Trzecia droga polityka

Dymisja ministra Ćwiąkalskiego daje do myślenia.
Czyta się kilka minut

Po pierwsze: nie wiadomo, czy premier nie wykorzystał okazji, by pozbyć się ministra, którego i tak chciał się pozbyć z powodów zasadniczych. Jeśli tak, nie miałbym tego premierowi za złe. Nie wystarczy, będąc ministrem sprawiedliwości, być anty-Ziobrą. A Zbigniew Ćwiąkalski robił wrażenie, jak gdyby toczył prywatną wojnę z poprzednikiem, a także jak gdyby był zakładnikiem korporacji, z której się wywodził. Ale mówi się też, że dymisja miała charakter PR-owski, co znaczy, że premierowi leżało na wątrobie tylko to, że minister popsuł swój medialny wizerunek w pierwszych godzinach po samobójstwie Pazika. Jeśli tak, to trzeba się cieszyć, że mamy demokrację, która czasem wymusza racjonalne decyzje, choćby nawet płynęły z niskich pobudek decydentów.

Po drugie, minister nie odszedł w najlepszym stylu. Jedno z dwojga: albo mógł twierdzić, że nie jest winien sytuacji, jaka się wydarzyła w więzieniu w Płocku - w takim razie nie było powodu do składania dymisji. Mógł też wziąć odpowiedzialność za czyny i zaniechania swoich podwładnych - i złożyć dymisję. Istota odpowiedzialności politycznej polega na tym, że minister ponosi konsekwencje tego, co zrobili albo czego nie zrobili jego urzędnicy. W takim przypadku mówi się krótko: biorę za to odpowiedzialność - i tyle. Minister Ćwiąkalski niby wziął odpowiedzialność, po czym długo tłumaczył, że on osobiście nie jest winny temu, co się stało. Tak się nie da. To jest jakaś - nieistniejąca w konstrukcji odpowiedzialności politycznej - trzecia droga.

Po trzecie, wyznaczenie na następcę Ćwiąkalskiego Andrzeja Czumy rodzi mieszane uczucia. Czuma jest człowiekiem solidnym, uczciwym, doświadczonym życiowo i wreszcie - człowiekiem spoza prawniczych korporacji. Ma więc dużo zalet. Ale nie ma fachowego przygotowania do pełnienia tak ważnego urzędu. Czy jego wszystkie zalety razem wzięte przeważą ten jeden defekt?

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 05/2009