TVP, ciąg dalszy

W niekończącą się dyskusję o TVP włączył się na kilka dni przed wyborami Donald Tusk. W wywiadzie udzielonym redakcji "Polityki" (nr 27/10) premier powiedział: "Jeśli chodzi o media publiczne, to nigdy w historii nie działały one tak jawnie jako sztab jednego kandydata. (...) Telewizja w ostatnich latach rządów Jaruzelskiego nie była tak stronnicza jak obecna. Przyznaję, rzeczywiście zabrakło mi wyobraźni, że można coś tak cynicznego zrobić z mediami publicznymi, ale jednak uważam, że to, co robią w nich Kaczyński z Napieralskim, jest grzechem o wiele cięższym niż mój brak wyobraźni".
Czyta się kilka minut

Fundacja Batorego ogłosiła, a "Gazeta Wyborcza" (z 1. 07.) omówiła trzecią część raportu w sprawie przedstawiania kandydatów na urząd prezydenta w najważniejszych programach informacyjnych TVP, dotyczącą tygodnia po pierwszej turze wyborów. W tym czasie, podsumowuje Agnieszka Kublik, "Wiadomości" (TVP1) "nie dały Komorowskiemu ani sekundy pozytywnego komentarza, a Kaczyńskiemu - ani sekundy negatywnego (...). W »Teleekspresie« o Komorowskim mówiono negatywnie ponad dwa razy częściej niż o Kaczyńskim. Bardziej zrównoważony był natomiast stosunek do obu kandydatów w »Panoramie«".

Po drugiej debacie prezydenckiej wybuchła niewielka, ale spektakularna awantura o pytania, jakie zadawała kandydatowi PiS-u Joanna Lichocka z TVP. W czwartek, 1. 07., Janina Paradowska powiedziała w TOK FM, że pytania Lichockiej były "ustawką". Tego samego dnia Grzegorz Miecugow wyraził w TVN24 przypuszczenie, że dziennikarka TVP poinformowała sztab Kaczyńskiego o tym, jakie pytania mu zada. W rozmowie z "Wyborczą" (z piątku, 2. 07.) Lichocka odparła zarzuty i zapowiedziała spotkanie z dziennikarzem TVN 24 w sądzie. Wreszcie: w wypowiedzi dla sobotniej "Wyborczej" Jarosław Gugała nie przyłączył się wprawdzie do opinii Miecugowa, zarazem jednak wyraził opinię, że pierwsze pytanie Lichockiej "było skandaliczne" i łamało "wszelkie zasady bezstronnego dziennikarstwa". Gugała wspomniał również, że dziennikarka TVP w rozmowie z nim i z Katarzyną Kolendą-Zaleską z TVN na trzy godziny przed debatą "rzuciła myśl, byśmy poznali swoje pytania (...), ale jej propozycja nie została podjęta". Swoją wypowiedź zamyka dziennikarz Polsatu patetycznymi zdaniami: "To nie jest sprawa dla sądu, ale należy ją nagłaśniać i w środowisku dziennikarskim rozpatrzyć. Musimy wskazać kierunki postępowania w tym zawodzie. Proszę się zastanowić, jakie są skutki zamiany bezstronnego dziennikarza w żołnierza frontu ideologicznego. W ten sposób my wszyscy tracimy zaufanie społeczne. Nie chodzi o Lichocką, chodzi o zasady".

Nietrudno zauważyć, że wypowiedź Donalda Tuska rymuje się z raportem Fundacji Batorego. Gdyby premier miał bogatszą wyobraźnię, publiczna telewizja nie byłaby prywatną własnością ekipy delegowanej przez PiS i SLD. Albo inaczej: gdyby rząd nie postawił swego czasu na samozniszczenie TVP (mówili o tym głośno politycy Platformy), gdyby inaczej pracowano nad ustawą medialną, nie byłoby dzisiaj (być może...) problemu telewizji publicznej jako sztabu wyborczego jednego kandydata. Co nie znaczy, rzecz jasna, że nie byłoby innych problemów.

W sprawie Joanny Lichockiej unikałbym pospiesznych oskarżeń i patetycznych uogólnień. Co do pytań zadanych w czasie debaty: Lichocka tak dobrze zna Jarosława Kaczyńskiego i tak żarliwie w niego wierzy, że mogła bez trudu odgadnąć, jakich pytań kandydat PiS-u oczekuje (i odwrotnie: Kaczyński mógł z góry liczyć na życzliwą domyślność dziennikarki TVP i spokojnie przygotować kilka odpowiedzi). Co do sprawy bezstronności: oczekiwanie, że reprezentantka dzisiejszej TVP będzie bezstronna, jest niestety przejawem szlachetnej naiwności (zresztą, gdyby sytuacja była nieco spokojniejsza, można byłoby spytać o to, czy w ogóle istnieje, tu i teraz, jakaś przestrzeń sprzyjająca dziennikarskiej bezstronności). Wreszcie, co do sprawy środowiskowej dyskusji o kondycji dziennikarstwa: nie jestem dziennikarzem, moje zdanie w tej kwestii nie ma znaczenia. Oczywiście: bardzo jestem ciekaw, co dziennikarze myślą o sposobie godnego uprawiania swego zawodu...

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 28/2010