, historyka i pisarza.

W części zatytułowanej „Kryzys” serwuje autobiograficzną narrację o nawróceniu, o życiowej przemianie, o kłopotach towarzyskich (w sceptycznym środowisku wiara jest czymś wstydliwym). Pełno tu smakowitych anegdot, jak choćby o zatrudnieniu opiekunki do dzieci – katoliczki, byłej hipiski, niani dziecka Philipa K. Dicka – która terroryzuje całą rodzinę. Carrère źle się jednak czuje w butach egocentrycznego pamiętnikarza i wykonuje ryzykowny gest: decyduje się opowiedzieć na nowo żywot Jezusa i jego uczniów.

Powraca do Biblii i do źródeł historycznych (zwłaszcza „Wojny żydowskiej” Józefa Flawiusza) jako niewierzący, ale zachowuje pamięć swojej konwersji i walczy z poczuciem wyższości („nie wierząc, czujemy się lepsi od tych, co wierzą”). Co nie oznacza, że zmienia się w przykładnego egzegetę! Wręcz przeciwnie – lepi dygresyjny esej, pełen niespodziewanych wtrętów (rozdziały o pornografii), ekscentrycznych porównań (kłótnie Pawła z Jakubem niczym doktrynalne spory Trockiego ze Stalinem) i mocnych słów. Jeżeli nazwanie Credo stekiem niedorzeczności brzmi dla kogoś bluźnierczo, może mieć kłopot z „Królestwem”.

Kolejne części tej książki to niemal czterysta stron swobodnej improwizacji na kanwie Dziejów Apostolskich. Tu też dominuje zdumienie: jak to się stało, że mała żydowska sekta, założona przez niepiśmiennych rybaków, przeżarła od środka Imperium Rzymskie i dała początek ogólnoświatowej religii? Szukając odpowiedzi, Carrère rekonstruuje historię uczniów Jezusa.Opowiada o ich pracy misyjnej, o zakładaniu pierwszych wspólnot, o życiu codziennym w Jerozolimie i w Rzymie, o sporach z faryzeuszami, o konspiracji, o powstaniu w Judei i prześladowaniach ery Nerona.

Postępuje śladami Ernesta Renana (który przeszedł drogę od seminarium duchownego do ateizmu), obficie cytuje jego „Żywot Jezusa” oraz „Historię początków chrześcijaństwa”: Chrystus był wędrownym kaznodzieją, ale sam nie uważał się za Boga, reszta jest dziełem jego uczniów. Bada przygodny splot okoliczności, wpływ polityki, temperamentów apostołów i czystego przypadku na religijne dogmaty. Czyta ewangelie, prześwietla niuanse tekstowe, węszy fabulację: „Jestem pisarzem, który stara się zrozumieć, jak zabrał się do dzieła inny pisarz, a w tym zawodzie często się coś zmyśla”. Tam, gdzie wobec braku świadectw kapituluje historyk, wodze przejmuje pisarz i dopisuje świeckie apokryfy: o kłopotach Jakuba, brata Jezusa; o starości ich matki, Marii; o rzymskich latach świętego Pawła.

Ku jakiej odpowiedzi ciąży ta pytajna narracja? Wydaje się, że ku formule sceptycznego niewyrokowania (powieść zamykają słowa „nie wiem”). Ale po drodze pojawia się inny wątek. Rzymska religio składała się ze skodyfikowanej obrzędowości i szacunku dla państwowych świąt. Bogowie działali niczym firma ubezpieczeniowa, ich relacje z wiernymi przypominały minimalistyczne układy handlowe. Dla obywatela imperium cała reszta stanowiła superstitio – przesąd, niestosowną żarliwość, dziwaczny rytuał. Chrześcijaństwo weszło w tę lukę. W świecie odartym z sacrum okazało się atrakcyjną ofertą duchową.

Czy aby dzisiaj – pyta prowokacyjnie Carrère – w zeświecczonym, zglobalizowanym świecie naszą religio nie jest demokracja? A czy miejsca superstitio, zajmowanego niegdyś przez komunizm, nie zajął radykalny islam? I czy zdołamy oprzeć się jego uwodzicielskiej mocy?

„Królestwo” warto czytać również dla takich niepoprawnych pytań. ©

Emmanuel Carrère „Królestwo”, przeł. Krystyna Arustowicz, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2016

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Dodaj komentarz

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

Podobne teksty

Jerzy Franczak, Agnieszka Taborska
Miljenko Jergović, Michał Sowiński
Joanna Bator, Michał Sowiński

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]