Reklama

To nie jest koniec pandemii

To nie jest koniec pandemii

17.05.2021
Czyta się kilka minut
Ogólnopolska impreza zaczęła się w nocy z 14 na 15 maja: przestał obowiązywać nakaz noszenia maseczek na świeżym powietrzu.
Otwarte ogródki na krakowskim Rynku, 15 maja 2021 r. / Fot. Oskar Nowak / Polska Press / East News
P

Polacy uczcili to na ulicach i w knajpianych ogródkach. Do czerwca Polska otworzy się niemal całkowicie. Zdejmowanie obostrzeń wywołuje wrażenie, że pandemia ma się ku końcowi. Epidemiolodzy obawiają się, że mało kto będzie nosił maski tam, gdzie to nadal konieczne. O tym, jak działają mechanizmy psychologii społecznej, przekonał się każdy, kto wszedł w masce do pomieszczenia, w którym nie nosi jej nikt inny.

Razem z liczbą zakażeń spada niestety liczba przeprowadzanych testów. W przeciwieństwie do innych europejskich krajów, znoszących restrykcje, ale testujących na potęgę, Polska pozostanie ślepa na ewentualne odradzanie się zagrożenia. Bo wykres globalnych zakażeń rozwiewa nadzieje: pandemia nie słabnie, pustosząc obecnie przede wszystkim Azję. Gdzie dochodzi do masowych zakażeń, tam wirus najłatwiej mutuje – potencjalnie zagrażając także wyszczepionej części świata. Warianty szerzą się szybko: np. w Wielkiej Brytanii rośnie udział wariantów indyjskiego i południowo­­afrykańskiego. „Wśród niezaszczepionych indyjska mutacja może rozprzestrzeniać się jak ogień” – ostrzegł brytyjski minister zdrowia.

Nierównomiernie szczepi się także Polska: przoduje Pomorze, w ogonie jest Podkarpacie. Minister Niedzielski zapewnia, że najdalej we wrześniu osiągniemy odporność zbiorową (czyli ok. 70 proc.). Jednak Michał Dworczyk poinformował ostatnio, że „włączonych w Narodowy Program Szczepień” jest „40 proc. populacji dorosłych”. Precyzował, że chodzi o pacjentów, którzy „albo przyjęli jedną bądź dwie dawki, albo oczekują”. W maju i czerwcu system ma 4,6 mln wolnych terminów. Świadczy to o tym, że pula chętnych już się kończy. Czwartej fali nie można więc wykluczyć, choć będzie miała zapewne inny charakter niż poprzednie. Przyjmie postać ognisk epidemicznych w społecznościach o najsłabszym poziomie odporności. ©℗

Więcej w serwisie specjalnym o koronawirusie i COVID-19

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz działu „Wiara”, zajmujący się również tematami historycznymi oraz dotyczącymi zdrowia. Z  „Tygodnikiem Powszechnym” związany od 2007 roku. Studiował historię na Uniwersytecie...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

3 fala miała bardzo intensywny przebieg, mam pewne przesłanki by podejrzewać, że liczba chorych była wielokrotnie większa niż oficjalne statystyki. Efektem jest to, że liczba "ozdrowieńców" może być teraz olbrzymia, sam minister Niedzielski twierdzący, że według badań liczba Polaków z cechami odporności na covid to 55-60% populacji. Covid to choroba która pozostawia po sobie bardzo dużo słabo rozpoznanych powikłań. Szczepienie to też ryzyko powikłań. Bardzo niedobrze jest gdy powikłania pochorobowe nakładają się na powikłania poszczepienne, dodatkowo jest to po prostu głupie, gdy osoby z odpornością pochorobową szczepimy dodatkowo na tą samą chorobę, po co? Szczepienie powinno odbywać się gdy odporność pochorobowa zacznie spadać. Tymczasem wymyśla się, że szczepimy już nawet miesiąc po chorobie, a jeszcze niedawno było, że najsensowniej i najzdrowiej jest w drabince od 3 do 6 miesięcy po chorobie. O ile jeszcze miesiąc temu chciałem się szczepić i czekałem na termin kiedy to będzie możliwe, to teraz po przechorowaniu Covid mam potężne wątpliwości. Mam wrażenie, że tu nie chodzi o moje zdrowie, chodzi o to by zaszczepić, byle szybciej, nieważne czym, nieważne czy ma to sens, powikłania? a co tam, byle wbić szczepionkę. Choćby i pod przymusem. To wszystko budzi potężne wątpliwości. I tak dyskusje z lekarzami wyglądają tak: Przeciwciała? a przebadaj się sam, ewentualne powikłania po covidzie? pan wie jakie są kolejki? ilu jest "naprawdę" chorych. Szczepienia? No wie pan, niech pan lepiej te 3 miesiące poczeka -to lekarz, a byłem chory czy nie? według mnie pan był, objawi były, współdomownicy mieli testy dodatnie, pan ujemny, ale 3 na 10 testy dają wynik fałszywie ujemny, kwarantanna czy izolatorium co za różnica? Kwarantanna nawet lepsza, bo pacjent ma więcej czasu by dojść do siebie. Niemniej lekarz jest dla mnie w miarę wiarygodny, to co odstawia rząd i polityka informacyjna rządu zaczyna być coraz dziwniejsze. I tak widzę, że chodzi im tylko by szczepić. Ktoś powie, że przecież szczepienie a zdrowie to to samo, otóż nie zawsze.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]