Paweł Durow zwolniony z aresztu. Twórca Telegrama zbudował sobie legendę obrońcy wolności słowa: sprawdzamy, jak ma się ona do faktów

Paweł Durow został objęty dozorem policyjnym i nie może opuszczać Francji. Śledztwo w sprawie jednego z najpopularniejszych na świecie komunikatorów rozkręca się. A pytań jest coraz więcej.
Czyta się kilka minut
Pawieł Durow i logo Telegrama: kolaż w wykonaniu sztucznej inteligencji, 27 sierpnia 2024 r. // Ilustracja: Pogiba Alexandra / Forum
Pawieł Durow i logo Telegrama: kolaż w wykonaniu sztucznej inteligencji, 27 sierpnia 2024 r. // Ilustracja: Pogiba Alexandra / Forum

Na tę sprawę można patrzeć na kilka sposobów. Można – jak chcą prawnicy Pawła Durowa i armia jego internetowych fanów – widzieć w niej próbę zniszczenia przez państwo (tu: Francję) sfery wolności słowa i zmuszenia internetowych firm do ugięcia się pod polityczną presją.

Jednak historię powstania i rozwoju Telegrama – serwisu i komunikatora powstałego w 2013 r., a używanego dziś przez 900 mln ludzi na całym świecie – można interpretować też jako przestrogę: jak kończy się oddanie w ręce wielkich firm technologicznych kanałów komunikacji, które są ważne dla funkcjonowania społeczeństw, państw, a nawet armii.

Burzę, która rozpętała się wokół Durowa po tym, jak 24 sierpnia został zatrzymany na lotnisku w Paryżu, można też analizować jako mikrokosmos tego, jak technologie stały się kluczowym elementem geopolityki, dyplomacji i globalnej gospodarki.

Wreszcie w zatrzymaniu miliardera (Durow zajmuje 102. pozycję na liście najbogatszych ludzi świata) można widzieć dowód na to, że internetowi bogacze postrzegają samych siebie jako wszechmocnych demiurgów, którzy w swej arogancji nie podlegają prawom dotyczącym śmiertelników.

Zanim jednak zacznie się takie analizy, warto znać wszystkie fakty. A z nimi jest problem: 39-letni Durow konsekwentnie budował wokół siebie legendę, która nie zawsze pokrywa się z rzeczywistością. Spróbujmy ją zweryfikować.

Jak powstawał Telegram

Urodzony w Petersburgu w 1984 r. Durow jest współtwórcą dwóch internetowych platform. Pierwsza, VKontakte, powstała w 2006 r. jako rosyjskojęzyczny odpowiednik Facebooka i jest popularna głównie w Rosji. Druga, Telegram, uzyskała już globalny wpływ. Komunikator ten jest czymś więcej niż tylko narzędziem do rozmów ze znajomymi. W wielu krajach (Rosji, Hongkongu, Iranie itd.) stał się głównym kanałem komunikacji opozycjonistów i w ogóle wszystkich tych, którzy nie chcą, by państwo zaglądało im w prywatność. Stało się tak dzięki deklaracjom Durowa, że nigdy nie przekaże nikomu danych użytkowników.

Tyle że jednocześnie – dzięki tym samym obietnicom – Telegram stał się rajem dla przestępców i propagandystów. Kanały na Telegramie były używane niedawno do koordynacji antyimigranckich protestów w Wielkiej Brytanii. W 2023 r. Norwegia ogłosiła, że uważa Telegram za zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego, i zakazała wysokim urzędnikom korzystania z niego na urządzeniach służbowych. W 2022 r. niemiecki sąd nałożył na serwis 5 mln euro kary za niestosowanie się do próśb o usunięcie karalnych treści (po czym serwis obiecał współpracę z niemiecką policją). W Holandii dziennikarze nagłośnili sprawę pojawiających się w serwisie na masową skalę reklam twardych narkotyków.

W obronie Pawła Durowa

Ale to Francuzi posunęli się najdalej. Według portalu Politico nakaz aresztowania Durowa i jego brata Mikołaja wystawiono jeszcze w marcu, gdy upłynął termin odpowiedzi na wniosek sądu o zidentyfikowanie jednego z użytkowników. To miała być kropka nad „i” do całej serii zarzutów: współudział w administrowaniu platformą używaną do transakcji grup przestępczych; odmowa przekazania informacji niezbędnych do przechwycenia danych na żądanie organów ścigania; współudział w przechowywaniu treści pornograficznych z nieletnimi; współudział w dystrybucji narkotyków; współudział w przestępstwach hakerskich; współudział w oszustwach.

Daphne Keller, ekspertka ds. regulacji platform w Stanford Cyber ​​Policy Center, która zwykle krytykuje ingerencję państw w sieci, ocenia, że kazus Durowa to prosta sprawa kryminalna: „Pornografia dziecięca, treści terrorystyczne i sprzedaż narkotyków są regulowane przez prawo karne. Platformy nie mają tutaj immunitetu”.

Mimo to zatrzymanie wywołało Durowa burzę, a w sieci zaroiło się od wyrazów wsparcia dla niego. Głos zabrał Elon Musk, a przebywający w Rosji Edward Snowden (dla jednych sygnalista, który ujawnił skalę amerykańskiej inwigilacji; dla innych zdrajca) nazwał to „atakiem na podstawowe prawa człowieka do wolności słowa i zgromadzeń”.

Nawet niektórzy rosyjscy opozycjoniści mówili jednym głosem z propagandą Kremla. Ilja Jaszyn, opozycjonista zwolniony w niedawnej wymianie więźniów między Rosją a Zachodem, napisał na platformie X: „Nie uważam Durowa za przestępcę i mam nadzieję, że będzie w stanie udowodnić swoją niewinność w sądzie”. Z kolei Margarita Simonjan, szefowa Russia Today, stwierdziła: „Durow został zamknięty, aby władze zdobyły klucze [do serwisu – red.]. A on zamierza je oddać”.

Durow i Kreml

Durow istotnie ma reputację „obrońcy wolności słowa”. Ale to w dużej mierze zbudowany przez niego samego wizerunek, w którym realia mocno zgrzytają.

Jego wersja brzmi tak: w 2014 r., gdy był prezesem VKontakte, rosyjska bezpieka (FSB) zażądała od niego przekazania danych rosyjskich opozycjonistów i ukraińskich uczestników protestów na Majdanie. Zamiast tego on opublikował pismo FSB na Twitterze, a pod nim zdjęcie psa wystawiającego język. Wkrótce potem pod jego drzwiami miał zjawić się (na godzinę) oddział sił specjalnych policji, Durow zaś w ciągu tej godziny pojął, że musi opuścić Rosję. Wkrótce potem zaczął opowiadać w zachodnich mediach, że stworzył Telegram, gdyż władze zmusiły go do sprzedania VKontakte, a on tęsknił za pozostałym w Rosji bratem i chciał mieć z nim bezpieczny kontakt.

Szczegół, który Durow pomijał, jest taki, że w 2014 r. był w konflikcie z zarządem VKontakte i pozostali założyciele serwisu chcieli sprzedać w nim udziały. Ponadto Telegram powstał w 2013 r., czyli zanim Durow wyjechał z Rosji.

Relacje Durowa z Kremlem też nie są jasne. Np. 24 lutego 2022 r., w dniu inwazji na Ukrainę, FSB dokonała rewizji w domach 80 działaczy opozycyjnych, aresztując 20 z nich. Według prawnika zatrzymanej wtedy Mariny Matsupuliny służby wiedziały, co działacze pisali na grupie na Telegramie. W ciągu kolejnego roku setki dysydentów przekonały się, że to, o czym piszą na prywatnych czatach, może być wykorzystane przeciw nim w sądzie.

Co wie FSB?

W dniu, w którym FSB wyważyła drzwi Matsupuliny, Moxie Marlinspike (współzałożyciel konkurencyjnej platformy Signal) napisał na Twitterze: „Po dekadzie wprowadzającego w błąd marketingu większość ludzi wierzy, że Telegram to aplikacja szyfrowana. W rzeczywistości jest odwrotnie. Każda wiadomość, fotografia, wideo czy dokument przesłane w ciągu ostatnich 10 lat, wszystkie kontakty i listy członków grup są widoczne dla każdego, kto ma dostęp do bazy danych firmy”.

Deklaracja Durowa, że serwis nigdy nie przekaże nikomu danych użytkowników i nie ma wglądu do ich korespondencji, stoi w sprzeczności z regulaminem Telegrama (choć zapewne niewielu go czytało). Paragraf 8.3: „Jeśli Telegram otrzyma orzeczenie sądowe potwierdzające, że jesteś podejrzany o terroryzm, możemy ujawnić odpowiednim władzom Twój adres IP i numer telefonu”. Jak wiadomo, w Rosji działalność opozycyjna jest traktowana przez władze jak terroryzm.

Z opublikowanych niedawno wyników dwóch dziennikarskich śledztw, prowadzonych niezależnie od siebie – portali Ukraińska Prawda i Ważnyje Istorii (ten drugi wydawany jest na Łotwie przez rosyjskich dziennikarzy) – wynika, że w latach 2014-21, czyli po tym, jak Durow ogłosił, że „nie ma dla niego powrotu do Rosji”, wracał tam ponad 50 razy. O ile część z tych wyjazdów można tłumaczyć wizytami u trójki dzieci, które Durow ma z kobietą z Petersburga, o tyle ciekawa jest blisko dwuletnia przerwa w tych podróżach od 2017 r.

Moskwa pomaga Telegramowi

Wtedy to, w 2017 r., w Rosji weszły w życie przepisy, które zobowiązywały internetowych operatorów do przekazywania władzom kluczy, które umożliwiają rozszyfrowywanie treści przekazanych przez użytkowników. Durow twierdził, że to technicznie niemożliwe, bo na Telegramie klucze powstają na urządzeniach użytkowników. W odpowiedzi Roskomnadzor (służba nadzoru m.in. nad internetem) uzyskał sądowy nakaz zablokowania Telegrama. I w tym miejscu sprawa korzystania z tego serwisu w Rosji wydawała się definitywnie zamknięta.

Mniej więcej w tym czasie Durow próbował rozkręcić Gram, nową kryptowalutę. Od inwestorów zebrał 1,7 mld dolarów; pieniądze dali m.in. oligarchowie Roman Abramowicz i Dawid Jakobaszwili (dziś obaj obłożeni sankcjami), a także fundusze znad Zatoki Perskiej mające powiązania z Moskwą. Jednak emisję kryptowaluty zablokowała najpierw amerykańska Komisja Papierów Wartościowych i Giełd, a później sąd w Nowym Jorku.

Gdy ważyły się losy Gramy, a Durow ręczył przed inwestorami własnym majątkiem, niespodziewanie z pomocą przyszły mu władze w Moskwie. W czerwcu 2020 r. Roskomnadzor w porozumieniu z prokuraturą odblokował Telegram. Portal Ważnyje Istorii zauważa, że nikt nie pytał o zgodę sądu, który uprzednio wydał orzeczenie w tej sprawie.

Durow tymczasem zadeklarował gotowość do „usuwania ekstremistycznej propagandy” i do „walki z terrorystami” (o tym, jak Rosja definiuje terroryzm, powiedzieliśmy już wyżej). Co wyjątkowo ciekawe, zaraz po tym, jak Telegram odblokowano w Rosji, Durow zwrócił inwestorom ich 1,2 mld dolarów, a amerykańskiej komisji spłacił 18,5 mln dolarów grzywny.

Wkrótce potem, gdy w 2021 r. w Rosji trwała kampania wyborcza do Dumy, z Telegrama znikały konta opozycjonistów.

Czy Putin spotkał się z Durowem?

W całym tym kontekście nieco inaczej wygląda wymiana wiadomości między Durowem a Władisławem Surkowem, wówczas szefem gabinetu Putina, którą opublikowała „Nowaja Gazieta” w 2012 r. Wtedy mało kto w nią uwierzył.

Durow, wówczas prezes VKontakte, miał deklarować w niej, iż na życzenie władz przekaże dane użytkowników. Miał też przestrzegać przed zamknięciem VKontakte, bo wtedy użytkownicy przejdą do innych portali, nad którymi Kreml nie będzie mieć już kontroli.

Po publikacji „Nowoj Gaziety” Durow zaprzeczył, jakoby coś takiego deklarował. Przyznał tylko, że spotykał się z Surkowem.

W tym roku rosyjskie władze wycofały – bez żadnego komentarza – wszystkie grzywny nałożone wcześniej na Telegram. Fakt, że o zwolnienie Durowa apelowały czołowe postacie rosyjskiej polityki, w tym były prezydent Dmitrij Miedwiediew, z pewnością nie pomoże Durowowi w rozwianiu wątpliwości o powiązaniach Telegrama z Kremlem.

Co ciekawe: do Paryża, gdzie został zatrzymany, Durow przyleciał z Baku. Kreml zaprzecza, by spotkał się on tam z Władimirem Putinem, który akurat był z wizytą w Azerbejdżanie.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 36/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Tajemnice miliardera