Reklama

Nie boimy się dialogu

Nie boimy się dialogu

23.12.2016
Czyta się kilka minut
„Gość Niedzielny” pochyla się z troską nad nami i próbuje rozstrzygać, kto jest, a kto nie jest spadkobiercą myśli ks. Tischnera. A ten pewnie w grobie się przewraca widząc, jak wskrzeszany jest na patrona poglądów, z którymi trudno go utożsamiać.
Ks. Jacek Prusak / Fot. Grażyna Makara
Ks. Jacek Prusak SJ Fot. Grażyna Makara
N

Na łamach świątecznego numeru „Gościa Niedzielnego” (25 grudnia) ks. Tomasz Jaklewicz dzieli się z czytelnikami swego pisma niepewnością co do przyszłości Kościoła na świecie („Rok umacniania tożsamości”), a także przyszłości Kościoła w Polsce po tym, jak urząd metropolity krakowskiego obejmie w nowym roku abp. Marek Jędraszewski „otoczony” pod Wawelem przez środowisko „Tygodnika Powszechnego” i „Znaku” („Tischner by się ucieszył”). Część niepokojów publicysty „Gościa” wynika z tego, że nie przyjmuje do wiadomości faktu, iż w adhortacji „Amoris laetitia” papież Franciszek rozwinął doktrynę katolicką na temat dyscypliny sakramentalnej osób pozostających w tzw. „sytuacjach nieregularnych” – o czym „Tygodnik” pisał wielokrotnie.

Ponieważ adhortacja ta nie jest „osobistą refleksją papieża”, lecz częścią katolickiej ortodoksji, lęki ks. Jaklewicza nie są moimi lękami, zaś lęki „Gościa Niedzielnego” – lękami „Tygodnika Powszechnego”.

Publicysta „Gościa” jednak nie odpuszcza i po raz kolejny pochyla się z troską nad naszym środowiskiem, wyrokując w rozmowie z abp. Jędraszewskim kto jest, a kto nie jest, spadkobiercą myśli ks. Józefa Tischnera. Trudno nie dostrzec w jego trosce o przyszłą posługę krakowskiego pasterza próby wpłynięcia na jego „linię programową”. Szkoda, że ks. Jaklewicz lubi dialogować tylko tam, gdzie może krytykować innych. Na szczęście, jego rozmówca nie ma zamiaru wręczać przepustek do takiego, czy innego Kościoła, i zapewnia o gotowości do dialogu wewnątrzkościelnego.

A ksiądz Tischner pewnie w grobie się przewraca widząc, jak wskrzeszany jest w ostatnich miesiącach przez polityków, dziennikarzy i duchowych na patrona poglądów, z którymi trudno go utożsamiać. Pewnie by się ucieszył, gdyby był dogłębniej czytany, a nie traktowany jak logo przez ks. Jaklewicza. Jedno wiemy na pewno: że ks. Tischnerowi bliżej było do „Tygodnika Powszechnego” niż „Gościa”.

Na szczęście, filozofia oparta jest na argumentach, a nie politycznych sympatiach czy religijnych dogmatach – więc łatwo będzie wykazać kto zasługuje, a kto nie, na miano filozofa dialogu. Myśl Tischnera przyda się nam do odróżniania filozofów dialogu od filozofów dialogu z własnymi lękami.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Jezuita, teolog, psychoterapeuta, publicysta, doktor psychologii. Prorektor Akademii „Ignatianum” w Krakowie, gdzie jest także adiunktem w Instytucie Psychologii. Członek redakcji „...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Pisowska semantyka, polegająca na etykietowaniu zjawisk i obiektów wyrażeniami stanowiącymi dokładne przeciwieństwo zawartych w nich treści, przeniknęła do części środowiska kościelnego. Bogiem a prawdą, można by się zastanawiać, kto się tu od kogo uczył?...

nie, inaczej zacznę - życzyłabym sobie przy Wigilii, by powstało państwo w państwie, obejmujące takich ludzi, jakich skupia wokół siebie TP, Hołownia (nie wszystkich sądząc z wpisów na FB), x. Adam B, ks. Jacek P. o.Puciłowski i kilku innych księży. I zyć w tym państwie, wolnym od nienawiści, pogardy, pełnym autentycznej miłości człowieka do człowieka. Panie - wystarczy pstryknąć..pomyśl, proszę.

Na litość boską, nie takie. Takie już istnieje w Toruniu, tyle że z innymi nazwiskami i to nawet z pierwszych rzędów a ich orężem parasolka jest :))

Bo nawet będąc apostołem, można drugiego zranić(chocny to było tylko ucho)w gorliwości obrony tego, co święte. Ale dla samego życia, to chyba niewieści i podstarzały "moher", jest mniej groźny niż bezosobowy dron wyposażony i wykorzystujący najnowocześniejszą technikę zabijania-w imię "politycznej poprawności"(?)

i że się źle działo i źle się dziać będzie jeszcze długo; to poza Kościołem nic tak naprawdę się nie dzieje-nic, co miałoby sens. I to jest zasadnicze zło: brak, anty-istnienie poza Kościołem. Tu na ziemi, Kościół to jeszcze nie Górne Jeruzalem, a bardziej Droga ku niemu. Ale poza tym Jeruzalem i Drogą, jest tylko "płacz i zgrzytanie zębów". A na gruncie ludzkiej asocjacji: "stado gryzących się nawzajem psów"(porównanie za Księgą Apokalipsy). Jeżeli jako ludzkość, chcemy trwać i podążać za sensem, musimy dbać o Kościół, jako o depozyt najcenniejszych wartości. Tylko w Kościele jest możliwy dialog na zasadzie dialektycznego wzrostu-poza nim, jest tylko walka o przetrwanie; i tak poddana daremności. Człowiek nie jest tylko po to, by pozostał po nim jedynie jakiś "geologiczny osad" i wobec tego żyje dzięki czemuś więcej, niż tylko "biologia". Ale wśród ludzi jest spore grono "biologów", którzy mentalnie są owymi "psami" walczącymi o łup. Jaki dialog ma prowadzić z nimi człowiek Kościoła? Czy odgradzać się murem Świętego Miasta? Czy może samemu "zepsić się"? Chrześcijański Bóg dokonał kenozy poprzez Wcielenie, czyli właśnie się zepsił. Przez to stał się Chrystusem i wzorem do naśladowania jako "kamień węgielny Kościoła". Ale był bezgrzeszny. A my-także chrześcijanie świadomi Kościoła-nie. Cóż nam, chrześcijanom, więc począć: grodzić się, czy iść miedzy zepsiałych "pozytywistów" i "biologów" na pożarcie, jak owca miedzy wilki? To indywidualny wybór każdego z osobna. Zaś kolektyw winien chronić świętości przed profanacją-poprzez osoby konsekrowane w imieniu Kościoła

chyba zapominasz co ważne - Kościół jako wspólnota wiernych jest super, kościół jako instytucja - niekoniecznie. A do bram niebios predzej zostanie wpuszczony niewierzący przyzwoity człowiek, żyjący uczciwie zgodnie z dobrymi zasadami współżycia między ludźmi, niż szczekający pisowiec nienawidzacy ludzi (w tym imigrantów). Zapewnia, ze na świecie nic sie nie stanie i bedzie duzo lepiej gdy Kościół znikanie, ale ludzie będą braćmi. Z całym szacunkiem i uwielbieniem dla Franciszka, ks. Adama i wielu wielu innych....

A Kościół nie zniknie,tylko się przemieni-z instytucji stajnie się wspólnotą ludzi z Bogiem. A u bram niebieskich nie stoi żaden człowiek(nawet św. Piotr stoi tam pro forma). No i za bramą jest (będzie) miejsce niesamowitych spotkań-zgoła niemożliwych, z naszej perspektywy.

pseudoteologicznych wygibasów?... Miłuj bliźniego, człowieku! - nie wystarczy?

Miłować bliźniego to pikuś. Miłować Jarosława - to wyzwanie.

W prezencie pod choinke dostałam "Ostatnie rozmowy" z Benedyktem XVI. W ten sposób weszłam w posiadanie drugiego egzemplarza, jako ze już jeden miałam. Udałam się więc do mojego kościoła parafialnego, aby ofiarować ten egzemplarz do biblioteki parafialnej. Ksiadz, który mnie przyjął, oświadczył, ze biblioteka już dawno została zlikwidowana, jako ze nikt z niej nie korzystał. Książki zas nie chciał przyjąć i oganiał się, jakby go parzyla. Wreszcie ja wziął po tym, jak poradziłam, aby dał ja komus, kto zechce ja przeczytać:))) Może tu jest pies pogrzebany? Taki poziom czytelnictwa i stosunku do książki?

Z ciekawości przeczytałem ten wywiad w "Gościu Niedzielnym". Ks. Jaklewicz trzy razy przywołuje w nim postać ks. Tischnera w trzech kolejnych pytaniach do bp. Jędraszewskiego. Przytoczę te pytania w całości: 1. "Czy Ksiądz Arcybiskup zetknął się z ks. Józefem Tischnerem podczas swojej naukowej pracy? Dla wielu Ksiądz Arcybiskup jest zaprzeczeniem jego stylu." 2. "Gdyby ks. Tischner żył, pewnie ucieszyłby się nominacją Księdza Arcybiskupa, przynajmniej możliwością rozmowy. Taki dialog byłby czymś fascynującym." 3. "Skoro mówimy, że Tischner był blisko pewnej opcji politycznej, to taki sam zarzut słychać wobec Księdza Arcybiskupa, że jest za blisko partii, która dziś rządzi." Z całym szacunkiem dla ks. Jacka Prusaka - albo w ogóle nie czytał wywiadu, który tu krytykuje, albo przeczytał go bez zrozumienia, albo świadomie przeinacza jego sens. Zgaduję, że przeczytał go szybko i bez zrozumienia. Jeśli na tej podstawie mielibyśmy orzekać, "kto zasługuje, a kto nie, na miano filozofa dialogu" i odróżniać "filozofów dialogu od filozofów dialogu z własnymi lękami", to obawiam się, że role te mogłyby być trochę inaczej rozdzielone niż chciałby ks. Prusak.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]