Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Toruń narodów i wyznań

Toruń narodów i wyznań

22.12.2015
Czyta się kilka minut
Toruń był jednym z dwóch pierwszych miast założonych przez Krzyżaków na uzyskanej od księcia Konrada mazowieckiego ziemi chełmińskiej.
„Krzyżacki patrol” – gra miejska dla dzieci w Toruniu TRAVELPHOTO / FORUM
D

Do nowo lokowanego w 1232 r. miasta przybywać zaczęli osadnicy. Najstarsi torunianie, znani z odnowionego przywileju lokacyjnego z 1251 r., pochodzili z Niemiec, z okolic Halle. Była to jednak grupa nieliczna – ich zadaniem było założenie miasta, być może jego rozplanowanie, ściągnięcie mieszkańców.

Najnowsze badania nad pochodzeniem mieszkańców Torunia z XII–XIV w. wskazują, że przybywali tu przede wszystkim osadnicy z miast śląskich – Wrocławia, Świdnicy, Złotoryi. Generalnie w pierwszym okresie kolonizacji Torunia wśród osadników dominowała ludność pochodzenia niemieckiego. Ciągnęli na wschód szukając tutaj nowych surowców, nowych, krótszych dróg handlowych w kierunku Morza Czarnego, krajów Orientu. Za kupcami przybywali do miasta rzemieślnicy. Miasto szybko się rozwijało się – lokowano Nowe Miasto (1264 r.), a następnie rozbudowane zostały przedmieścia (poł. XIV w.). W końcu XIV w. cała ta aglomeracja mogła mieścić nawet 20 tys. mieszkańców, co na ówczesne czasy było wielkością niebagatelną. Koniec XIV w. pozwala też nam wejrzeć po raz pierwszy w strukturę etniczną mieszkańców Torunia. Ze starannie wypisanych w tzw. księgach szosu (szos to podatek płacony przez wszystkich mieszkańców miasta) imion i nazwisk ówczesnych torunian wyłania się obraz niemieckiego w przeważającej mierze miasta z wyraźnie jednak zaznaczającym się udziałem ludności pochodzenia polskiego. W samym Starym Mieście owa ludność polska znajdowała się w zdecydowanej mniejszości – stanowiła ok. 7 proc. ogółu mieszkańców. Już jednak na przedmieściach okalających szczelnie Stare i Nowe Miasto podatnicy o polskich imionach i nazwiskach stanowili wówczas ok. 20 proc. mieszkańców.



W I poł. XV w., w związku z wyraźnym wzrostem znaczenia wymiany handlowej między ziemiami Zakonu a Królestwem Polskim, do Torunia napływać zaczęło coraz więcej Polaków. W 1455 r. odsetek ludności polskiej był zdecydowanie wyższy – stanowili ok. 24 proc. ówczesnych mieszkańców, z tym że na przedmieściach osób o polskich imionach czy nazwiskach było nawet już więcej niż Niemców. Kupcy i rzemieślnicy toruńscy musieli się posługiwać biegle zarówno niemieckim, jak i polskim, który był niezbędny w ich kontaktach handlowych z polską szlachtą i mieszczaństwem. Przykładem ilustrującym to zjawisko może być opis pozostawiony w kronice Jana Długosza – kronikarz bardzo wychwalał w niej pochodzącego z Torunia, a pracującego w Krakowie, mistrza murarskiego, który władał płynnie niemieckim i polskim. W XVI w. odnotowano wiele przykładów wyraźnej dwujęzyczności wśród przedstawicieli najwyższych warstw społecznych w mieście – kupców i piwowarów – niemieccy Wachschlagerowie w dokumencie spisanym po polsku zostali nazwani Woszczykami, Hipauffowie to inaczej Góreccy, Auschwitzowie – Gawronowie, Stenczel Schulff to Stanisław Słodek. Kupiec znany z ksiąg ławniczych zawsze jako Georg Hoffman w jedynym liście napisanym ręką własną używał języka polskiego i podpisał się jako Jerzy Hofman.

Można zaryzykować tezę, że gdyby nie reformacja, elity rządzące Torunia, podobnie jak we Lwowie czy w Krakowie, uległyby polonizacji. Prowadziła do niej droga przez studia uniwersyteckie w Krakowie, częste kontakty handlowe z polską szlachtą, wreszcie wyraźne dążenie patrycjatu toruńskiego do uzyskania pełni prawa szlacheckich i naśladowanie sposobu życia szlachty. Reformacja była jednak tym czynnikiem, który rozbił społeczeństwo Torunia na dwie, coraz bardziej oddalające się od siebie grupy religijne.

Protestancki patrycjat i pospólstwo (członkowie bogatych cechów) zyskali oparcie w przybywających z Niemiec kaznodziejach. Zamiast uniwersytetu krakowskiego, który pozostał katolicki, toruńscy protestanci wyjeżdżali na studia do Lipska, Wittenbergi, a po założeniu przez Albrechta nowej wszechnicy w sąsiednich Prusach Książęcych – do Królewca. Do tego swoistego procesu regermanizacji mieszczaństwa toruńskiego przyczyniło się też przejęcie z rąk kościelnych szkoły parafialnej i przekształcenie jej w końcu XVI w. w gimnazjum akademickie, wyróżniające się bardzo wysokim poziomem nauczania. Życie umysłowe, nowe idee mające wpływ na zachowanie elit, płynęły odtąd z ziem niemieckich, matecznika luteranizmu. Wśród patrycjatu, ale również profesorów gimnazjum, licznych zwolenników miała też inna odmiana protestantyzmu – kalwinizm. Konfesja ta dawała toruńskim patrycjuszom możliwość kontaktu z emancypującą się politycznie średnią szlachtą polską, skłaniającą się w tym czasie właśnie ku kalwinizmowi. Pozycje kalwinów toruńskich wzmacniała też bardzo im bliska pod względem religijnym grupa osiadłych w Toruniu braci czeskich. Zwolennikiem kalwinizmu był także najwybitniejszy może z burmistrzów toruńskich w czasach nowożytnych Henryk Stroband (zm. 1609 r.). Ten wszechstronnie wykształcony potomek rodziny patrycjuszowskiej próbował przeszczepić na grunt toruński najnowocześniejsze idee ustrojowe, militarne i ekonomiczne, z którymi zapoznał się podczas wieloletniej podróży po różnych krajach europejskich. W Toruniu panowała długo tolerancja wyznaniowa. Nie przypadkiem to tutaj doszło do ostatniej wielkiej dysputy religijnej, mającej położyć kres waśniom religijnym – tzw. Colloquium Charitativum w 1645 r. Nie przyniosła ona jednak żadnych pozytywnych rozwiązań.

W wyniku zniszczeń wojennych z okresu wojen polsko-szwedzkich oraz szczególnie tragicznych dla rozwoju demograficznego Torunia epidemii dżumy, które kilkakrotnie dziesiątkowały jego ludność (w latach 1625, 1629, 1656, 1708, 1710), miasto podupadło. Osłabione wojną trzydziestoletnią tereny Rzeszy nie były w stanie dostarczyć do miasta tak licznej, jak przed laty, grupy kupców i rzemieślników. Miasto, broniące się przy tym przed napływem katolików, upadało, malała liczba ludności, zmniejszała się liczba warsztatów rzemieślniczych i przedsiębiorstw kupieckich. Wraz z tym ogólnym ubożeniem ludności narastały postawy ksenofobiczne wśród luteranów i katolików. W 1675 r. luteranie doprowadzili do usunięcia z jednolitej dotąd gminy protestanckiej kalwinów toruńskich, coraz częściej dochodziło do bójek uczniów szkół wyznaniowych – protestanckiego gimnazjum i jezuickiego kolegium.

W końcu XVII w. do wyniszczonego kryzysem gospodarczym i zarazami miasta udało się przeniknąć i uzyskać w nim prawa obywatelskie kilku kupcom i urzędnikom pocztowym wyznania katolickiego. Wyróżniał się wśród nich poczmistrz toruński – Jakub Kazimierz Rubinkowski, autor licznych panegiryków sławiących m.in. wiktorię wiedeńską oraz tzw. gazetek pisanych, które rozsyłał swoim korespondentom na terenie całej Rzeczypospolitej, informując ich o tym, co działo się w Polsce i na świecie. Stanął on na czele nielicznej, ale dość zamożnej katolickiej elity kupiecko-urzędniczej, która domagała się udziału w zarządzie miasta. Zamieszkiwało w nim w tym czasie ok. 60 proc. ludności pochodzenia polskiego, podobnie jednak jak w przeszłości w większości byli to ubożsi mieszkańcy miasta, pozbawieni praw obywatelskich, zamieszkujący na przedmieściach lub w jurydykach kościelnych i szlacheckich w mieście.

Zaostrzający się konflikt religijny między luteranami a katolikami doprowadził do tzw. tumultu toruńskiego z 1724 r. Bijatyka między uczniami kolegium jezuickiego a gimnazjum protestanckiego doprowadziła tym razem do wtargnięcia luterańskich mieszkańców miasta do budynku kolegium, sprofanowania znajdujących się tam relikwii i zniszczenia sprzętów liturgicznych. Sprawców tego zajścia postawiono przed specjalnie powołanym dla wyjaśnienia tej sprawy sądem królewskim i bardzo surowo ukarano. Na karę śmierci skazano nie tylko bezpośrednich uczestników tumultu, ale także obarczonego za niego odpowiedzialnością burmistrza Jana Godfryda Rösnera. Na mocy wyroku sądu katolicy uzyskali też dostęp do urzędów miejskich, zostali powołani pierwsi rajcy i ławnicy z grona katolików. Ta wymuszona koegzystencja luteranów i katolików we władzach miasta trwała do początku lat 70., kiedy to zmarł ostatni z rajców katolickich Szymon Marszan. Osłabione przez złą koniunkturę gospodarczą kupiectwo katolickie właściwie samoistnie wycofało się z udziału w rządzeniu miastem. Znacznie większe perspektywy zysku dla kupców katolickich pojawiły się w tym czasie w błyskawicznie rozwijającej się Warszawie. Przenosili się tam zatem zarówno najbogatsi, jak też najubożsi mieszkańcy Torunia. Najwybitniejsi profesorowie toruńskiego gimnazjum szukali pracy w nowoczesnych szkołach warszawskich. Do Warszawy przenieśli się m.in. Chrystian Fryderyk Steiner, wybitny prawnik tamtych czasów, Jan Michał Hube i inni. Najbogatsi kupcy toruńscy wydawali swe córki za przedstawicieli szlachty, m.in. córka Jakuba Fengera wyszła za mąż za hrabiego Skarbka – ich synem był znany ekonomista, minister skarbu z czasów Księstwa Warszawskiego i Królestwa Kongresowego Fryderyk Skarbek, w pałacu Fengerów bywał też z rodzicami młody Fryderyk Chopin.

W 1793 r. Toruń został włączony na mocy traktatów rozbiorowych do Królestwa Prus. Większość społeczeństwa przyjęła tę wiadomość z niechęcią. Przez długi czas utrzymywała się wyraźna odrębność między niemiecką głównie ludnością miejscową a napływającymi urzędnikami i wojskowymi pruskimi. Charakterystyczną dla koegzystencji Polaków i Niemców w Toruniu w tym czasie postacią, a może też symbolem ich wspólnej historii w tym mieście, był niewątpliwie inny wybitny torunianin – Samuel Bogumił Linde. Był on synem ubogiego ślusarza, przybysza ze Szwecji, który ożenił się tu z córką Niemca – mistrza snycerskiego. Zakończył życie jako autor pierwszego w dziejach „Słownika języka polskiego”.©


Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]