Reklama

Trump, prawo i porządek

Trump, prawo i porządek

z USA
31.08.2020
Czyta się kilka minut
W Wisconsin, jednym z kluczowych stanów w wyścigu o Biały Dom, wybuchły zamieszki. Dla walczącego o reelekcję prezydenta to może być dobra wiadomość.
KEREM YUCEL / AFP / EAST NEWS
Z

Zaczęło się od tego, że w stutysięcznym mieście Kenosha policja postrzeliła czarnoskórego Jacoba Blake’a. Policjanci twierdzą, że strzelili do 29-latka siedem razy, bo miał nóż i stawiał opór podczas aresztowania. Blake jest sparaliżowany, sprawę badają stanowy Departament Sprawiedliwości i FBI. Protesty wywołane tym zdarzeniem przybrały w Kenoshy gwałtowny obrót: palono auta (na zdjęciu) i demolowano budynki. W trzecią noc zamieszek do protestujących ogień otworzył 17-letni kontrdemonstrant Kyle Rittenhouse; zabił dwie osoby. Jego adwokaci twierdzą, że bronił mieszkańców przed zadymiarzami.

Wydarzenia w Kenoshy podkręciły kampanijną retorykę podczas ubiegłotygodniowej konwencji Republikanów, gdzie oficjalnie ogłoszono nominację Trumpa na kandydata w wyborach prezydenckich. Konwencja stała się okazją do mobilizacji takiego elektoratu, jak np. białe matki z przedmieść. Prelegenci – m.in. wiceprezydent Mike Pence, Rudy Giuliani (prawnik Trumpa) i syn prezydenta Donald Trump Jr. – przekonywali, że tylko Trump przywróci spokój na ulicach. Zarzucali Demokratom, że w rządzonych przez nich miastach (jak Kenosha, Minneapolis czy Portland) demonstracje wymykają się spod kontroli. Republikanie sięgają po taką retorykę, bo poparcie dla protestów, które wybuchły po śmierci George’a Floyda, powoli maleje: z sondaży wynika, że o ile w czerwcu 62 proc. Amerykanów uznawało je za „uzasadnione”, o tyle dziś sądzi tak 53 proc.

Kreując się na stróża prawa i porządku, Trump ma pewnie nadzieję, że skoro Amerykanie źle oceniają jego reakcję na pandemię, to być może uwierzą, iż to on – a nie jego rywal Joe Biden – ochroni USA przed przemocą na ulicach. Tymczasem w zeszłą sobotę w Portland, w starciach między zwolennikami Trumpa i kontrdemonstrantami, zginęła jedna osoba (sympatyk Trumpa). Przy takich emocjach aż strach pomyśleć, jakie mogą być reakcje na wynik wyborów – jakikolwiek by on był. ©

Czytaj także: 8 minut, 46 sekund - Marta Zdzieborska po śmierci George'a Floyda

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

A w czerwcu i jeszcze nawet w lipcu nasze kochane, polskie, narodowe gazety (ich czytelnicy obrażają się, jeśli są nazywane lewackimi, więc podaje na inną melodię) już rzeźbiły epitafium dla najgorzej notowanego prezydenta USA ubiegającego się o reelekcję. No a tera różnica punktowa wynosi raptem 4. Już tam michnikowszczyzna zapewne modli się gorąco, by Black Lives Matters wzięło dłuższy urlop...

W geriatrycznym wyścigu do Białego Domu, rozsądniejsza część ludzkości faktycznie modli się za kandydata demokratów.

nie rozsądek, ale lęki i strachy będą decydować o wygranej, tak czy inaczej... A gdyby wybory urządzić dzisiaj, wygrałby Trump, zapewne minimalnie.

Część konserwatywnych komentatorów w Stanach zgadza się, że wybór jest trudny: między pajacem i pyszałkiem Trumpem wraz stojącą za nim nieudolną, ale w miarę rozsądną administracją z Partii Republikańskiej, a centrowym i wyważonym Bidenem ale w komplecie z chowającą się za jego plecami i rosnącą w siłę grupą "obudzonych", oszalałych w swoim lewicowym radykalizmie członków Partii Demokratycznej. Jedno wydaje się być pewne, jak słusznie zauważa autorka: kogokolwiek Amerykanie nie wybiorą, konflikt będzie narastał. Jeśli teraz nawet w średniej wielkości miasteczku na prowincji, gdzie ludzie żyją z dala od "medialnych" problemów, na każdej manifestacji politycznej — nieważne czy lewej czy prawej — pojawiają się zamaskowani ludzie z karabinami maszynowymi i w ekwipunku para-militarnym, co nawet w Stanach nie jest normalne (choć zgodne z prawem), to znak, że kraj wtacza się w dość niebezpieczną alejkę, w której można jedynie poruszać się w dół.

Żaden z tych kandydatów nie budzi nadziei na rozwiązanie wewnętrznego kryzysu narastającego od kilku lat w USA. Co gorsza pogrążone w izolacjonizmie społeczeństwo amerykańskie powoli oddaje przywództwo światowe towarzyszom z Komunistycznej Partii Chin. A tego bym nie chciał. I pan Forysiak ma rację, dziwne nieprawdaż ?
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]