Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Tylko słuchać

Tylko słuchać

03.09.2018
Czyta się kilka minut
Szymanowski był obdarzony niezwykłym wyczuciem słowa. Jego twórczość wokalna jest więc pod pewnymi względami zjawiskiem wyjątkowym.
K

Krążyła kiedyś anegdota o wielbicielu Karola Szymanowskiego, który spytał mistrza, czy to nie nudne – całe życie nic nie robić, tylko komponować. Mistrz odparł, że owszem, ale jeszcze nudniej całe życie nic nie robić, tylko słuchać tego, co Szymanowski skomponował.

Karol z Atmy był człowiekiem błyskotliwym, dowcipnym, a przy tym wrażliwym i obdarzonym niezwykłym wyczuciem słowa. Splot tych okoliczności sprawił, że jego twórczość wokalna jest zjawiskiem wyjątkowym – zwłaszcza na tle „opłakanego zapóźnienia” ówczesnej muzyki polskiej, ale i w szerszym kontekście europejskiego modernizmu muzycznego. Dlatego pomysł, żeby przez tydzień nic nie robić, tylko słuchać utworów Szymanowskiego na głos z fortepianem lub orkiestrą – niejednokrotnie w zaskakujących zestawieniach z dorobkiem innych kompozytorów – wydaje się jednym z ciekawszych sposobów na spędzenie końcówki lata.

Do wokalnej części Konkursu komisja zakwalifikowała 25 śpiewaków: więcej, niż przewiduje regulamin BBC Cardiff Singer of the World, o kilkanaścioro mniej niż wystartuje w tegorocznym konkursie w ‘s-Hertogenbosch. Przeważającą większość stanowią Polacy, co nie dziwi: twórczość Szymanowskiego – obowiązkowa w każdym z trzech etapów – wciąż jeszcze nie funkcjonuje w pierwszym obiegu na estradach i scenach światowych.

Argument lingwistyczny zszedł tym razem na dalszy plan: repertuar jest tak skonstruowany, że w zasadzie każdy uczestnik – chyba że dysponuje niskim głosem męskim – może dojść do finału i wygrać, nie zaśpiewawszy ani jednego utworu po polsku. Pierwsze koty za płoty: prestiż Konkursu będzie rósł i do następnych edycji z pewnością zgłosi się więcej cudzoziemców.

Właściwie już I etap okaże się etapem prawdy. W trwającym około kwadransa minirecitalu z fortepianem śpiewacy mają zaprezentować jedną arię z opery romantycznej (traktowaną jako probierz techniki wokalnej), jedną kompozycję Lutosławskiego (do wyboru z podanej listy, obejmującej także krótkie cykle pieśniowe), dwie skontrastowane nastrojem pieśni XIX-wieczne i nowsze (każdą w innym języku) i dowolną pieśń Szymanowskiego.

W etapie II muszą zestawić co najmniej trzy pieśni patrona Konkursu z dwiema pieśniami w dwóch różnych językach, wybranymi spośród twórczości 35 kompozytorów modernistycznych i współczesnych – tak skonstruowany program pozwoli jurorom docenić nie tylko ich warsztat śpiewaczy, ale też umiejętność kontekstowej interpretacji dzieł Szymanowskiego.

Od uczestników etapu III regulamin wymaga wykonania co najmniej jednej kompozycji Karola z Atmy na głos z orkiestrą i ewentualnie chórem – od pieśni, przez fragmenty „Króla Rogera”, po krótkie kantaty – w połączeniu z arią lub sceną operową z listy obowiązkowej, na której uwzględniono kilkadziesiąt dzieł wystawionych po raz pierwszy w XX i XXI w. Czyli znów Szymanowski w zestawieniu z dorobkiem bezpośrednich poprzedników, innych kompozytorów doby modernizmu bądź twórców późniejszych, niekoniecznie podążających tropem autora „Hagith” i „Króla Rogera”, wciąż jednak wiernych szeroko pojętej tradycji operowej.

Program wokalny Konkursu jest fascynujący i mądrze ułożony, uczestnikom stawia jednak poprzeczkę wysoko. Zacznijmy od twórczości Szymanowskiego, ewoluującej od niemieckiego stylu późnoromantycznego (z charakterystycznym dlań deklamacyjnym traktowaniem tekstu), poprzez fazę inspiracji Orientem i muzyką francuskich impresjonistów (utwory z tego okresu wymagają od śpiewaka dużej giętkości głosu, nieskazitelnej intonacji i umiejętnej gry barwą), aż po styl narodowy, który – jak podkreślał sam kompozytor – „nie polega na cytatach z folkloru”. Tu nie wystarczy umieć śpiewać, trzeba jeszcze wiedzieć, o czym się śpiewa, i przywdziać maskę odpowiedniej konwencji. Z tym jednak polscy uczestnicy – jako się rzekło, w przewadze liczebnej – powinni dać sobie radę. Szymanowski to mimo wszystko „nasz” człowiek. Więcej kłopotów może im przysporzyć repertuar modernistyczny, praktycznie nieobecny na rodzimych scenach operowych i rzadko włączany do programów filharmonicznych recitali. Bardzo jestem ciekawa, co z tego wyniknie. Arie deklarowane przez wokalistów w III etapie złożyły się w całkiem reprezentatywne antologie wyimków z „Rosenkavaliera” i „Ariadny na Naksos” Richarda Straussa; intryguje mnie też wzięcie, jakim cieszy się twórczość kompletnie lekceważonego w naszym kraju Giana Carla Menottiego.

Będzie trudno, a przez to ciekawie. Oczywiście, zawsze można się do czegoś przyczepić, choćby w samym regulaminie Konkursu: np. do niejasnej definicji arii „z opery prawykonanej w latach 1800–1840”, która zawiera „elementy techniki bel canto”. Skutek taki, że wszyscy poszli po linii najmniejszego oporu, wybierając arie z oper Belliniego, Rossiniego i Donizettiego. Nie rozumiem, dlaczego panom dano fory i podwyższono im górną granicę wieku do 35 lat (panie nie mogą mieć więcej niż 32 lata). Po dokładnym przeanalizowaniu programu III etapu naszła mnie refleksja, że do udziału w Konkursie skutecznie zniechęcono kontratenory i basy. W zestawie kompozytorów współczesnych zabrakło kilku ważnych nazwisk, na czele z Kaiją Saariaho, Salvatorem Sciarrino i Peterem Eötvösem.

Wszystkich jednak zadowolić się nie da. Najważniejsze, że oddano sprawiedliwość wciąż niedocenianej w ojczyźnie twórczości Szymanowskiego. Trzymam kciuki za rodaków kompozytora, gorąco kibicuję czwórce odważnych obcokrajowców. W przyszłości marzy mi się jakiś mongolski tenor, który rzuci jurorów na kolana mistrzowską interpretacją arii Pasterza z „Króla Rogera”. ©

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Latynistka, tłumaczka, krytyk muzyczny i operowy. Wieloletnia redaktorka „Ruchu Muzycznego”, wykładowczyni historii muzyki na studiach podyplomowych w Instytucie Badań Literackich PAN,...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]