Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Wierzy się poetom, nie politykom

Wierzy się poetom, nie politykom

01.05.2015
Czyta się kilka minut
Fot. Natalia Feszczuk / MATERIAŁY PROMOCYJNE PP
P

PIOTR ŚLIWIŃSKI: Wspomniała Pani, że za wierszem „jak zabiłam” Lubow Jakymczuk stoi dramatyczne rodzinne doświadczenie...

ANETA KAMIŃSKA: Lubow Jakymczuk pochodzi ze wschodniej Ukrainy, z Pierwomajska w obwodzie łuhańskim. Ona sama od lat mieszka w Kijowie, ale jej rodzice, babcia i siostra – mimo codziennych namów – nie chcieli opuścić rodzinnego miasta, nawet kiedy toczyły się w nim ciężkie walki. Kilka najgorszych tygodni przeżyli w piwnicy, często bez prądu, po jakimś czasie też bez wody i jedzenia. Nie działały komórki, internet, więc kontakt był możliwy tylko przez telefon stacjonarny, który przenieśli z domu. Wiersz „jak zabiłam” jest właśnie o tych kontaktach telefonicznych – intensywnych i bolesnych, które często bardziej ranią i oddalają, niż zbliżają.

Jak Majdan, Krym i wojna wpłynęły na poezję ukraińską?

Wprowadziły temat rewolucji i wojny do nowej poezji. Trzeba zaznaczyć, że w literaturze ukraińskiej doświadczenia II wojny światowej prawie wcale nie zostały opisane. To uderza zwłaszcza w zestawieniu z literaturą polską, w której wojna była i ciągle jest jednym z najważniejszych tematów. Na Ukrainie nie było takich twórców jak Baczyński, Borowski czy Różewicz, i pewnego typu refleksji po prostu brakowało. Majdan natychmiast zrodził mnóstwo wierszy (oczywiście różnej jakości), aneksja Krymu i wojna na wschodzie trochę mniej, bo przede wszystkim u twórców pochodzących z tych terenów. Pojawiła się znowu poezja zaangażowana, która podobnie jak w Polsce, ostatnimi czasy była zupełnie niepopularna.

Czy ten historyczny czas na Ukrainie zmienia sytuację poezji wśród czytelników? W latach 80. XX w. w Polsce poezja zyskała na społecznym znaczeniu, płacąc za to w sferze artystycznej.

Status poety na Ukrainie jest zupełnie inny niż w Polsce, i ostatnie wydarzenia nie musiały wcale tego zmieniać. Ukraiński poeta ciągle jest uważany za wieszcza, żeby nie powiedzieć – proroka. W Polsce zawsze nas śmieszy, że poetka po ukraińsku to poetessa (chociaż słowo „poetka” też jest używane). Co za patos! – chciałoby się wykrzyknąć, ale jest też czego zazdrościć, bo pisarze na Ukrainie są autorytetami, ich słowo dużo znaczy, to im się stawia pytanie „Jak żyć?”.

Na przykład Oksana Zabużko jest zaliczana do stu najbardziej wpływowych osób na Ukrainie. Na spotkanie autorskie z nią czy Jurijem Andruchowyczem może przyjść czterysta osób, przy czym większość z tych osób kupi ich książki i będzie godzinę czekać na autograf oraz możliwość zrobienia sobie zdjęcia. I to właśnie na Ukrainie odbywa się największy festiwal literacki w Europie Środkowowschodniej – w ramach Forum Wydawców we Lwowie. Takich tłumów i takiej fantastycznej publiczności nie widziałam nigdzie indziej – Noc Poezji odbywa się zwykle w godzinach 22.00–6.00, w wypełnionej po brzegi ogromnej sali, np. w filharmonii. Polscy goście są zawsze pod wrażeniem.

Nic dziwnego więc, że poeci odegrali też ważną rolę podczas Majdanu – na głównej scenie obok przemówień polityków i koncertów regularnie odbywały się czytania wierszy. Tworzone na gorąco teksty były też zamieszczane w internecie, najczęściej na Facebooku, miały mnóstwo komentarzy i udostępnień. Pisane później w okopach wiersze Borysa Humeniuka doczekały się dla przykładu ok. dwustu udostępnień. Wiersze krążyły wszędzie, niektóre już nawet anonimowo, były recytowane i śpiewane. Nie zawsze teksty, które zdobywały największą popularność, były najlepsze artystycznie. Ale powstało w tym czasie, i powstaje nadal, wiele wartościowych wierszy, które stawiają trudne pytania i przełamują tematy tabu w przedstawianiu wojny. Poezja ukraińska miała więc zawsze duże znaczenie społeczne, ale – jak sądzę – było to możliwe właśnie ze względu na dużą jasność przekazu i prostotę formalną. Poezja polska jest dużo bardziej wyrafinowana, ale też bardziej hermetyczna.

Do jakich symboli i jakich tradycji odwołują się tamtejsi poeci?

Co jest bardzo ciekawe – odwołują się często do ważnych pisarzy. Rok 2014 był ogłoszony na Ukrainie Rokiem Szewczenki i właśnie jego podobizna, często uwspółcześniona, podczas Majdanu widniała na wielu flagach, banerach, rysunkach. Obok niego – ikonami rewolucji stali się też Iwan Franko i Łesia Ukrainka. Jak niedawno skomentował to Ołeksij Czupa, jeden z autorów antologii „Wschód – Zachód”: na Ukrainie, kiedy nie można wierzyć politykom, wierzy się poetom. Poza tym, oczywiście, Kozacy to ciągle żywa tradycja. Ale wśród wierszy z mojej antologii nie ma zbyt wielu takich odwołań, wybierałam raczej wiersze uniwersalne, refleksyjne niż patriotyczne, bardziej przełamujące tabu niż pielęgnujące tradycję. Był więc dla mnie ważniejszy na przykład wiersz o gwałtach na kobietach w samozwańczej Łuhańskiej Republice Ludowej niż wychwalający bohaterstwo żołnierzy na froncie.

W zbiorze „Wschód – Zachód. Wiersze z Ukrainy i dla Ukrainy” pisze Pani, że jeszcze niedawno nie miałaby ochoty zajmować się poezją zaangażowaną. Co się zmieniło?

Nigdy nie interesowałam się poezją zaangażowaną, bo jest zazwyczaj gorsza artystycznie. Ktoś zobaczył wojnę w telewizji, napisał o tym wiersz, którego nie można skrytykować, bo autor bardzo się wzruszył. Właściwie trudno powiedzieć, żebym i teraz stała się zwolenniczką poezji zaangażowanej, bo nadal widzę w niej te same wady. Po prostu okazało się, że kiedy rewolucja czy wojna wybucha nie gdzieś daleko od nas, tylko za naszą granicą, wszystko widzi się i przeżywa inaczej. Wiem, że wiersze, które zebrałam w antologii, nie są o wojnie zobaczonej w mediach i opisanej kilkoma frazesami, tylko przeżytej. Autorzy, którzy pewnie też nie interesowali się poezją zaangażowaną, w większości piszą o tym, o czym pisali do tej pory, czyli o swoim życiu. Tylko że teraz tym życiem stała się wojna. Moja antologia jest bardziej o zwyczajnych ludziach, których wojna zaskoczyła i musieli do niej dojrzeć z dnia na dzień, czasem z godziny na godzinę. I w tym sensie chyba to nie jest wybór poezji zaangażowanej. ©

ANETA KAMIŃSKA (ur. 1976) jest poetką i tłumaczką literatury ukraińskiej; autorką trzech antologii poezji ukraińskiej: „Cząstki pomarańczy” (2011), „30 wierszy zza granicy” (2012) i „Wschód – Zachód” (2015).

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]