Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Tischner – 15 lat później

Tischner – 15 lat później

19.04.2015
Czyta się kilka minut
Dzisiejsi dwudziestolatkowie do Tischnera musieli sami znaleźć sobie drogę. Ale siła świadectwa potrafi być większa od bezpośredniego spotkania.
Mural poświęcony Tischnerowi w Starym Sączu (na budynku należącym do Zespołu Szkół jego imienia). Fot. Wojciech Bonowicz
P

Pytany, co się dzieje z dziedzictwem ks. Józefa Tischnera obecnie (niebawem minie 15 lat od jego śmierci), zazwyczaj milknę. Mój własny punkt widzenia może być bowiem mylący: siedzę w samym środku różnych tischnerowskich przedsięwzięć i – doprawdy – na brak zajęć nie narzekam. Wolę odwołać się do tego, co na temat Tischnera mówią inni.

Sięgam po książkę, którą ostatnio kupiłem: tom rozmów z ks. Janem Kaczkowskim „Życie na pełnej petardzie”. Prowadzący rozmowę Piotr Żyłka pyta księdza Jana o jego autorytety. Ksiądz wymienia: Jan XXIII, Jan Paweł II, Benedykt XVI... „A jacyś ważni ludzie spoza Watykanu?”. „Autorytetem był dla mnie ksiądz Józef Tischner ze swoją filozofią dialogu, myśleniem według wartości, a pod koniec życia myśleniem według miłości. Niezrozumiany przez niektóre środowiska kościelne w Polsce, odrzucany jako ksiądz lewak, prawie wyklęty w latach osiemdziesiątych, dziewięćdziesiątych – wyprzedzał swoją epokę o trzy długości. (...) Pomógł również mnie, kiedy swego czasu upierałem się, aby godnie i z klasą umrzeć. On sam, chorując, podpowiedział młodemu kapelanowi szpitalnemu, jaką radę może zostawiać cierpiącym: »Nie jest ważne, jak żyjesz czy umierasz, tylko z kim«”.

Warto przyjrzeć się nieco bliżej powyższym stwierdzeniom. Po jakich liniach biegnie argumentacja? Jedna linia to linia myślenia. „Wyprzedzał swoją epokę o trzy długości...”. Nie dlatego jednak wyprzedzał, że miał jakieś nadzwyczajne umiejętności, ale dlatego, że wybrał taki a nie inny styl filozofowania. Kolejne etapy jego filozoficznej drogi – myślenie według wartości, filozofia dramatu, a pod koniec życia: zwrot w stronę teologii i mistyki – zawsze prowadziły go ku konkretnym ludzkim doświadczeniom. Ściślej: od doświadczeń wychodziły i ku doświadczeniom wracały. Ponieważ interesowało go, jak człowiek (w konkretnym miejscu i czasie) myśli – a nie, jak myśleć „powinien” – mógł też łatwiej przewidywać, jak będzie myślał w przyszłości: jak będzie siebie rozumiał, z jakimi problemami będzie się zmagał i jakim językiem trzeba do niego przemówić, żeby zostać usłyszanym.

Jest i druga linia argumentacji: „Pomógł również mnie...”. Pomógł przez to, w jaki sposób przeżywał własną chorobę. „Miał dystans do siebie w chorobie (...). I cieszył się tym, czym cieszyć się jeszcze mógł”. Druga linia argumentacji to linia świadectwa. Tischner żył tak, jak mówił. Między myśleniem a życiem – w tym także: życiem poddanym próbie cierpienia – nie było rozziewu. Zdarzyło mi się słyszeć i czytać szereg krytyk Tischnera, nikt jednak nigdy nie zarzucił mu, że nie był autentyczny. Ksiądz Jan mówi: „Pomógł...” – choć przecież się nie spotkali. Siła świadectwa potrafi być większa niż wrażenia, jakie rodzą się w trakcie spotkania. My, którzy spotykaliśmy Tischnera często, też możemy potwierdzić: świadczył. Tyle że o wiele cenniejsze jest – to jeden z paradoksów wiary – świadectwo tych, co „nie widzieli, a uwierzyli”.

To zresztą chyba zdumiewa mnie najbardziej – że co jakiś czas zjawia się ktoś, kto nie ma prawa pamiętać, i mówi: „To dla mnie ważne”. Dzisiejsi dwudziestolatkowie to pokolenie, które do Tischnera musiało samo znaleźć sobie drogę. Czasem jakąś jego książkę podsunęła im babcia albo mama. Czasem wspomniał o „ciekawym księdzu” katecheta lub wykładowca. W internecie krążą różne myśli Tischnera, nieraz wyrwane z kontekstu, a więc w pewnym stopniu oderwane od niego i od jego dzieła. To także są znaki jego żywotności. Nie jest łatwo czytać Tischnera, jeśli się go nie widziało i nie słyszało. A jednak co rusz ktoś podejmuje ten wysiłek.

Pewnie to pośmiertne oddziaływanie Tischnera wyglądałoby inaczej, gdyby nie imprezy, które go przypominają: Dni Tischnerowskie w Krakowie, Debaty Tischnerowskie w Warszawie, Wypominki Tischnerowskie w Łopusznej, Rekolekcje Tischnerowskie w Ludźmierzu i dziesiątki innych. Jest już blisko 40 szkół noszących imię Tischnera i jest pokaźna lista laureatów nagrody jego imienia, powołanej 15 lat temu przez Ergo Hestię i Znak. Tischner patronuje dziecięcemu hospicjum i stowarzyszeniu osób po operacjach krtani. Na Facebooku powstało kilka stron popularyzujących jego dzieło. Ukazują się nowe książki, zbierające jego nieznane teksty, wznawiane są stare. To wszystko jest ważne, na pewno.
Ale ważne jest i to, że co rusz pojawiają się ludzie, którzy – jak ksiądz Jan – mówią: „Pomógł również mnie...”. Czyli ludzie, którzy wybierają Tischnera. Bez tych wyborów wszystkie powyższe działania byłyby tylko utrzymywaniem przy życiu pięknej iluzji. Tymczasem mam poczucie, że idą one za czymś, co w ludziach już jest.

W końcu o co chodzi? Czy nie o to, żeby przyszedł ktoś i powiedział nam, że „człowiek jest takim drzewem, które czuje w sobie dobro, i dlatego nie chce złych owoców rodzić”? Że „wolność to nie jest w lewo ani w prawo, tylko wyżej”? I że „wszystko jest jeszcze do uratowania”? ©

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Wojciech Bonowicz / Fot. Grażyna Makara
Poeta, publicysta, stały felietonista „Tygodnika Powszechnego”. Jako poeta debiutował w 1995 tomem „Wybór większości”. Laureat m.in. nagrody głównej w konkursach poetyckich „Nowego Nurtu” (...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]