Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

To, co da się zrozumieć

To, co da się zrozumieć

16.08.2011
Czyta się kilka minut
Radykalny gest o. Kolbego wpłynął na Jana Pawła II i ks. Józefa Tischnera. Pejzaż człowieczeństwa - zniszczonego przez śmierć ofiar i nieludzkie okrucieństwo oprawców - na nowo oświetliła Ewangelia.
O

Okupacja siedzi we mnie głęboko i mocno, mimo że nie byłem świadkiem największych okrucieństw - wyzna w ostatnich latach życia ks. Tischner. - Co powiedzieć o tych, którzy przeszli przez piekło? Karol Wojtyła widział więcej niż ja i więcej rozumiał. Ale pozostało coś, czego - podobnie jak my - nie rozumiał: nie rozumiał, jak to było możliwe?".

Kubek wody

Jest 10 października 1982 r. W Rzymie trwa kanonizacja Maksymiliana Kolbego. Czas nazizmu minął, ale horyzont myśli wciąż zaciągnięty jest dymem z krematoryjnych kominów. Tego dnia znów przebija się światło - nowy święty ma być znakiem czasów: przezwyciężeniem wieku pogardy, złamaniem imperatywu nienawiści, przekroczeniem totalitarnej dyktatury. Spod ołtarza, za którym widać pasmo białych i czerwonych kwiatów, Jan Paweł II wypowiada po łacinie akt kanonizacji. Rozlegają się długie brawa.

Ale jest niedziela 10 października 1982 r. - czyli w Polsce mija właśnie 43 tydzień stanu wojennego. Iskra nadziei, która zapaliła społeczeństwo po zwycięstwie Solidarności, miała być stłumiona.

To dlatego na szczelnie wypełnionym placu św. Piotra wśród wiernych i hierarchów - w tym 10-12 tys. Polaków, w połowie z emigracji - brak kard. Józefa Glempa. Jest za to polski korpus dyplomatyczny i delegacja rządowa. Prymas Polski, następca niedawno zmarłego kard. Stefana Wyszyńskiego, ze względu na sytuację w kraju nie zdecydował się na przyjazd.

I to dlatego Jan Paweł II po modlitwie Anioł Pański powie: "Proszę wszystkich ludzi dobrej woli na całym świecie o modlitwę za naród polski", a na placu zabrzmi "Boże, coś Polskę". Papież, tak jak wcześniej, mówiąc o o. Kolbem, będzie wspominać innych świadków nadziei w mrocznym czasie, bo - tak wyjaśniał w Auschwitz w 1979 r. - zwycięstwa odnosili wówczas ludzie różnych wyznań i ideologii, nie tylko wierzący. Tego dnia przypomni o milionach żydowskich ofiar Holokaustu i potępi zamach na rzymską synagogę z poprzedniego dnia oraz wskaże na losy Janusza Korczaka. W innych okolicznościach opisze losy Edyty Stein i będzie chwalić wszystkich, którzy zdobyli się na przyjazny gest wobec prześladowanych (przykładowy kubek wody) - bo żeby obudzić w człowieku nadzieję, czasem wystarczy gest, czasem symbol.

Następnego dnia po kanonizacji spotyka się w południe z Polakami w auli Pawła VI. Zapowiada swój przyjazd do kraju - do czego doprowadzi w następnym roku - i deklaruje, że stoi przed nimi w zastępstwie nieobecnego prymasa. "Razem z nim głęboko przeżywamy sprawę, która stała się powodem jego pozostania w Warszawie" - mówi. Apeluje, żeby nie zginęło nic z tego, co udało się osiągnąć w ostatnich dwóch latach, a "dzięki czemu czujemy się bardziej gospodarzami tej ziemi niż dawniej". W auli rozbrzmiewa hymn polski, wszyscy wstają - wstaje przemawiający na siedząco Papież.

Kryzys nadziei, znak nadziei

O. Kolbe wpuszczając swoim czynem nadzieję w mrok hitlerowskich obozów zagłady, teraz przebijał się przez żelazną kurtynę. Jeden totalitaryzm został pogrzebany, ale drugi trwał nadal. Nowy święty miał być znakiem, że człowieczeństwa ostatecznie nie da się zniszczyć. W kontekście czasu jego wyniesienia na ołtarze to przesłanie nabrzmiewało od znaczeń.

To dlatego Jan Paweł II widział w jego przykładzie - i tak go przedstawiał - przede wszystkim symbol walki o prawa człowieka. Mówiąc o o. Kolbem, akcentował moment ocalenia człowieczeństwa w odczłowieczonej rzeczywistości. Nie przypadkiem miesięcznik "Znak" w numerze na kanonizację wydrukował Deklarację Praw Człowieka z 1945 r., a artykuł wstępny Stefana Wilkanowicza następujący po fotografii męczennika pozostał pustą kartą wyłącznie z klauzulą: "[Dekret z dnia 12.XII.1981 o stanie wojennym, rozdział II, art. 17, pkt 4 (Dz. U. nr 29 poz. 154)]". Podobnie pokaleczone były w "Tygodniku" rzymska relacja Jerzego Turowicza i zapis przemówienia Papieża do Polaków...

Bo taki znak nadziei w systemie, który programowo jej pozbawiał, był budujący dla ludzi i groźny dla instytucji. Tak o. Kolbe stał się świętym nie tylko na swoje czasy, ale i na czas zmagań kolejnych pokoleń narodu, z którego sam wyszedł.

Jakość bólu

Wcześniej, bo w listopadzie 1981 r. - przed stanem wojennym i przed kanonizacją -

ks. Józef Tischner, autor pisanej na gorąco "Etyki solidarności", stawia sobie programowe pytanie o filozofię, która jego zdaniem nie może lekceważyć potrzeb chwili ani potrzeb ludzi. We wprowadzeniu do "Myślenia według wartości" obiera sobie o. Kolbego za patrona swojej pracy.

Franciszkanin, stwierdza, jest nie tylko męczennikiem, ale też "żywym wcieleniem naszej, polskiej, gdzieś we krwi naszej zawartej, ale nigdzie do końca nieopisanej filozofii człowieka. Zaś na Zachodzie mamy: egzystencjalizm, strukturalizm, cybernetykę, alienację i teorię zachowania na deser. Fakt Kolbego jest absolutnie poza tym wszystkim. Takiego świadectwa człowiekowi, jakie swym uczynkiem dał o. Kolbe - twierdzi ks. Tischner - nie dał żaden współczesny kierunek filozofii człowieka".

I rozwija kontrowersyjne zestawienie: "Heidegger mówi: »człowiekowi w jego bycie chodziło o własne bycie«. Sartre mówi: »drugi to piekło«. Levi-Strauss mówi: »piekło jest we mnie«. Inny strukturalista mówi: »koniec człowieka«. A my mamy Kolbego. Gdybyż tylko Kolbego! Iluż było takich, o których nikt nie wiedział!". Wobec kryzysu nadziei "przed wszelkim filozofowaniem, zwłaszcza u nas, trzeba dokonać istotnego wyboru: trzeba wybrać z tego, o czym myśleć można, to o czym myśleć trzeba", to zaś przychodzi z twarzy drugiego człowieka. "O jakości filozofii decyduje jakość bólu ludzkiego, który chce filozofia wyrażać i któremu chce zaradzać. Kto tego nie widzi, jest bliski zdrady".

W późniejszych latach Tischner prowokacyjnie zestawi wiarę o. Kolbego z wiarą wybitnego teologa Hansa Ursa von Balthasara. Oceni je jako różne, ale tak samo heroiczne. Tylko czy myśliciel w obozie zrobiłby to samo co franciszkanin? Dla ks. Tischnera w pewnym sensie Balthasar podjął podobne ryzyko, mówiąc ludziom o Bogu. Ale to wizerunek franciszkanina do końca będzie towarzyszyć filozofowi z Łopusznej podczas pracy: w swojej bacówce, w drewnianym, ascetycznym wnętrzu, sam umieści portret o. Kolbego.

Cierpienie, wyzwolenie

Jan Paweł II - ten, który kanonizował - i ks. Tischner - ten, którego pracy o. Kolbe patronował - oraz filozof Krzysztof Michalski będą w Castel Gandolfo wspólnie szukać odpowiedzi na pytanie: jak nazizm i komunizm, ale też (późniejsze) zwycięstwo nad nimi, były jednak możliwe. Część tych poszukiwań w zredagowanej formie trafi do książki "Pamięć i tożsamość" wydanej na miesiąc przed śmiercią Jana Pawła II i niemal pięć lat po śmierci ks. Tischnera.

Po upadku żelaznej kurtyny świat, który obserwowali, stawiał nowe wyzwania. Dostrzegali trudne, czasem wręcz ciemne oblicze demokracji: to, co było wartością, wynaturzone przekształca się w zagrożenie -

niekiedy prawa człowieka przepoczwarzają się w prawa egoistów. Zakamuflowany totalitaryzm, napisze Papież, może się wyrodzić z demokracji bez wartości. Dramat XX wieku powinien być najważniejszym pouczeniem.

Pod koniec życia Jan Paweł II wyzna: "Dane mi było doświadczyć osobiście »ideologii zła«. To jest coś, czego nie da się zatrzeć w pamięci". Wciąż powraca pytanie: jak to było możliwe? Jaka nauka z tego płynie?

"Każde ludzkie cierpienie, każdy ból, każda słabość kryje w sobie obietnicę wyzwolenia, obietnicę radości: »teraz raduję się w cierpieniach za was« - pisze św. Paweł (Kol 1, 24). Odnosi się to do każdego cierpienia wywołanego przez zło. Odnosi się także do ogromnego zła społecznego i politycznego, jakie wstrząsa współczesnym światem i rozdziera go - całe to cierpienie jest w świecie również po to, żeby wyzwolić w nas miłość, ów hojny i bezinteresowny dar z własnego »ja« na rzecz tych, których dotyka cierpienie".

Jedno jest pewne: taka odpowiedź nie byłaby możliwa bez świadectwa ofiary o. Kolbego.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]