Układ trudny i brudny

Dr Karin Bowie, badaczka relacji szkocko-angielskich: Jest w tym ziarno prawdy, że ponad 300 lat temu Anglicy przekupili szkockie elity, aby te poparły unię angielsko-szkocką.

28.01.2017

Czyta się kilka minut

 / Fot. facebook.com
/ Fot. facebook.com

PATRYCJA BUKALSKA: 16 stycznia 1707 r. podpisano Akt Unii, na podstawie którego Anglia i Szkocja zjednoczyły się w Królestwo Wielkiej Brytanii. Dziś w debacie szkocko-brytyjskiej pojawiają się też argumenty historyczne o korekcie Aktu lub podpisaniu nowego. Czy jest jakaś paralela między rokiem 1707 i 2017?

DR KARIN BOWIE: Historia pokazuje, że warunki i natura unii zmieniały się z czasem, w miarę jak zmieniały się okoliczności. Ale radykalna zmiana byłaby dziś jednak politycznie trudna. Z technicznego punkty widzenia brytyjski parlament w Westminsterze mógłby przegłosować ustawę o nowych warunkach unii szkocko-brytyjskiej, gdyż ma on taką władzę, by zastępować dawne ustawy nowymi. W ten właśnie sposób po referendum z 1997 r. powstał szkocki parlament autonomiczny. Oczywiście zasadnicza reforma warunków unii wymagałaby pewnie kolejnego referendum. Już od pewnego czasu pojawiają się propozycje przejścia na system federacyjny, w którym do istniejących parlamentów lokalnych – szkockiego, walijskiego i północnoirlandzkiego – dodano by także angielski, którego dziś nie ma. Ale nie wydaje mi się prawdopodobne, by w związku z Brexitem nastąpiła również tak radykalna zmiana.

Pomówmy zatem o tym, jak doszło do podpisania Aktu Unii w 1707 r. Wbrew rozpowszechnionej wizji Szkocji, jako tej stawiającej ciągle zbrojny opór angielskim najeźdźcom, Akt był wynikiem długich negocjacji między Szkotami i Anglikami. Pytanie jednak, czy były to rozmowy równoprawnych partnerów?

Dla Anglików Szkoci nie byli partnerami. Przed podpisaniem Aktu z 1707 r. rozpowszechniano angielskie broszury o starej feudalnej zwierzchności nad Szkocją, opartej na hołdzie lennym złożonym przez szkockiego króla władcy angielskiemu. Sam Akt był negocjowany pod groźbą nałożenia sankcji ekonomicznych. Wielu Szkotów było też rozgoryczonych, że w angielskich koloniach traktowani są jako obcy i nie mogą handlować na tych rozwijających się rynkach. Najbardziej radykalni chcieli, by parlamentowi w Edynburgu przekazano uprawnienia królewskie. Ostatecznie traktat był negocjowany przez ludzi wskazanych przez królową, z których wszyscy – z wyjątkiem jednego – popierali jej wizję pełnej unii. To dało Szkotom dostęp do handlu z angielskimi koloniami w zjednoczonych królestwie, rządzonym przez jeden zjednoczony parlament. Niektórzy Szkoci mieli nadzieję, że istniejący szkocki parlament utworzyłby trzecią izbę brytyjskiego zgromadzenia. Tymczasem stało się tak, że w 1707 r. Szkotom zaoferowano w parlamencie brytyjskim 10 proc. miejsc, co pokazuje, jak bardzo brakowało równowagi w czasie negocjacji. Liczbę tę oparto na wielkości szkockich podatków i populacji w porównaniu do angielskiej, a nie na statusie równorzędnego niezależnego królestwa.

Przed podpisaniem Aktu Unii Szkocja wpadła w finansowe tarapaty w wyniku fiaska jej zamorskiego planu kolonialnego. To była wielka narodowa sprawa: pieniądze na stworzenie szkockiej bazy handlowej w Przesmyku Panamskim pozyskano m.in. z publicznych zbiórek. Udało się zebrać astronomiczną kwotę 400 tys. funtów! Można powiedzieć, że cały kraj w to uwierzył i zainwestował. A potem – klęska. Podobno gdyby nie katastrofa tego projektu, do unii z Anglią by nie doszło?

Porażka planu kolonialnego miała znaczenie polityczne i ekonomiczne. Na poziomie politycznym wywołało to gniew wielu Szkotów, że król Szkocji stanął po stronie Anglii i pozwolił agentom handlowym torpedować działania Szkockiej Kompanii Handlu i jej kolonii. To dało impuls do żądań reformy unii personalnej, łączącej wtedy Szkocję i Anglię. Szkoci byli jednak w tej kwestii podzieleni: jedni chcieli rozluźnienia unii i przekazania części uprawnień do Edynburga, inni – wręcz ściślejszej unii, z bliską współpracą handlową czy nawet pełnego zjednoczenia.

Na poziomie ekonomicznym upadek Szkockiej Kompanii i jej kolonii oznaczał utratę przez kraj kapitału i recesję, do której przyczyniła się też zła pogoda i nieurodzaj. To, a także groźba sankcji gospodarczych Londynu, sprawiło, że niektórzy Szkoci byli bardziej skłonni rozważać ścisłą unię, o ile dałaby im dostęp do angielskich kolonii. Inni dalej byli unii przeciwni. Publicysta James Hodges w 1703 r. powiedział, że żadna ilość cukru z angielskich plantacji nie osłodzi utraty niepodległości przez Szkocję.

A szkocki poeta Robert Burns pisał: „Kupiono nas i sprzedano za angielskie złoto”. Czy rzeczywiście to chciwość szkockich baronów pchnęła kraj do unii z Londynem?

Jest w tym ziarno prawdy. Jeśli chodzi o angielskie złoto, to angielski rząd wysłał do Szkocji w tajemnicy 20 tys. funtów, aby zapłacić zaległe pensje kluczowym osobom w szkockim parlamencie. To zapewniło ich lojalność. A w szerszym kontekście: traktat o unii otworzył nowe gospodarcze możliwości elicie, która miała środki, by angażować się w handel zamorski. Ci zaś, którzy nadal mieli bezwartościowe akcje Szkockiej Kompanii Handlu, mogli liczyć na to, że zostaną one od nich odkupione po pierwotnej cenie plus odsetki – bo Szkocka Kompania miała zostać zamknięta, co było po myśli angielskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej. Wkrótce po tym, jak Akt Unii zaczął obowiązywać, do Szkocji popłynęło w gotówce 398 tys. funtów, jako rodzaj chwilowej rekompensaty za podatki nałożone w efekcie zjednoczenia z Anglią. W ten sposób powstała na krótko „bonanza”, którą polityczni przywódcy mieli nadzieję kontrolować.

Zwykli Szkoci mieli chyba jednak inny pogląd na unię. Nie robiono wtedy badań opinii publicznej, ale gdyby przeprowadzono referendum, jaki byłby jego wynik?

Jest jasne, że większość Szkotów byłaby w nim przeciwna zacieśnianiu unii. Niektórzy przeciwnicy układania się z Londynem wzywali zresztą do przeprowadzenia czegoś w rodzaju głosowania, do powołania specjalnego zgromadzenia właścicieli ziemskich, aby pozwolić wypowiedzieć się w tej sprawie szerszym kręgom. Opozycja starała się zwalczać traktat, do parlamentu trafiło ponad 80 petycji skierowanych przez narodowe stowarzyszenia, parafie, miasta. Zaniepokojeni byli prezbiterianie – bali się, że angielska większość będzie chciała narzucić biskupów Kościołowi Szkocji. Z kolei rzemieślnicy i drobni kupcy bali się, że jeśli zlikwidowane zostaną szkockie taryfy celne, rynek zaleją tańsze angielskie materiały i produkty. W efekcie wprowadzono w traktacie poprawki i np. utrzymano na niskim poziomie podatki od soli i ciemnego piwa.

Akt Unii jest przywoływany w bieżącej dyskusji, historia odgrywa w niej swoją rolę. Czy nie jest wykorzystywana dla politycznych celów?

Historię zawsze traktuje się selektywnie. Przed referendum w 2014 r. było sporo dyskusji o unii z 1707 r. Ale uważam, że nauka, jaka płynie z tamtego procesu doprowadzenia do unii, jest tylko taka, iż był to trudny i brudny układ, powstały w reakcji na ówczesne okoliczności. Dlatego nie powinniśmy się kurczowo trzymać jego specyficznych zapisów, ale być otwarci na zmianę charakteru unii, w miarę jak zmieniają się dziś okoliczności. ©℗

DR KARIN BOWIE jest historykiem, wykłada na Uniwersytecie Glasgow. Członkini Królewskiego Towarzystwa Historycznego (Royal Historical Society). Autorka książek dotyczących Aktu Unii z 1707 r.


CZYTAJ TAKŻE:

Brexit coraz bliżej. Tymczasem Londyn ignoruje Szkotów, którzy w referendach zdecydowali wprawdzie, że nie opuszczą Wielkiej Brytanii, ale zarazem chcą zostać w Unii. Czy powstanie nowe państwo – Szkocja?

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Dziennikarka działu Świat, specjalizuje się też w tekstach o historii XX wieku. Pracowała przy wielu projektach historii mówionej (m.in. w Muzeum Powstania Warszawskiego)  i filmach dokumentalnych (np. „Zdobyć miasto” o Powstaniu Warszawskim). Autorka… więcej

Artykuł pochodzi z numeru TP 06/2017