Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Rozróżnieni w wierze

Rozróżnieni w wierze

23.10.2017
Czyta się kilka minut
Kiedy w Europie trwały wojny religijne, w Polsce szukano porozumienia – wyprzedzając epokę nawet o kilkaset lat.
Akt konfederacji warszawskiej, 1573 r. AGAD: ZBIÓR DOKUMENTÓW PERGAMINOWYCH / WIKIPEDIA.ORG
C

Czy gdyby reformacja w Polsce zwyciężyła, Rzeczpospolita stałaby się jednym z najpotężniejszych państw Europy? Ta wizja kusi historyków i porywa marzycieli wskazujących na przewagi cywilizacyjne krajów protestanckich i zacofanie, w jakie Polska wpadła po zwycięstwie kontrreformacji. Jednak nawet w oderwaniu od marzeń warto przyjrzeć się dziejom tutejszej reformacji, stworzyła ona bowiem wiele prekursorskich rozwiązań i idei.

Wszystko zaczęło się w ukryciu, za panowania Zygmunta Starego, który dekretami chciał stłumić rozpowszechnianie się religijnych nowinek. Jego następca Zygmunt August wydawał się bardziej przychylny: zakazał starostom egzekwować wyroki sądów duchownych, a szlachta wywalczyła sobie religijną niezależność. Ośrodki reformacji mogły wyjść na powierzchnię, jako działające jawnie organizacje eklezjalne. W Wielkopolsce dominowały zbory luterańskie, w Małopolsce i na Litwie najwięcej było kalwińskich. Po 1548 r. osiedlili się w Rzeczypospolitej prześladowani przez Habsburgów bracia czescy. Przywódcy tutejszej reformacji, zachęceni przez króla, podejmowali dążenia do utworzenia nie tylko sejmowego stronnictwa posłów, ale także jednej organizacji kościelnej.

Doktor i pielgrzym

Najwybitniejszym z nich był Jan Łaski (Johannes a Lasco, 1499–1560), który jako jedyny Polak ma swoją figurę na słynnej ścianie reformatorów w Genewie i został uznany za doktora reformacji.

Starannie wykształcony w Wiedniu, Bolonii i Padwie, w kraju rozpoczął karierę duchowną, wkrótce jednak porzucił katolicyzm. Od 1550 r. przebywał w Anglii, gdzie był superintendentem zboru cudzoziemskiego w Londynie. Opracował tam credo – tzw. Conffessio Londiniensis i napisał swoje najważniejsze dzieło „Forma ac ratio tota ecclesiastici ministerii in peregrinorum”, przełożone także na francuski i flamandzki. Nakreślił w nim zasady nabożeństwa i organizacji swojego Kościoła.

W Anglii Łaski miał również wkład w opracowanie „Book of Common ­Prayer” z 1552 r., w której znajdujemy kalwińską interpretację Wieczerzy Pańskiej. W 1553 r. musiał jednak uciekać z wyspy, gdzie po śmierci Edwarda VI Maria Katoliczka rozpoczęła prześladowania protestantów. W 1556 r. za zezwoleniem Zygmunta Augusta wrócił do ojczyzny: włączył się w budowę kalwińskiego Kościoła w Małopolsce i pracował na rzecz wzmocnienia całego obozu protestanckiego.

W 1557 r. to Łaski na wileńskiej audiencji u Zygmunta Augusta prosił o wsparcie reformy chrześcijaństwa. Król, który prowadził tolerancyjną politykę wobec zróżnicowanego wyznaniowo kraju, uzależnił je od konsolidacji podzielonego protestantyzmu. Aby doprowadzić do doktrynalnego porozumienia, Łaski rozpoczął trudne negocjacje.

Związek szlachty z ideałami reformacji historycy określają jako powierzchowny i interesowny, wskazując na to, że wolność religijną traktowano jak część – bardzo w Polsce rozbudowanych – przywilejów stanowych. Większość szlachty nie była zainteresowana debatą teologiczną, tylko Kościołem „tańszym”, bardziej niezależnym od Rzymu i władzy centralnej. Osłabiało to siłę religijnych argumentów ludzi tak głęboko wierzących jak Łaski, zwłaszcza że w sprawach doktrynalnych trzymał się on kalwińskiego punktu widzenia, co utrudniało sukces rozmów o wspólnym credo.

Najwybitniejszy polski reformator przyczynił się jednak do wydania jednego z najpiękniejszych staropolskich przekładów Pisma Świętego, tzw. Biblii brzeskiej, zwanej też radziwiłłowską z 1563 r. A jego szacunek dla wiedzy niech zilustruje fakt, że jako młody człowiek mieszkał kilka miesięcy u Erazma z Rotterdamu, od którego wykupił całą bibliotekę, zostawiając jednak ją mistrzowi humanizmu do dożywotniego użytkowania.

Ugoda sandomierska

Dążenia Łaskiego ziściły się po jego śmierci w jednym z najsłynniejszych aktów religijnego porozumienia w dobie ówczesnych europejskich wojen religijnych. Mowa o tzw. ugodzie sandomierskiej (Consensus Sandomiriensis), zawartej w 1570 r. między przedstawicielami Kościołów luterańskich i reformowanych z braćmi czeskimi.

Kalwini przedłożyli na synodzie ­credo, które było przekładem „Confessio ­Helvetica posterior” Bullingera, przyjętego w miastach takich jak Zurych, Genewa, Berno, oraz w Szkocji i na Węgrzech. Jego tłumacz, Krzysztof Trecy, starał się uwzględnić teologiczną perspektywę luteranów i braci czeskich, złagodził więc fragment poświęcony predestynacji, a artykuł o Wieczerzy Pańskiej zmienił radykalnie. Zamiast zwrotu Bullingera o obecności Chrystusa „nie prawdziwie, ale duchowo”, dano słowo „prawdziwie”. Było to sformułowanie z luterańskiej „Konfesji saskiej” Melanchtona.

Zaproponowany przez kalwinów tekst przeszedł do historii pod nazwą „Wyznania sandomierskiego”, został odczytany na synodzie, a po nim stał się oficjalnym wyznaniem wiary protestantów reformowanych. Luteranie i bracia czescy odrzucili jednak możliwość przyjęcia tej konfesji, nadal zachowującej sformułowania właściwe dla tradycji reformowanej. W końcu długie negocjacje doprowadziły do podpisania deklaracji o prawdziwości zasad wiary każdej ze wspólnot. W poszczególnych punktach, np. w tym najbardziej zapalnym o Wieczerzy Pańskiej, „Consensus” wymieniał wszystkie trzy tradycje – kompromis polegał więc na przyjęciu za poprawne wszystkich trzech wyznań, a jednolitości obrzędów nie uważał za niezbędną i konieczną. Było to tak innowacyjne, że przypomina dokonania XX-wiecznego ruchu ekumenicznego.

Podczas synodu opracowano także projekt konstytucji sejmowej „De modo concordiae inter statum spiritualem et saecularem...”, który przewidywał wprowadzenie do czasu zwołania soboru narodowego równouprawnienia dla katolików i ewangelików (niezależnie od stanu). Projekt ten był zapowiedzią wielkiego aktu polskiej tolerancji, jaką była konfederacja warszawska z 1573 r., do której doprowadzili ci sami ludzie, którzy uczestniczyli w obradach sandomierskich. Po śmierci Zygmunta Augusta, w okresie bezkrólewia i przygotowywania sejmu elekcyjnego, szlachta podpisała akt konfederacji, który stał się następnie trwałym elementem polskiego prawa (w postaci tzw. artykułów henrykowskich, zaprzysięganych przez każdego króla). Akt ów przewidywał, iż władca Polski i Litwy będzie strażnikiem pokoju między „rozróżnionymi w wierze” czy dosłownie „różnymi w religiach” (dissidentes de religione zamieniono w artykułach na in religione) i nie wykluczał nikogo. Zasady tej w historii Rzeczypospolitej nie zawsze przestrzegano, ale chlubnie wyróżniała ona sytuację mniejszości protestanckiej na tle Europy w okresie wojen religijnych.

Bracia polscy

Najdonioślejszym intelektualnie projektem wyznaniowym, który przez sto lat rozwijał się na ziemiach Rzeczypospolitej i wyszedł z rodzimej reformacji, był ruch braci polskich. Przez przeciwników byli nazywani arianami, ze względu na odległe podobieństwo poglądów do starożytnej myśli Ariusza. Mówiono o nich też „nurkowie”, bo praktykowali chrzest dorosłych. Sami używali najczęściej nazwy „chrystianie” lub „bracia”.

Pierwszymi antytrynitarzami w Rzeczypospolitej byli uczniowie Miguela Serveta (1511-53), którzy schronili się tu przed prześladowaniami. Krytykę dogmatu o Trójcy podejmowali też studiujący na włoskich uniwersytetach Polacy i Litwini; ich głosy odnotowano na synodach kalwińskich w Małopolsce już w latach 50. XVI w., a jednym z pierwszych „burzycieli” był Piotr z Goniądza (­1530-73). Ostatecznie w latach 1562-65 rodzi się tzw. zbór mniejszy (ecclesia minor), czyli osobny Kościół braci polskich. Szymon Budny z Litwy (1530-93), który głosił, że Jezus był tylko człowiekiem zrodzonym z Józefa i Maryi, więc nie należy oddawać mu czci (zwolenników tej idei określano mianem nonadorantes), był chyba największym wśród nich radykałem.

Przetrwanie ruchu byłoby niemożliwe, gdyby nie opieka szlachty. Jeden z jej przedstawicieli, Jan Niemojewski, uwolnił chłopów z poddaństwa i nosił na znak odrzucenia przemocy drewnianą szablę.

Początkowo bracia polscy pozostawali pod silnym wpływem radykalnych idei społecznych i religijnych, m.in. anabaptyzmu. Grzegorz Paweł z Brzezin i Marcin Czechowic odrzucali przymus wyznaniowy i postulowali konieczność utrzymywania się z pracy własnych rąk. Głosili zasady społecznej sprawiedliwości i odmawiali udziału w wojnach. Później, podczas tzw. nieustannego synodu w Rakowie (1569-72), gdzie dyskutowano tak sprawy religijne, jak i radykalne reformy społeczne, doszło do przesilenia: w 1572 r. wielu braci polskich wyjechało z Rakowa, uznając, że zbyt daleko idące reformy uniemożliwiają szlachcie związanie się z nimi. W Rzeczypospolitej służby wojskowej nie pełniła najemna armia, ale cała szlachta, stąd odmowa uczestnictwa w wojnie była uważana za zdradę stanu.

Konsolidacji braci wokół konsekwentnego unitaryzmu dokonał Włoch. Faust Socyn, działający w Rzeczypospolitej od 1579 r., złagodził też radykalizm (uważał, że od ochrzczonych w dzieciństwie nie musi się wymagać ponownego chrztu) i przyjął, że z chrześcijaństwa należy usunąć wszelkie idee, które nie tylko są sprzeczne z Pismem (jak głosili dotąd bracia), ale i z rozumem. Jego zdaniem Pismo milczy o Trójcy. Przyjęcie pozycji unitariańskich wynikało nie tylko z troski o zachowanie monoteistycznego charakteru chrześcijaństwa, ale także z odrzucenia obecnego w antycznym chrześcijaństwie rozróżnienia osoby i natury (co jest fundamentem dogmatu trynitarnego). Najpełniejszy zapis tych poglądów stanowi „Katechizm rakowski” – wydany po raz pierwszy w 1605 r. po polsku, w 1609 r. po łacinie.

Stolicą braci polskich był wspomniany Raków, który lokujący go Mikołaj Sienieński obdarzył tolerancją religijną. Działała tu słynna ariańska drukarnia, której pisma dorównywały jakością najlepszym edycjom europejskim, i akademia przyciągająca poziomem uczniów z całego kontynentu. Po studenckim incydencie (uczniowie obrzucili kamieniami przydrożny krzyż) w 1638 r. wyrok sejmu nakazał jednak zniszczenie całego ariańskiego centrum. Był to punkt zwrotny w dziejach braci – odtąd ich sytuacja zaczęła się pogarszać.

Elita ariańska podczas najazdu Szwedów na Polskę współpracowała z najeźdźcą, widząc w tym szansę na poprawę swojego losu. Po pokonaniu Szwedów sejm z 1658 r. podjął decyzję o ich wygnaniu, dając trzy lata na wykonanie wyroku. Większość została jednak w kraju, tylko pozornie przyjmując katolicyzm (jak np. wybitny pisarz Wacław Potocki).

W Holandii następcy braci wydali w latach 1665-68 „Bibliotheca Fratrum Polonorum” – wybór ich dzieł, będący doniosłym wkładem w rozwijającą się ideologię oświecenia. Najważniejszy wpływ na myśl europejską polegał na sformułowaniu hasła religii zgodnej z rozumem.

Piękno różnicy

Symbolicznie dzieje tamtego etapu polskiej reformacji zamykają dwa wydarzenia. Pierwsze to niemal utopijna w dobie wojny trzydziestoletniej inicjatywa Władysława IV – Colloquium charitativum w Toruniu w 1645 r., debata protestantów (luteran, kalwinów i braci czeskich) i katolików, która miała na celu wypracowanie religijnego porozumienia. Za drugi taki moment można uznać wygnanie arian i sejmowy zakaz opuszczania katolicyzmu z 1668 r. To kres pokojowo współistniejącej chrześcijańskiej różnorodności, która w XVI w. debatowała ze sobą i unikała rozwiązań siłowych.

Kiedy zniknęła wielonarodowa i wielo­religijna Rzeczpospolita, dominacja katolicyzmu przesuwała na margines to, co wydaje się dziś tak cenne: ideę tolerancji religijnej, rolę rozumu w sprawach wiary, kult słowa i rodzimego piśmiennictwa, uwewnętrznienie postawy religijnej kosztem rytualnej poprawności. Przypomnienie tych czasów zawsze będzie apelem, by pamiętać, że wielkość ówczesnej Rzeczypospolitej brała się nie tylko z potęgi terytorialnej, ale też z idei koncyliacyjnych, łączących tak bardzo różniących się wówczas obywateli tego państwa.

Zauważmy, że było ono silne, dopóki odpowiednia edukacja i kooperacja niezwykle zróżnicowanych elementów kulturowych i religijnych umożliwiały szlachcie identyfikację z hybrydowym z dzisiejszego punktu widzenia krajem. Czy dominacja Rzymu i zbyt nachalna polonizacja mniejszości doprowadziły do kryzysu, nie wiemy, ale związek ten stale napawa niepokojem historyków, tak wieków dawnych, jak i współczesności. ©

Autor jest religioznawcą, profesorem krakowskiej AGH. Opublikował m.in. „Kulturę religijną protestantyzmu”.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

"Elita ariańska podczas najazdu Szwedów na Polskę współpracowała z najeźdźcą, widząc w tym szansę na poprawę swojego losu. Po pokonaniu Szwedów sejm z 1658 r. podjął decyzję o ich wygnaniu". Stawiając taki zarzut, należałoby to udokumentować. Autor pisze bez żadnego udokumentowania. Inaczej to przedstawia Sławomir Sierakowski w swojej książce; "Potop. Czas hańby i sławy,1655-1660" Jan Kazimierz przy okazji swoich lwowskich ślubów w 1656 r. oddających Rzeczpospolitą pod opiekę Maryi obiecał się rozprawić z braćmi polskimi. To ich oskarżył o wszystkie popełnione i niepopełnione zdrady. Arian - najbardziej pokojowo nastawionych obywateli Rzeczpospolitej. „Mściciele obracali w perzynę innowiercze wioski, miasteczka, kościoły i zbory. Np. w Wieluniu, gdzie chłopscy powstańcy – którym Jan Kazimierz cynicznie obiecał przynajmniej częściowe uwolnienie od pańszczyźnianych kajdan – wyrżnęli wszystkich niekatolików. Ginęli mężczyźni, dzieci i kobiety, którym obcinano piersi. Spośród 200 protestanckich gmin znajdujących się na południu Polski czas potopu przetrwało zaledwie 25. Ok. 500 protestanckich kościołów poszło z dymem – wylicza Leśniewski”. Spośród braci polskich ocaleli tylko ci, którzy uciekli z kraju, albo – zmienili wyznanie. Tak wyglądało wygnanie arian, proszę zauważyć, że śluby lwowskie noszą datę 1656, a data Sejmu to 1658 r. Gdy obradował sejm, arian w Polsce już nie było, bo zostali wyrżnięci a ich zbory spalone. A tak na marginesie to Szwedów do Polski sprowadził Hieronim Radziejowski, któremu Jan Kazimierz uwiódł żonę. Zrobił to więc z zemsty, a po części sam Jan Kazimierz, który ciągle tytułował się królem Szwecji. Czy Rzeczpospolita byłaby inna, gdyby nie zduszono reformacji. Na pewno tak Wyjaśnienie przedstawił niemiecki socjolog Max Weber. W latach 1904–1905 opublikował jedną z najbardziej prowokacyjnych rozpraw, jakie kiedykolwiek powstały i odbiły się szerokim echem: Etyka protestancka a duch kapitalizmu. Jego teza brzmiała tak: protestantyzm, a ściślej rzecz biorąc jego kalwińskie odgałęzienia, przyczynił się do powstania współczesnego kapitalizmu, to znaczy kapitalizmu przemysłowego, znanego Weberowi w niemieckim wydaniu. Dwie szczególne cechy protestantów odzwierciedlają i potwierdzają związek, o którym mowa. Po pierwsze – przywiązywali oni wagę do kształcenia dzieci płci obojga i uczenia ich czytania i pisania. Był to niejako produkt uboczny czytania Biblii. Dobrzy protestanci powinni sami czytać Pismo Święte. (Katolicy podlegali katechezie, ale czytać nie musieli, otwarcie zniechęcano ich do samodzielnej lektury Biblii). Skutkiem tego wśród protestantów mniejszy był odsetek analfabetów i większa grupa ewentualnych kandydatów do dalszego kształcenia; większa też była gwarancja, że umiejętność czytania i pisania będzie przenoszona z pokolenia na pokolenie. Kraje katolickie, zamiast sprostać wyzwaniu, odpowiedziały zamknięciem i cenzurą.

Oj tak, to niejedyny raz, gdy włożyliśmy sobie kij w szprychy.... Co gorsza, zamiast skonfrontowac się ze skutkami budujemy fałszywe poczucie dumy. Szkoda.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]