Angola: pogoda dla bogaczy

W Angoli partia rządząca „od zawsze” znów pokonała swą odwieczną rywalkę i utrzymała władzę. Ten kraj ma wszystko, aby być bogatym, a pozostaje ubogi, odkąd pół wieku temu ogłosił niepodległość.
z Harare (Zimbabwe)

05.09.2022

Czyta się kilka minut

Zwolennicy opozycyjnej partii UNITA podczas ostatniego wiecu przed wyborami, Luanda, 22 sierpnia 2022 r. / JOHN WESSELS / AFP / EAST NEWS
Zwolennicy opozycyjnej partii UNITA podczas ostatniego wiecu przed wyborami, Luanda, 22 sierpnia 2022 r. / JOHN WESSELS / AFP / EAST NEWS

Zwycięzcą sierpniowych wyborów został, jak zawsze, Ludowy Ruch Wyzwolenia Angoli (MPLA) – niegdysiejszy ruch wyzwoleńczy, który najpierw wierzył w komunizm i wzorował się na bolszewikach z Moskwy, po czym przeszedł bez żalu na kapitalizm. Zwłaszcza gdy się przekonał, że wolny rynek w połączeniu z dyktatorską władzą dają rządzącym bogactwo wprost nieograniczone.

Tym razem jednak wygrana przyszła „ludowcom” trudniej niż zwykle. Zdobyli tylko 51 proc. i zaledwie o 7 punktów procentowych pokonali opozycyjną UNIT-ę – inny niegdysiejszy ruch wyzwoleńczy, faworytkę Zachodu, która przegrywa z MPLA wszystkie batalie o rządy w Angoli.

„Ludowcy” utrzymają się więc u władzy i będą mieli większość w parlamencie, a także prezydenta i ministrów, których w Angoli wybierają posłowie (prezydentem zostaje automatycznie przywódca partii). Nigdy jednak nie odnieśli zwycięstwa aż tak nikłego. Stracili po raz pierwszy nie tylko większość dwóch trzecich, która pozwalała rządzić bez oglądania się na opozycję, ale także pewność, że nikt nie odbierze im władzy i będą rządzić wiecznie. Prestiżową wręcz porażkę „ludowcy” ponieśli w ich dotychczasowej twierdzy, stołecznej Luandzie (UNITA zdobyła tam dwie trzecie głosów), a także w roponośnych prowincjach Cabinda i Zaire.

Sukces jak porażka

Pokonana UNITA (Narodowa Unia na rzecz Całkowitego Wyzwolenia Angoli) oprotestowała wynik elekcji w centralnej komisji wyborczej i zapowiedziała, że jeśli będzie trzeba, pójdzie także do sądu. Szanse na korzystny wyrok w komisji oraz w trybunale konstytucyjnym miała jednak nikłe. Rządząca partia już dawno obsadziła swoimi ludźmi i gremia wyborcze, i trybunały – podobnie jak wszystkie urzędy, wojsko, policję oraz rządowo-dworską telewizję, która jeśli w ogóle wspomina o opozycji, to tylko po to, aby ją ludziom zohydzać.

UNITA mogłaby wezwać ludzi na ulicę. Młodzi, poniżej 30. roku życia, stanowią prawie dwie trzecie 35-milionowej ludności kraju. Wojna wyzwoleńcza to dla nich stare dzieje – oni nie pamiętają nawet wojny domowej, w którą wyrodziła się zdobyta w 1975 r. wolność. Nie wzruszają ich kombatanckie opowieści, dawne bohaterskie czyny i zasługi, ani nie czują się dłużnikami partii, która pół wieku temu ogłosiła niepodległość Angoli i stanęła za sterami jej rządów.

To przeszłość – mówią młodzi. – Naszą codziennością jest zaś bieda, drożyzna i bezrobocie (bez pracy pozostaje połowa młodych Angolczyków), a przyszłością – brak widoków na lepsze życie.

Rozczarowani rządzącą partią, ruszyliby pewnie na uliczne demonstracje i starli z policją, gdyby wezwał ich do tego szef UNIT-y, inżynier-elektronik Adalberto Costa Junior, przekonując, że okradziono go ze zwycięstwa. Choć Costa Junior liczy sobie 60 lat, przekonywał, że rozumie problemy młodych, nie walczył w wojnie domowej i myśli o przyszłości, a nie ogląda się wciąż za siebie.

Ale UNITA wie, że rządzący tylko na to czekają. Natychmiast rozkazaliby policji i wojsku bezlitośnie rozpędzić antyrządowe pochody, a UNIT-ę oskarżyliby o działalność wywrotową, o zdradę i terroryzm, aresztowaliby jej przywódców, zakazali działalności partii.

Dlatego Adalberto Costa Junior wzywa swoich zwolenników, aby zachowali spokój. Lider opozycji woli czekać, bo czas jest sprzymierzeńcem jego, a nie rządzących.

Udręczeni rytualną polityką

W sierpniowych wyborach zanotowano też rekordowo niską frekwencję: ponad połowa wyborców nie pofatygowała się głosować. Angolczycy są już udręczeni trwającą ponad pół wieku rywalizacją między „ludowcami” a UNIT-ą. Są rozczarowani obiema partiami, których stali się zakładnikami. Są znudzeni brakiem jakiejkolwiek alternatywy.

Historia rywalizacji „ludowców” i UNIT-y to całe dzieje współczesnej Angoli. W latach 60. XX stulecia najpierw „ludowcy”, a po nich UNITA podnieśli zbrojne powstania przeciwko kolonialnym rządom Portugalii. „Ludowcy” działali na ziemiach ludu Mbundu (jedna czwarta ludności), w centrum kraju, a zwłaszcza wśród mulatów ze stołecznej Luandy. Z kolei królestwem UNIT-y było południe, zamieszkane przez lud Ovimbundu, jedną trzecią ludności kraju.

Była jeszcze trzecia partia, Narodowy Front Wyzwolenia Angoli, reprezentująca lud Bakongo – z rozciągających się na północy kraju ziem dawnego królestwa Konga, rozdzielonego między Portugalczyków, Francuzów i belgijskiego króla Leopolda.

W 1974 r., gdy młodzi oficerowie z Liz- bony dokonali „rewolucji goździków” i obalili prawicową dyktaturę, a Portugalia przyznała wolność swoim koloniom, w Angoli zaczął się wyścig partyzantów po władzę. Najbliżej do stolicy mieli „ludowcy”, wspierani dodatkowo zbrojnie przez Związek Sowiecki i Kubę, która przysłała 5 tys. żołnierzy (w świecie trwała w najlepsze „zimna wojna”). „Ludowcy” wyprzedzili „frontowców”, ulubieńców USA i Mobutu Sese Seko, dyktatora ówczesnego Zairu (czyli Konga-Kinszasy), a także UNIT-ę, której pomocy udzielały apartheidowskie białe władze Południowej Afryki.

Wojna bez końca

W 1975 r. to „ludowcy” ogłosili więc niepodległość Angoli. Ale wojna o wolność zaraz przerodziła się w domową wojnę o władzę. Z rywalizacji szybko wypadli „frontowcy”, a Amerykanie przerzucili swoje sympatie na UNIT-ę i jej przywódcę Jonasa Savimbiego. Odtąd o władzę w Luandzie walczą już tylko „ludowcy” i UNITA.

Angolska wojna, jak niemal wszystkie „zastępcze wojny” Wschodu z Zachodem, skończyła się wraz z końcem „zimnej wojny” i upadkiem komunizmu. Nie mogąc liczyć na dalszą pomoc Kremla, prezydent Angoli i przywódca „ludowców” José Eduardo Dos Santos bez szczególnego żalu wyrzekł się komunizmu, zgodził wprowadzić wielopartyjną demokrację i wolny rynek. Odprawił Kubańczyków (ich wyjazd, a także rozmowy, jakie nawiązali Rosjanie z Amerykanami, przyczyniły się też do zakończenia wojny w sąsiedniej Namibii, zajętej przez Południową Afrykę, która w 1990 r. ogłosiła niepodległość). Dos Santos zgodził się na wynegocjowany przez ONZ rozejm z UNIT-ą i wybory pod nadzorem „błękitnych hełmów” ONZ.

Wybory przeprowadzono w 1992 r. Pierwszą rundę prezydenckiej elekcji wygrał Dos Santos. Do drugiej nie doszło, bo pokonany w pierwszej Savimbi, nie wierząc już, że zdobędzie władzę w wyborach, zerwał je i wrócił do partyzanckiej wojny. Toczyła się jeszcze długich dziesięć lat, aż do dnia, gdy w 2002 r. Savimbi zginął w potyczce z rządowym wojskiem. Po śmierci swojego naczelnego wodza partyzanccy komendanci podpisali pokój, a Dos Santos zapewnił im amnestię.

Bogaty kraj biednych ludzi

Tak zwykło się mówić o Indiach, Brazylii czy RPA – państwach, w których garstkę bogaczy z elity dzieli od nieprzebranych rzesz biedaków przepaść najgłębsza i najszersza. Jednak pod tym względem Angola mogłaby z nimi z powodzeniem rywalizować.

Wojny trwające od początku lat 60. ubiegłego wieku sprawiły, że Angola, opływająca w ropę naftową i diamenty, stała się nędzarzem. Zginęło co najmniej pół miliona ludzi, a ponad 3 miliony straciły dach nad głową. Kraj czterokrotnie większy niż Polska, pozbawiony niemal nowoczesnej infrastruktury, został przerobiony na największe na świecie pole minowe.

Dopiero kiedy wojna się skończyła, Angola wpuściła zachodnie koncerny na swoje pola naftowe – najbogatsze w Afryce obok tych nigeryjskich, libijskich i algierskich. Do zachodnich nafciarzy na początku XXI w. przyłączyli się Chińczycy, którzy w zamian za dostawy surowców energetycznych pożyczali Angoli pieniądze, budowali drogi, mosty, koleje, elektrownie i szkoły. Na petrodolarowej mannie Luanda wyrosła w nowoczesną metropolię, jedno z najdroższych miast świata, oazę drapaczy chmur i luksusu pośród slumsów.

Ale dostęp do bogactw mieli tylko cudzoziemcy i stołeczna elita władzy, zwłaszcza dwór prezydenta Dos Santosa. Reszta mieszkańców Angoli po staremu klepie biedę, ponad połowa stara się przeżyć za dwa dolary dziennie, a bogata w skarby Angola wciąż zalicza się do najuboższych i najbardziej zacofanych krajów świata.

Zachodni księgowi oceniają, że z powodu korupcji i zwykłego złodziejstwa za panowania Dos Santosa państwo angolskie zostało okradzione na co najmniej 24 mld dolarów. Do największego bogactwa doszła rodzina Dos Santosa, a jego córka Isabel – przezywana „księżniczką”, z majątkiem szacowanym na ponad 3 mld dolarów – została okrzyknięta najbogatszą kobietą w całej Afryce. Z namaszczenia ojca szefowała państwowemu koncernowi naftowemu Sonangol. Z kolei syn, José Filomeno, zarządzał funduszem rezerw strategicznych, na którym zgromadzono 5 mld dolarów.

Rządzące elity zawłaszczyły też angolską demokrację. Przekonani, że „państwo to my”, „ludowcy” dopełniali narzuconego im przez Zachód wyborczego rytuału i demokratycznej formy, pozbawiając ją jednocześnie jakiejkolwiek demokratycznej treści. Wykorzystując bez skrupułów pełnię politycznej władzy, wygrywali wybory w roku 2008, 2012 i 2017, za każdym razem mając za przeciwnika UNIT-ę. Jedyne, co się zmieniało, to coraz niższe rozmiary odnoszonych zwycięstw. W 2008 r. rozgromili przeciwniczkę stosunkiem głosów 81,5 proc. do 10,5 proc., w roku 2012 było to 72 proc. do 18,5 proc., a pięć lat temu już tylko 61 proc. do 27 proc.

Zmiana warty

Do wyborów w 2017 r. „ludowców” poprowadził już João Lourenço, wierny minister wojny, którego stary władca Dos Santos osobiście wybrał na swojego następcę, sam zaś, po prawie 40-letnim panowaniu, przeszedł na polityczną emeryturę.

Wraz z emeryturą Dos Santosa skończyły się dobre czasy, gdy petrodolarów starczało na wszystko, na rozwój i luksusy, dla bogatych i biednych, a mieszkańcy Angoli wychwalali swojego prezydenta jako przywódcę, który wygrał wojnę domową, pogodził się z wrogami i zaprowadził w kraju spokój.

Już w 2014 r. ceny ropy na światowych rynkach poleciały w dół o ponad połowę. Dwa lata później, po zadziwiającym rozwoju gospodarczym, w Angoli zaczęła się trwająca do dziś recesja, a zyski ze sprzedaży ropy ledwo starczały na spłatę długów zaciąganych u Chińczyków.

Obejmując władzę, João Lourenço – przezywany w kraju JLo od przydomku, jaki nosi sławna amerykańska celebrytka Jennifer Lopez – obiecywał wielkie porządki. Zerwał z Chińczykami, u których Angola zadłużyła się po uszy, nawiązał przyjaźń z Zachodem, obiecał położyć kres korupcji, a także pożyczać pieniądze wyłącznie od Międzynarodowego Funduszu Walutowego i słuchać podpowiedzi jego ekspertów.

Pierwszą i najbardziej spektakularną – o to właśnie chodziło – szarżę przypuścił przeciwko rodzinie Dos Santosa. W 2018 r. aresztowany, a dwa lata później skazany na 5 lat więzienia za kradzież pół miliona dolarów został syn eksprezydenta José Filomeno (złożył apelację i wciąż pozostaje na wolności). W 2020 r. o przestępstwa gospodarcze oskarżona została Isabel, którą zaraz po objęciu prezydentury JLo zwolnił z pracy w koncernie Sonangol. Uniknęła aresztowania, bo wyjechała z Angoli, jak tylko jej ojciec przestał być prezydentem (on również wyjechał – do Barcelony). Poselski mandat straciła i wyjechała z Angoli także inna córka Dos Santosa, Welwitschia (zwana „Tchize”).

Igrzyska nie ożywiły jednak gospodarki, nie zapewniły biedocie chleba. Prezydentowi udało się odzyskać 5 mld dolarów skradzionych z państwowej kasy, ale zalecane przez Zachód reformy sprawiły, że biedacy jeszcze bardziej musieli zacisnąć pasa, a przez niskie ceny ropy zyski z jej sprzedaży niemal w całości szły na spłatę długów i odsetek. Kiepską sytuację pogorszyła jeszcze epidemia covidu. Doszło do tego, że Angolczycy zaczęli wzdychać za czasami Dos Santosa, a dygnitarze z rządzącej MPLA – występować przeciwko JLo i jego antykorupcyjnej krucjacie.

Śmierć patriarchy

O marnej kondycji „ludowców” świadczył skandal z pogrzebem Dos Santosa.

JLo za wszelką cenę próbował ściągnąć zwłoki zmarłego 8 lipca poprzednika z Barcelony do Luandy, by uroczystym pochówkiem przyćmić ostatnie dni kampanii wyborczej oraz przypomnieć Angolczykom, komu winni są wdzięczność za niepodległość i pokój po ponad ćwierćwiecznej wojnie.

Wykorzystaniu zmarłego w kampanii wyborczej JLo sprzeciwiły się córki Dos Santosa, Isabel i Tchize, które chciały pochować go w Barcelonie – ścigane listami gończymi, nie mogłyby pojechać do Angoli na pogrzeb. „Ludowcy” w Luandzie oskarżyli je nawet, że kierując się żądzą zemsty zawarły przymierze z UNIT-ą. W stolicy plotkowano, że Isabel i Tchize targują się z JLo i domagają się, by w zamian za zgodę na pochówek ojca w Angoli wycofał się ze wszystkich oskarżeń, wysuwanych przeciw dzieciom Dos Santosa.

Ostatecznie ciało zmarłego prezydenta sprowadzono do kraju półtora miesiąca po jego śmierci, a pogrzeb urządzono tuż po wyborach, na dzień przed planowanym ogłoszeniem wyników. Policja pogroziła Angolczykom, by tego dnia uszanowali powagę żałoby i nie przyszło im do głowy protestować na ulicy przeciwko wynikowi wyborów.

Wygraną ułatwiła „ludowcom” rosyjska inwazja przeciwko Ukrainie, wskutek której ceny ropy naftowej znów poszybowały w górę, a Angola zaczęła zarabiać. Co więcej, wojna w Ukrainie skupiła na sobie całą uwagę Zachodu, który potrzebując ropy, aby zastąpić nią tę rosyjską, przymknie oczy na wyborcze szwindle „ludowców” w Angoli, byle w nowej „zimnej wojnie” między Wschodem i Zachodem opowiedzieli się tym razem po zachodniej stronie. ©℗

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Reporter, pisarz, były korespondent wojenny. Specjalista od spraw Afryki, Kaukazu i Azji Środkowej. Ponad 20 lat pracował w GW, przez dziesięć - w PAP. Razem z wybitnym fotografem Krzysztofem Millerem tworzyli tandem reporterski, jeżdżąc wiele lat w rejony… więcej

Artykuł pochodzi z numeru Nr 37/2022