Reklama

Trzy pogrzeby

Trzy pogrzeby

w cyklu STRONA ŚWIATA
04.06.2019
Czyta się kilka minut
Trzech ważnych polityków pochowała w sobotę Afryka, żegnająca się powoli z pokoleniem przywódców z czasów walki wyzwoleńczej i zimnej wojny, która zniewoliła kontynent, gdy wreszcie wybił się na niepodległość.
Żołnierze eskortują trumnę ÉtienneTshisekedi podczas ceremonii żałobnej w Kinszasie, 31 maja 2019 r. / Fot. John WESSELS / AFP / EAST NEWS
Żołnierze eskortują trumnę ÉtienneTshisekedi podczas ceremonii żałobnej w Kinszasie, 31 maja 2019 r. / Fot. John WESSELS / AFP / EAST NEWS
E

Etienne Tshisekedi umarł ponad dwa lata temu w Brukseli, ale dopiero teraz został pochowany w rodzinnym Kongu. Na pogrzeb w Belgii nie chciała się zgodzić jego rodzina, na pogrzeb w Kinszasie – ówczesny prezydent Joseph Kabila, który obawiał się, że uroczystości żałobne przerodzą się w antyrządowe wystąpienia i rozruchy. Za życia Tshisekedi przyciągał tłumy. Zwłaszcza w rodzinnej krainie Kasai i w Kinszasie, gdzie miejscowa biedota i wszyscy, którym nie w smak były rządy kolejnych kongijskich tyranów, uważali go za swojego przywódcę, trybuna ludowego i niekoronowanego króla Konga.

Kiedy Kongo, belgijska kolonia domagała się wolności, Tshisekedi był towarzyszem Patrice’a Lumumby, przywódcy ruchu wyzwoleńczego i pierwszego premiera niepodległego od 1960 roku Konga. Potem ich drogi się rozeszły, a Tshisekedi przyłączył się do polityków, którzy opowiadali się za secesją bogatego w diamenty Kasai. Lumumba zaś został obalony i zamordowany, a do jego upadku i śmierci rękę przyłożyli Jankesi z CIA.

Po nim władzę w Kongu przejął Mobutu Sese Seko, faworyt Amerykanów. Tshisekedi to jemu służył (był u Mobutu ministrem policji i kilka razy premierem), to z nim walczył. Na początku lat 80. założył pierwszą w Kongu, wówczas nazywanym Zairem, partię opozycyjną – Unię na rzecz Demokracji i Postępu Społecznego.  

Mobutu, tyran i kleptokrata, doprowadził kraj do upadku i wojny domowej, wskutek której w 1997 roku został obalony. Nowym prezydentem ogłosił się zwycięski, powstańczy przywódca Laurent-Désiré Kabila. Obiecywał, że przeprowadzi wybory, ale zanim ogłosił ich termin, wykluczył z nich wszystkich czołowych polityków z czasów Mobutu, w tym Tshisekediego. W 2001 roku Kabila został zamordowany, a władzę i stanowiska prezydenta przejął po nim jego syn, Joseph.


CZYTAJ WIĘCEJ:

STRONA ŚWIATA to autorski serwis Wojciecha Jagielskiego, w którym dwa razy w tygodniu reporter i pisarz publikuje nowe teksty o tych częściach świata, które rzadko trafiają na pierwsze strony gazet. Wszystkie teksty są dostępne bezpłatnie. CZYTAJ TUTAJ →


Młodszy z Kabilów proponował Tshisekediemu, by wszedł do jego rządu. Ten jednak odmówił, a w 2006 roku zbojkotował urządzone przez ONZ wybory prezydenckie, które miały stać się początkiem kongijskiego odrodzenia. Tshisekedi uważał, że aby wyborcza walka była równa i uczciwa, Kabila powinien najpierw ustąpić ze stanowiska prezydenta, jako że sprawowana władza zapewnia mu przewagę nad rywalami. W 2011 roku, mimo ponawianych żądań i wątpliwości, stanął jednak do wyborów przeciwko Kabili i je przegrał. Nie uznał porażki i do końca życia twierdził, że obie elekcje Kabila wygrał dzięki oszustwom.

Rozgoryczony wyjechał do Belgii, gdzie od lat mieszkał jego syn Felix. Umarł w 2017 roku, przeżywszy 84 lata. Felix, który przejął przywództwo partii, uważał, że za zasługi dla kongijskiej demokracji ojcu należy się państwowy pogrzeb w Kinszasie. Joseph Kabila, który już w 2016 roku, po upływie drugiej i ostatniej kadencji, powinien złożyć prezydenturę, ani myślał rozstawać się z władzą. Nie zgadzał się, żeby ciało Tshisekediego sprowadzić do kraju i pochować w Kinszasie. W stolicy i tak wrzało, na ulicach dochodziło do zamieszek. Obawiał się, że pogrzeb Tshisekediego może przerodzić się w rewolucję. Zwłoki kongijskiego weterana przez ponad dwa lata czekały w brukselskiej kostnicy na pochówek w Afryce.

W końcu jednak, przymuszony przez sąsiadów z Afryki i Zachód, Kabila zgodził się złożyć urząd prezydenta. W grudniu przeprowadzono wybory nowego przywódcy i zwyciężył w nich syn Tshisekediego, 55-letni Felix. Teraz już nic nie stało na przeszkodzie, żeby sprowadzić zwłoki ojca do kraju i pochować je jak bohatera narodowego.

W czwartek prywatnym odrzutowcem prezydenta Togo Faure’a Gnassingbé trumnę z ciałem Tshisekediego sprowadzono do Kinszasy. Z lotniska, w siedmiogodzinnej procesji przez miasto przewieziono ją na 80-tysięczny stadion, gdzie w sobotę odprawiono państwowy pogrzeb. Zjechali na niego prezydenci sąsiednich Angoli, Zambii, Republiki Środkowoafrykańskiej, Konga-Brazzaville i Rwandy. Sensację wywołała obecność Rwandyjczyka, Paula Kagamego. To z jego podpowiedzi i z jego pomocą w 1996 roku starszy Kabila wywołał powstanie i obalił Mobutu (życzliwy Rwandzie prezydent w Kinszasie miał nie dopuścić, by w Kongu znaleźli kryjówki i bazy rwandyjscy rebelianci). A kiedy usadowiwszy się na prezydenckim fotelu w Kinszasie Kabila przestał słuchać Kagamego, Rwandyjczyk wywołał na wschodzie Konga nowe powstanie, które przerodziło się w największą i najkrwawszą wojnę współczesnej Afryki (1996-97, 1998-2003; ok. 5 mln ofiar). Kabilowie, zawdzięczający władzę Rwandzie, uważali ją za najgorszego i najniebezpieczniejszego wroga, najeżdżającego na Kongo i plądrującego jego surowce. Odkąd w Kinszasie nastał Felix Tshisekedi, stosunki między Kinszasą i Kigali zaczęły się poprawiać, co daje nadzieję na to, że wschód Konga przestanie być w końcu areną niekończących się wojen i rebelii.

Po mszy trumnę ze zwłokami Tshisekediego przewieziono do Nsele na przedmieściach Kinszasy, gdzie złożono ją w wybudowanym za 2,5 miliona dolarów mauzoleum.

Zwolennicy Tshisekediego przyznają, że na jego pogrzeb przyszło znacznie mniej ludzi, niż przychodziło na wiece. 80-tysięczny stadion, który zapełniał się do ostatniego miejsca gdy przemawiał, na mszy pogrzebowej świecił pustkami. Znawcy kinszaskiej polityki kiepską frekwencje na pogrzebie Tshisekediego tłumaczą rozczarowaniem Kongijczyków jego synem. Felix nie ma nawet krzty ojcowskiej charyzmy. Wygrał prezydenturę, dobijając targu z Kabilą. Za fotel prezydenta zapłacił, dzieląc się z nim władzą i gwarantując nietykalność. Za cud nad urnami uznano w Kongu fakt, że choć kandydat patii Kabili przegrał z kretesem wybory prezydenckie, partia zdecydowanie wygrała wybory parlamentarne i to ona wyznaczyła swojego polityka Sylvestre’a Ilungę Ilukambę na premiera, rządzącego wspólnie z prezydentem. Kongijczycy twierdzą, że stary Tshisekedi nigdy by na podobny układ nie poszedł.

Angola: mogiła w rodzinnej wiosce

Po sąsiedzku, za południową miedzą, w Angoli chowano w sobotę Jonasa Savimbiego, jednego z najbardziej kontrowersyjnych afrykańskich polityków i komendantów partyzanckich.

W latach 60., gdy Angola była portugalską kolonią, Savimbi rzucił medyczne studia, by poświęcić się walce o niepodległość. W 1966 roku założył własną partię, UNITĘ, Narodową Unię na rzecz Całkowitego Wyzwolenia Angoli. UNITA walczyła o wolność, ale także o pierwszeństwo z innymi ruchami wyzwoleńczymi – Frontem Wyzwolenia Narodowego Angoli (FNLA) Holdena Roberto, popieranego przez Zachód i sąsiada, Mobutu Sese Seko, oraz Ludowym Ruchem Wyzwolenia Angoli (MPLA), faworytem komunistycznego Wschodu. Savimbi liczył przede wszystkim na swoich rodaków z ludu Ovimbundu, stanowiącego trzecią część 30-milionowej dzisiaj Angoli. Za Holdenem Roberto stali Bakongowie (10 proc. ludności), a za MPLA lud Kimbundu, mulaci i biali Portugalczycy, zapatrzeni w lewicową rewolucję kubańską.

Gdy przeprowadzona przez młodych oficerów rewolucja goździków w Lizbonie obaliła w 1974 roku Marcela Caetana, następcę dyktatora Antonia Salazara (1932-68), towarzysza hiszpańskie caudilla Francisca Franco, w Angoli rozpoczął się wyścig po niepodległość. W 1975 roku wygrała go MPLA, ustanawiając w Luandzie swój rząd i prezydenta, poetę Agostinha Neto. Wyprzedzone FNLA i UNITA utworzyły własny rząd w Huambo, drugim po Luandzie największym mieście kraju. Wraz z niepodległością w Angoli wybuchła wojna domowa, w której wobec słabszej z każdym rokiem kondycji FNLA, na głównego przeciwnika rządzącej MPLA wyrosła dowodzona przez Savimbiego UNITA.

 

Ruchy wyzwoleńcze w Afryce zawsze mogły liczyć na wsparcie ze strony państw, które zdobyły już niepodległość. Savimbi, chyba jako jedyny, nie dochował się nigdy w Afryce przyjaciół. Głównie dlatego, że bez skrupułów korzystał z wojskowego wsparcia Południowej Afryki, w której panował w najlepsze ustrój rasowej segregacji, apartheid, i gdzie o wszystkim decydowali biali. Widząc, że nie mogą liczyć na Holdena Roberto, z czasem także Amerykanie zaczęli popierać UNITĘ i Savimbiego. Ronald Reagan gościł go nawet w 1986 roku w Białym Domu i wychwalał jako bojownika o wolność i demokrację (w rzeczywistości rządził swoimi partyzantami jak tyran, a jego podwładni, podobnie jak angolańskie wojska rządowe, dopuścili się niezliczonych wojennych zbrodni). Związek Radziecki i Kuba słali zaś broń i instruktorów, by wesprzeć rządzącą w Luandzie MPLA. Obok Afganistanu, Nikaragui, Jemenu czy Etiopii, Angola stała się jednym z najważniejszych zastępczych pól bitewnych zimnej wojny, toczonej przez kapitalistyczny i demokratyczny Zachód oraz komunistyczny Wschód. Angolańska wojna miała potrwać prawie 30 lat i zginęło na niej ponad pół miliona ludzi.

Nie przerwała jej nawet wiosna ludów, która pod koniec lat 80. obaliła w Europie komunizm i przeżywające gospodarczą zapaść rosyjskie imperium w jego komunistycznym wydaniu Związku Radzieckiego. Kryzys i będąca jego skutkiem pieriestrojka, przebudowa, sprawiła, że po upadku komunizmu w Europie – Wschód i Zachód zaczęły gasić zastępcze wojny w Azji, Afryce i Ameryce Południowej. Na południu Afryki, poza Angolą, zajęły się jej sąsiadką z południa, Namibią, byłą kolonią Niemiec, którą Liga Narodów powierzyła po I wojnie światowej Południowej Afryce, a ta zawłaszczyła ją i wchłonęła do własnego państwa. Czarnoskórzy partyzanci namibijscy wywołali zbrojne powstanie, a Angola (i Kuba), odpłacając RPA za pomoc dla UNITY, udzieliła im wsparcia. Negocjacje, prowadzone przez Amerykanów i Rosjan, a także przedstawicieli RPA i Kuby doprowadziły do niepodległości Namibii (1990), wycofania wojsk kubańskich z Angoli i rozejmu, wprowadzenia kapitalizmu i wielopartyjności w Angoli (1991) oraz przyspieszyły też proces demontażu apartheidu w RPA.

Przenoszenie szczątków Jonasa Savimbiego do jego rodzinnej wioski Lopitanga, 1 czerwca 2019 r. / FOT. RODGER BOSCH/AFP/East News
Przenoszenie szczątków Jonasa Savimbiego do jego rodzinnej wioski Lopitanga, 1 czerwca 2019 r. / FOT. RODGER BOSCH/AFP/East News

W 1992 roku w Angoli odbyły się pierwsze wolne wybory. Zamiast pokoju przyniosły jednak nową wojnę. Savimbi nie uznał wyborczego zwycięstwa MPLA i jej przywódcy Joségo Eduarda Dos Santosa (zastąpił zmarłego w 1979 roku Neto); znów wybuchły walki.

Kres angolańskiej wojnie położyła dopiero śmierć Savimbiego, zastrzelonego w lutym 2002 roku w potyczce z żołnierzami rządowego wojska. Półtora miesiąca później UNITA złożyła broń i zawarła pokój z MPLA, która bez żalu wyrzekła się komunizmu, za to zachowała pełnię władzy i kontrolę nad polami naftowymi, jednymi z najbogatszych w Afryce.

Rodzina Savimbiego od lat prosiła angolańskie władze, by pozwoliły jej przenieść jego szczątki z cmentarza w Luenie, na wschodzie kraju, w pobliżu której zginął, do rodzinnej wioski Lopitanga, gdzie zostałby pochowany w rodzinnym grobowcu, obok ojca. Prezydent Dos Santos nie chciał jednak nawet słyszeć o ponownym pochówku dawnego wroga. Na nowy pogrzeb zgodził się dopiero obecny prezydent João Lourenço, który dwa lata temu zastąpił Dos Santosa. Wdzięczna UNITA, która z potężnej partyzantki przekształciła się w opozycyjną partię polityczną (w ostatnich wyborach w 2017 roku zdobyła prawie 27 proc. głosów), a także rodzina Savimbiego twierdzą, że przeniesienie jego mogiły do rodzinnej wioski przyczyni się do narodowego pojednania.

Zimbabwe: pożegnanie partyzanta

O pojednaniu, a nawet o zgodzie nie ma mowy w pobliskim Zimbabwe, gdzie w sobotę pożegnano zmarłego w wieku 79 lat Dumisa Dabengwę, dawnego partyzanta z czasów wojny wyzwoleńczej, a potem jednego z najważniejszych polityków kraju.

Na partyzanta, zwiadowcę i szpiega, a potem szefa wywiadu w partyzanckiej armii Afrykańskiego Ludowego Związku Zimbabwe (ZAPU) wyszkolił się w akademiach KGB w Związku Radzieckim. W czasach zimnej wojny o pierwszeństwo w światowej polityce rywalizowały nie tylko Zachód ze Wschodem, ale konkurujące między sobą we wschodnim obozie Moskwa i Pekin. Kreml wspierał ZAPU, którego partyzanci wywodzili się głównie ze spokrewnionego z Zulusami ludu Ndebele (ok. 15 proc. ludności kraju), a w Południowej Afryce – Afrykański Kongres Narodowy (ANC). Chińczycy zaś byli opiekunami Afrykańskiego Narodowego Związku Zimbabwe (ZANU), któremu szefował Robert Mugabe i do którego należeli głównie Szonowie, stanowiący ponad połowę ludności Zimbabwe. „Byliśmy zwykłymi pionkami w wielkiej grze, którą prowadzili wielcy tego świata – napisał po latach Dabengwa. – Tak to się właśnie odbywała ta cała dekolonizacja”.

Wojna wyzwoleńcza w ówczesnej Rodezji zakończyła się w 1980 roku wynegocjowaną przez Brytyjczyków polityczną ugodą między białymi władzami oraz przywódcami ZANU i ZAPU oraz wyborami, które zakończyły się wygraną Mugabego. Nie zagarnął jednak całej władzy, przysługującej mu jako zwycięzcy, ale podzielił się nią zarówno z towarzyszami broni z ZAPU, jak i białymi. Na początku swojego blisko 40-letniego panowania (został odsunięty od władzy w 2017 roku w wyniku wojskowego puczu) Mugabe uchodził za wzór rozsądku i umiaru. Dabengwa, przezywany w kraju „czarnym Ruskim”, został jednym z dowódców nowego rządowego wojska.

Zgoda między dawnymi towarzyszami broni szybko się jednak skończyła. W 1982 roku Mugabe oskarżył Ndebele o nielojalność i spiski – i posłał wojsko do ich krainy, Matabelelandu. Karna ekspedycja zdominowanej przez Szonów i dowodzonej przez oficerów z Korei Północnej armii zakończyła się pogromami i mordami, w których zginęło ok. 20 tys. Ndebele.

Dabengwa, a także dawny wojskowy komendant partyzanckiej armii ZAPU i jego najlepszy przyjaciel Lookout Masuku, zostali aresztowani i oskarżeni o zdradę. Sąd ich uniewinnił, ale Mugabe i tak kazał ich trzymać w więzieniu. Masuku umarł w niewoli. Dabengwa wyszedł na wolność dopiero w 1987 roku, gdy Mugabe i przywódca ZAPU Joshua Nkomo zawarli pokój i zjednoczyli swoje partie w jedną. Z więziennej celi Dabengwa przeniósł się wkrótce do ministerialnego gabinetu – zgodnie z koalicyjną ugodą objął u Mugabego stanowisko ministra policji i pełnił je w latach 1992-2000.

Na początku wieku w Zimbabwe pojawiła się pierwsza od lat silna, opozycyjna partia, która zagroziła władzy Mugabego. W 2000 roku Dabengwa przegrał w wyborach parlamentarnych z kandydatem popieranym przez Ruch na rzecz Demokratycznej Zmiany. Pięć lat później przegrał wybory ponownie, a w kolejnych, w 2008 roku opowiedział się po stronie opozycji. Zabrał się za restaurację dawnej partii, ZAPU, a w wyborach w 2013 roku wystartował jako jej kandydat na prezydenta. Nie zdobył nawet 1 procenta głosów.

Kiedy zmarł, władze Zimbabwe postanowiły puścić w niepamięć dawne konflikty i w uznaniu partyzanckich zasług Dabengwy ogłosiły go bohaterem narodowym, którym przysługuje prawo do pochówku na specjalnym cmentarzu w Harare. Nie zgodziła się na to rodzina Dabengwy, która postanowiła urządzić mu pogrzeb w rodzinnej Ntabazindunie w Matabelelandzie.

Przedstawiciele władz nie przyjechali na pogrzeb. Rzecznik prezydenta Emmersona Mnangagwy oświadczył, że nie życzyła sobie tego rodzina Dabengwy. Nic dziwnego. W czasie krwawej pacyfikacji Matabelelandu, Mnangagwa, dawny partyzant, był szefem służb bezpieczeństwa, „prawą ręką” Mugabego i jego „człowiekiem od brudnej roboty”. Dabengwa nigdy mu tego nie zapomniał ani nie wybaczył.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Reporter, pisarz, były korespondent wojenny. Specjalista od spraw Afryki, Kaukazu i Azji Środkowej. Ponad 20 lat pracował w GW, przez dziesięć - w PAP. Razem z wybitnym fotografem...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]