Uderzanie Soborem

Czy w czasach PRL-u z racji geopolitycznych Kościół w Polsce powinien był bać się Soboru? Więcej: czy zaangażowanie w soborowe reformy wspomagało komunistyczne władze w walce z Kościołem, w szczególności z Prymasem Wyszyńskim? Takie pytania słychać ostatnio coraz głośniej.
Czyta się kilka minut

Jest oczywiste, że soborowe otwarcie na świat władza próbowała wygrywać dla siebie. Ale fakt ten nie ma żadnego związku z religijną wartością czy wręcz koniecznością Soboru dla współczesnego Kościoła.

Piórem Janusza Poniewierskiego przypominamy zaangażowanie Karola Wojtyły w prace Soboru i jego recepcję w Polsce. Metropolita krakowski nie bał się promować otwarcia Kościoła na świat, np. przez aktywizowanie świeckich, mimo świadomości związanych z tym zagrożeń. "Na jednym z pierwszych spotkań komisji głównej synodu krakowskiego Wojtyła przestrzegał przed możliwymi prowokacjami ze strony SB - mówi "Tygodnikowi" bp Tadeusz Pieronek, ówczesny sekretarz synodu. - Nic takiego się jednak nie wydarzyło, a synod okazał się unikalnym w skali polskiej wydarzeniem religijnym, jeżeli chodzi o zaangażowanie świeckich".

Nie jest tajemnicą, że wizja duszpasterska metropolity krakowskiego różniła się od polityki Prymasa. Nie ma sensu tych wizji przeciwstawiać. Obie służyły Kościołowi w PRL-owskiej Polsce. Jest oczywiste, że Kościół ten zawdzięcza przetrwanie i społeczną pozycję niejednej osobie.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 12/2011