Reklama

Ładowanie...

Trudny święty, thriller i trauma

Trudny święty, thriller i trauma

02.12.2009
Czyta się kilka minut
Ojciec Pio, ludzie i diabły
P

Padre Pio, acz zaliczony do grona świętych, nie przestaje intrygować i budzić kontrowersji. Na procesie beatyfikacyjnym, rozpoczętym zresztą dzięki osobistej interwencji Jana Pawła II

w piętnaście lat po śmierci zakonnika, przeanalizowano i wyjaśniono wszystkie zarzuty. Wykonano ogromną pracę: sześć tomów akt, w sumie 7000 stronic. Z tych dokumentów Edward Augustyn wydobył właśnie ten jeden wątek: zarzuty, podejrzenia, kontrowersje.

Niewielka książeczka wprowadza nas w ponury świat nieustannej walki toczącej się wokół zakonnika z San Giovanni Rotondo. Trudno jednak się temu dziwić. Fenomen był niezwykły, kult jego osoby - jakby kanonizacją za życia, intrygi wśród jego czcicieli, zwłaszcza zazdrosnych czcicielek, owocowały donosami i kompromitującymi oskarżeniami. Kościół, jak zwykle w takich przypadkach, był sceptyczny.

Książka Edwarda Augustyna opowiada o tym nie szczędząc szczegółów: "Mówiono, że oszukuje ludzi, zbija na nich majątek, nie słucha poleceń władz kościelnych. Szeptano, że jest opętany przez diabła lub przynajmniej chory psychicznie, co miałoby tłumaczyć wszystkie nadzwyczajne fakty w jego życiu. Szydziła z niego wroga religii prasa. Pisano, że »pachnie różami, świdruje oczami, przywraca wzrok ślepym, włosy łysym, a dziwkom cnotę« (autor tych słów, Alberto Del Fante, został potem jednym z najgorliwszych czcicieli Stygmatyka). Wyśmiewali go i oskarżali, często zniżając się do poziomu prymitywnych oszczerstw, przedstawiciele Kościoła. Kanonik Palladino z San Giovanni Rotondo rozpowiadał, że ojciec Pio to syfilityk, a każdy, kto całuje go w rękę, się zarazi". Sam słynny o. Edward Gemelli, lekarz, naukowiec, konwertyta (nawrócony pod wpływem późniejszego papieża Piusa XI), potem franciszkanin, po wizycie w San Giovanni Rotondo uznał ojca Pio za "człowieka o ograniczonej świadomości, niskim napięciu psychicznym i monotonnym procesie umysłowym", u którego nie widać "żadnych elementów charakterystycznych dla życia duchowego", i zalecał - "dla dobra wiary katolickiej" - przenieść go w odosobnione miejsce, "zamknąć w szpitalu i zagipsować szczelnie przynajmniej jedną rękę i jedną nogę, zbadać pod mikroskopem wydzielinę z ran, a nawet treść wymiocin".

Tak więc proces beatyfikacyjny był trudny. Zarzuty obyczajowe, podsłuchy zamontowane (przez współbraci) pod łóżkiem i w pomieszczeniu, w którym przyjmował ludzi, korespondencja (z lat 30.) z "umiłowaną córką duchową" Cleonice, nosząca znamiona korespondencji miłosnej, zaufanie kryminaliście Emanuelowi Brunatto, nawróconemu (?) oszustowi, któremu powierzył sprawy finansowe związane z budową szpitala - Domu Ulgi w Cierpieniu; niezliczone wizytacje z Watykanu, nie zawsze jawne (jeden z biskupów-wizytatorów udał chorego, zgłosił się do szpitala w San Giovanni Rotondo i świadków przesłuchiwał w szpitalnym pokoju, w pidżamie), i mnóstwo innych dziwnych (cudownych?) wydarzeń - to nie był materiał typowy.

Przez dziesiątki lat ojciec Pio, wciąż podejrzewany o oszustwo, periodycznie podlegał zakazom ograniczającym jego kontakt z ludźmi, nieustannie był śledzony, a jednocześnie wielbiony i otoczony czcicielami, których entuzjazm był jego codziennym utrapieniem. Czy to dziwne, że Watykan patrzył podejrzliwie? Dziś, kiedy dokładniej znamy jego życie, może to się wydawać dziwne. Wtedy, przynajmniej do pewnego stopnia, było zrozumiałe. Kościół nikogo nie ogłasza świętym za życia. Edward Augustyn nie osądza owych w dobrej i mniej dobrej wierze podejmowanych działań. Opisuje, a czytelnik musi się zdecydować, komu współczuć - poniżanemu i dręczonemu ojcu Pio czy władzom kościelnym, które musiały się uporać z czymś (kimś) tak niezwykłym.

***

Pisząc o św. ojcu Pio, muszę jeszcze wspomnieć o książce Marco Tosattiego, także opartej na dokumentach z procesu kanonizacyjnego i na wspomnieniach o. Gabriele Amortha z zakonu paulistów, znanego egzorcysty, który przez 26 lat (1942-1968) przyjaźnił się z ojcem Pio, systematycznie odwiedzał go i  prowadził z nim długie rozmowy, których przebieg potem notował.

O ile w pierwszej książce opisano ludzkie ataki na niezwykłego kapucyna, tu mamy opis jego bojów z szatanem. W perypetie z ludźmi łatwo uwierzyć, w opowieści o walkach z szatanem nieco trudniej. O tym na przykład, jak zjawia się on w postaci uprzejmego, acz upartego penitenta-dżentelmena, jak po nocach bije ojca Pio tak mocno, że ten rano ma rany na głowie, albo jak objawia swoją obecność ohydnym fetorem.

Pobrzmiewają te opowieści (zeznania świadków) nieco fantastycznie. Można przyjąć, że diabeł nie istnieje, więc opisy tych zjawisk albo są zmyślone, albo mają jakieś naturalne wyjaśnienie. Wtedy nie warto czytać książki Tosattiego. Bo ze składanymi pod przysięgą zeznaniami coś trzeba zrobić. Z wydarzeniami, które miały wielu świadków, jakoś się uporać. Kto woli spokój i nie zamierza się zastanawiać: istnieje diabeł? nie istnieje? - niech Tosattiego nie czyta, a od ojca Pio trzyma się z daleka.

Thriller apokaliptyczny

Autor, Michael O’Brien, kanadyjski prozaik i pisarz ikon (jedną z nich oglądamy na okładce), bywa porównywany do Tołstoja i Dostojewskiego. Powieść "Ojciec Eliasz. Czas Apokalipsy" uznano - według informacji na skrzydełku -za "jeden z najlepszych thrillerów apokaliptycznych w literaturze światowej". Na jej podstawie powstaje w USA film, została wydana w Niemczech, Francji, Włoszech, Hiszpanii, Szwecji, Czechach, Chorwacji, Portugalii, a teraz w Polsce.

Przyznaję, że nie znam wielu thrillerów apokaliptycznych, więc nie potrafię ocenić porównania. Powieść jest ogromna (ponad 600 stronic), a czy wielka?... Mniemam, że autor chciał napisać wielką powieść katolicką. Podejrzewam nawet, że czuje się współczesnym Alessandro Manzonim, klasykiem katolickiej powieści. Takie podejrzenie nasunął mi następujący fragment. Bohater naszej powieści, ojciec Eliasz, zagłębia się w lekturę książki Manzoniego "Narzeczeni". "Autor opisał walkę między światłością i ciemnością. Zatroszczył się, aby bohaterzy zostali rzuceni w absolutnie beznadziejną sytuację i uratowani przez nagłą interwencję świętego.

Tak jak każda dziewiętnastowieczna romantyczna katolicka powieść przedstawiała walkę pełną zawirowań i zwrotów, ale pozbawioną egzystencjalnej filozofii dwudziestowiecznej fikcji. Pod koniec opowieści katastroficzne wydarzenia zostały przywrócone do boskiego porządku, w którym nastąpiło spektakularne nawrócenie. Opowieść ta wydawała się trochę przesłodzona, dopóki Eliasz nie uświadomił sobie podobieństwa do spotkania ze Smokrewem. Zrozumiał, że jego na­wrócenie było nie mniejszym cudem. Oczywiście nie było świętego, pomyślał".

Gdybym chciał streścić powieść O’Briena, nie znalazłbym lepszej formuły. No, może wypadałoby opuścić zdanie o pozbawieniu egzystencjalnej filozofii. U niego synowie światłości to Żyd-konwertyta-karmelita ojciec Eliasz, niegdyś wybitny polityk Izraela, kilku mnichów, papież i nieliczni ludzie z Kurii Rzymskiej. Synowie ciemności to wszystkie potęgi tego świata z diabolicznym Smokrewem, prezydentem Unii Europejskiej. Ojciec Eliasz ma uratować świat przez nawrócenie Smokrewa, a Smokrew chce zniszczyć ojca Eliasza.

Cała ta szalenie skomplikowana operacja rozpisana na 600 stronicach byłaby ciekawą opowieścią o konfrontacji prostodusznego, szlachetnego ubóstwa Kościoła z potęgami świata, gdyby nie to,

że kiedy sytuacja staje się kompletnie beznadziejna, z reguły zjawia się albo jakaś święta postać o nadprzyrodzonych zdolnościach, która bohaterowi udziela zbawiennych wskazówek, albo najzwyczajniej anioł w postaci młodzieńca, który, jak wiadomo, z "każdej obieży wyzuje". I tak najnowocześniejsze środki komunikacji i elektronika okazują się bezsilne wobec mocy niebieskich. Sam ojciec Eliasz jest dziwnym zlepkiem ludzkich słabości (którym jeśli trochę ulega, to nigdy do końca) i uzdolnień nadprzyrodzonych. Wyznaję, że ta apokaliptyczna wizja naszego świata (rzecz dzieje się współcześnie, choć np. papież i inne postacie nie przypominają realnych protagonistów naszych czasów) mnie jakoś nie przekonała. Wizja diabelskiego spisku, który przenika do trzewi instytucji Kościoła, jest zbyt prosta, żeby mogła być prawdziwa.

W tym sceptycyzmie nie jestem osamotniony. Sceptyczką jest też Anna, ukochana ojca Eliasza, sędzia Światowego Trybunału. Biedaczka, sama się przekona, że zakonnik ma rację. Zapłaci życiem. Oto jedna z ich typowych rozmów, w które jest wpisana wspomniana wyżej egzystencjalna filozofia.

"- Zakładasz, ojcze, że moce zła faktycznie istnieją.

- Istnieją. Zapewniam cię, że istnieją.

- To jest wyznanie wiary, a nie doświadczenie empiryczne, a jedynie na tego rodzaju ewidencji jako sędzia mogę oprzeć swoją decyzję.

- Nie jestem tu adwokatem, tylko świadkiem.

- Pozwól mi złapać oddech. Za wiele zostało powiedziane w tak krótkim czasie".

Nie chciałbym dezawuować szlachetnych intencji Michaela O’Briena. Czasy są rzeczywiście niebezpieczne i prawdopodobnie diabolicznych szaleńców posiadających władzę nie brak. Misja Kościoła, jednocześnie słabego i silnego (duchem), jest doniosła. Tylko że Apokalipsa to nie thriller. Ale nie twierdzę, że książki O’Briena nie warto czytać. Z pewnością jego wizja świata jest bliska wielu ludziom. Nie zdziwiłbym się, gdyby "Ojca Eliasza" w odcinkach czytano w Radiu Maryja. Wzrost słuchalności murowany.

Zapis traumy

Książka "Dekanaty i parafie Administracji Apostolskiej Śląska Opolskiego w latach 1945-46" jest trzecią częścią trylogii historycznej, poświęconej wojennym i bezpośrednio powojennym dziejom Kościoła na Śląsku Opolskim, pióra ks. Andrzeja Hanicha. Pozostałe to "Czas przełomu. Kościół katolicki na Śląsku Opolskim w latach 1945-46" (2008) i "Martyrologium duchowieństwa Śląska Opolskiego w latach II wojny światowej" (2009).

Tom, o którym mowa, zawiera opracowanie danych zawartych w ankiecie rozpisanej w 1945 roku przez pierwszego administratora Administracji Apostolskiej Śląska Opolskiego ks. infułata Bolesława Kominka. Spisane na gorąco relacje świadków tego, co się działo w latach 1945-46 na Opolszczyźnie, zostały z największą starannością uzupełnione materiałami źródłowymi z archiwów centralnych, państwowych i kościelnych, oraz parafialnych.

Opisano więc, parafia po parafii, jak na tamtych terenach wyglądała klęska Niemców, wkroczenie Armii Czerwonej, wysiedlenia dawnych mieszkańców i osiedlanie się nowych. Także jedyny w swoim rodzaju proces wchodzenia w materialne, tworzone przez wieki struktury Kościoła nowych ludzi, duchownych i świeckich, w większości wygnańców z Kresów Wschodnich Polski.

Te lakoniczne, spisywane na polecenie przełożonego kościelnego relacje są wstrząsające. Dopiero lektura takich dokumentów pozwala zrozumieć, czemu w zbiorowej pamięci wypędzonych z tamtych terenów pozostała straszliwa trauma. Był to czas masowych, absurdalnych mordów dokonywanych na ludziach zwykle niewinnych. Myślę, że tylko lektura przynajmniej kilku fragmentów tych relacji daje o owych potwornościach pewne wyobrażenie.

"(...) kiedy Rosjanie weszli do Boguszyc 25 stycznia 1945 r., urządzili mieszkańcom straszliwą krwawą łaźnię. Trzystu ludzi, wraz z proboszczem Walloschkiem poniosło śmierć. (...) Początkowo wydawało się, że na plebanii stosunki między zakwaterowanymi Rosjanami a proboszczem układały się dość poprawnie, tym bardziej że proboszcz Walloschek władał językiem rosyjskim. To mu jednak nie pomogło i 29 stycznia został uprowadzony na jedno z podwórzy i tam razem z grupą mężczyzn zastrzelony strzałem w potylicę. Plebania została spalona".

"Zgrozę wydarzeń potęgował fakt, że żołnierze sowieccy po kolei wchodzili do poszczególnych piwnic domów, by dokonywać masakry. Miały wówczas miejsce straszliwe sceny, gdy np. zabijano całą rodzinę z 7 czy 8 dziećmi. Nie oszczędzono nawet matki z czterodniowym niemowlęciem. Był wypadek, że siedmioletnia córka Piechotów z ukrycia piwnicznego musiała patrzeć na zabijanie swojej matki i jej siostry. Przerażona przeleżała tam cały tydzień wśród zmarłych. Wielka część Boguszyc wówczas spłonęła".

"Jedna z relacji świadków podaje, iż sołdaci rzucili księdza na gnojowisko, a później zastrzelili go i zdarli z niego sutannę".

"W Czarnowąsach z rąk żołnierzy radzieckich zginęło 150 cywilów. (...) Wieś stanęła w płomieniach. Zaczęły się wówczas morderstwa na mieszkańcach wioski i grabieże. Rozpoczęło się też dzikie polowanie na kobiety i dziewczęta. Dziewczyny, które broniły się przed zgwałceniem, i rodzice próbujący uchronić swoje córki byli na miejscu zabijani. W ten sposób wymordowano całe rodziny".

"W dramatycznej sytuacji znalazły się również siostry zakonne, jadwiżanki z miejscowego klasztoru - część z nich ukrywała się na terenie klasztoru, który zamieniono w szpital, inne w świeckim przebraniu ukrywały się wśród ludności. Niektóre zostały zgwałcone".

"W kościele parafialnym żołnierze radzieccy urządzili stajnię dla koni, porozrzucano szaty liturgiczne, ołtarz główny został uszkodzony, a tabernakulum wyrwane z ołtarza i zrzucone na ziemię. Sprofanowano też postaci eucharystyczne".

I jeszcze jedna relacja: "Rosjanin wybrał sobie jedną z naszych sióstr na noc i zabrał ją ze sobą. Gdy wróciła do wspólnoty, przedstawiała sobą widok człowieka fizycznie i psychicznie załamanego. Już jej więcej śmiejącej się nie zobaczyłam. Po tym zdarzeniu nie odzyskała już równowagi psychicznej i bardzo krótko żyła. Umarła, mimo iż była w sile wieku".

Książka nie ogranicza się do dramatycznych momentów wejścia Armii Czerwonej. Mamy relacje z czasów przybywania pierwszych polskich osiedleńców, trudnych prób współżycia z miejscowymi i brutalnych eksmisji Bogu ducha winnych ludzi. Ważnym wątkiem jest rekonstrukcja początków organizowania życia całkowicie nowej społeczności.

Lektura tej książki, naszpikowanej datami, cyframi, nazwiskami i nazwami miejscowości, zaopatrzonej w drobiazgowe przypisy, jest wstrząsająca. Wydarzenia znane teoretycznie tu się ukonkretniają. Tej lektury nie da się zapomnieć. Doprawdy, trudno się dziwić tym, którzy to przeżyli.

Edward Augustyn, "Ojciec Pio: święty na przekór" Kraków 2009, Wydawnictwo Serafin

Marco Tosatti, "Ojciec Pio i szatan. Ks. Gabriele Amorth opowiada" Częstochowa 2009,

Edycja Świętego Pawła Michael D. O’Brien, "Ojciec Eliasz. Czas apokalipsy" przeł. ks. Tomasz Jegierski, Kraków 2009, Wydawnictwo "m"

Ks. Andrzej Hanich, "Dekanaty i parafie Administracji Apostolskiej Śląska Opolskiego w latach 1945-1946" Opole 2009, Państwowy Instytut Naukowy - Instytut Śląsk

Autor artykułu

Urodził się 25 lipca 1934 r. w Warszawie. Gdy miał osiemnaście lat, wstąpił do Zgromadzenia Księży Marianów. Po kilku latach otrzymał święcenia kapłańskie. Studiował filozofię na Katolickim...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]