Wojna w Ukrainie: Putin liczył na Trumpa, teraz Kreml grzęźnie w impasie

Rosja chciała resetu z USA oraz rozmów ponad głowami Ukrainy i Europy. Ale Trump nie dał jak dotąd Putinowi przełomu, którego Kreml tak bardzo potrzebuje.
Czyta się kilka minut
Donald Trump i Władimir Putin w Anchorage na Alasce. 15 sierpnia 2025 r. // Sergey Bobylev / IMAGO / PAP
Donald Trump i Władimir Putin w Anchorage na Alasce. 15 sierpnia 2025 r. // Sergey Bobylev / IMAGO / PAP

Władimir Putin nie omieszkał skorzystać z okazji i 14 czerwca zadzwonił do Donalda Trumpa, by życzyć mu wszystkiego najlepszego z okazji 80. urodzin. Przy okazji przypomniał, kto stoi na przeszkodzie do osiągnięcia pokoju w Ukrainie: oczywiście „reżim” Zełenskiego i wspierający go Europejczycy.

Dla Rosjan sam fakt odbycia tej rozmowy jest istotny. Od końca kwietnia telefon na linii Moskwa–Waszyngton milczał. Przez ten czas kremlowscy decydenci publicznie przyznawali, że nie wiedzą, czy i kiedy przywódcy obu krajów będą ze sobą rozmawiać. Nie wiadomo było nawet, kiedy do Moskwy wybiorą się wysłannicy Trumpa: Steve Witkoff i Jared Kushner, przyjaciel i zięć prezydenta.

Podczas urodzinowej rozmowy, według rosyjskich komunikatów (jak zawsze bogatszych w szczegóły od tych amerykańskich), Trump miał ponownie zaoferować pomoc w zaprowadzeniu pokoju w Ukrainie. Waszyngton w tej sprawie wymownie milczy. 

Co odciągnęło uwagę Trumpa od Ukrainy

Rosyjskie doniesienia, podkreślające pozytywny przebieg rozmów z Trumpem, to regularnie powtarzany zabieg. Kreml zapewnia o „przyjaznych” i „pełnych wzajemnego szacunku” kontaktach między przywódcami. Co w świetle trwającej wojny zakrawa o absurd. Skoro bowiem obaj liderzy tak świetnie się rozumieją, to dlaczego rozmowy tkwią w martwym punkcie i nie prowadzą ani do rozejmu w Ukrainie, ani do normalizacji stosunków USA–Rosja?

Zastój w tzw. procesie pokojowym można tłumaczyć tym, że Amerykanów zajmowały inne negocjacje – z Iranem. Trwający od końca lutego otwarty konflikt USA z Islamską Republiką Iranu stanowił priorytet polityki zagranicznej Trumpa, spychając inne obszary na dalszy plan.

Jest jeszcze inna teoria. Wplątanie się Stanów w wycieńczający dyplomatyczno-militarny ping-pong z Iranem miałoby, paradoksalnie, zintensyfikować kontakty USA–Rosja. Według tej hipotezy Trump, szukając na gwałt sukcesu, mogącego przykryć rozmiar jego porażki w Zatoce Perskiej, miałby być jeszcze bardziej zdeterminowany do ustępstw wobec Putina. Odmrożenie relacji z Moskwą przedstawiłby jako niebywały sukces. 

Tak się jednak nie stało.

„Duch Anchorage” nie przyniósł Rosji przełomu

Niezależnie od tego wszystkiego, na drodze do porozumienia USA–Rosja stoi wiele innych przeszkód. Trudno je przeskoczyć – i to pomimo dyplomatycznego manifestowania „dobrej woli” z obu stron. 

Po szczycie na Alasce w sierpniu 2025 r. Kreml co i rusz powołuje się na bliżej niesprecyzowany „duch Anchorage”, którego owocem ma być – według Rosjan – szereg „porozumień” zawartych wtedy ustnie między Trumpem a Putinem. Do tej pory Rosjanie nie ujawnili jednak, na czym właściwie polega ów „duch Anchorage”. 

Z przecieków medialnych wynikałoby, że treść nie różni się od publicznie forsowanych żądań Moskwy. Chodzi więc o wycofanie ukraińskich wojsk z Donbasu i otwarcie dyskusji na temat przyszłego kształtu Ukrainy oraz bezpieczeństwa Europy, w których to sprawach Rosja chce mieć decydujący głos. Inny kluczowy element rzekomych porozumień to zniesienie amerykańskich sankcji i idący za tym rozkwit inwestycji z USA na rosyjskim rynku.

„Duch Anchorage” został jednak wypędzony przez samych Amerykanów, którzy nie powołali się na tę zagadkową formułę ani razu. Istnienie tajnych porozumień w pośredni sposób zanegował sam Trump. Krótko przed majową podróżą do Chin prezydent USA został zapytany przez reporterów, czy między nim a Putinem istnieje jakiekolwiek porozumienie na temat statusu Donbasu. Odpowiedział zdawkowym „nie”. 

Jeszcze dalej poszedł sekretarz stanu Marco Rubio: pod koniec maja stwierdził, że Stany nie są zainteresowane „niekończącymi się cyklami spotkań, które nie prowadzą do niczego”. Duchy – jak to duchy – bywają ulotne. 

Pułapka Putina: reset z USA mimo wojny

Czy zatem Trump przejrzał zamiary Putina i pieczołowicie kreowaną przez Rosjan próbę uwiedzenia go pochlebstwem i przekupstwem? Na taki wniosek jest za wcześnie. Tym bardziej że mamy do czynienia z administracją USA, która kreuje swoją politykę w sposób impulsywny. Często jest też ona wypadkową walk poszczególnych stronnictw i osób zabiegających o uwagę prezydenta. 

Do tej pory Amerykanie nie weszli jednak w zastawioną przez Rosjan pułapkę, czyli tzw. kompartmentalizację wzajemnych relacji. 

Kreml pragnie bowiem, aby doszło do rozdzielenia „kwestii ukraińskiej” od amerykańsko-rosyjskiego resetu. 

Idealny scenariusz wyglądałby według Rosji tak: Trump traci zainteresowanie zawieszeniem broni w Ukrainie i jednocześnie daje zielone światło dla odmrażania stosunków i znoszenia sankcji. Słowem: krew będzie się lać, podobnie jak strumień pieniędzy z jednej strony Cieśniny Beringa na drugą.

Tymczasem, ku rozczarowaniu Rosjan, Amerykanom zdaje się wciąż zależeć na tym, aby w Ukrainie przestały grzmieć działa. Trump dał temu wyraz podczas kwietniowej rozmowy z Putinem. Propozycję rosyjskiej pomocy w mediacji między USA a Iranem miał skwitować kontrpropozycją, by Putin zajął się najpierw zakończeniem swojej wojny.

Kreml stawia warunki, których USA nie chcą przyjąć

Z drugiej strony, przeszkodę dla tego, aby rozmowy ruszyły z miejsca, stanowią sami Rosjanie, nieskorzy do odstąpienia od swoich roszczeń. Wyśrubowane pozycje wyjściowe Kremla nie pozwalają na zawarcie szerszego porozumienia bez utraty twarzy przez Amerykanów. Rzekoma treść „ducha Anchorage” tylko to potwierdza. 

Przy czym nie chodzi tu tylko o Ukrainę i Europę, ale także o bardziej formalne obszary wzajemnych relacji – chociażby normalizację prac ambasad w obu krajach. 

Rosjanie nie chcą zgodzić się na zwiększenie dyplomatycznego personelu USA w Moskwie, jeśli Waszyngton nie spełni ich maksymalistycznych żądań. 

Kreml domaga się zwrócenia szeregu nieruchomości, które Amerykanie odebrali im jeszcze za kadencji Obamy (zostały zajęte pod zarzutem szpiegostwa).

Ta ścieżka – mająca poniekąd „techniczny charakter” i znajdująca się pod kuratelą zawodowych dyplomatów obu państw – również doprowadziła donikąd. Chociaż zdawałaby się najmniej problematycznym ze wszystkich pól negocjacji. 

Trump wysyła Moskwie sprzeczne sygnały

Uwadze Kremla nie uchodzą te z działań USA, które są odczytywane jako wrogie – to zaś wzmacnia historycznie silną nieufność do Stanów. Z perspektywy Kremla, polityka Trumpa ma bowiem charakter ambiwalentny: pozytywne sygnały mieszają się z działaniami uderzającymi w rosyjskie interesy.

Choć USA wycofały się z finansowania ukraińskiej armii, to Ukraińcy wciąż otrzymują dane wywiadowcze, co pomaga im razić cele w głębi Rosji. Dla rosyjskich żołnierzy bolesna była też decyzja Elona Muska, gdy w lutym jego firma SpaceX odcięła im dostęp do satelitów Starlink. Spowodowało to poważne problemy z łącznością i było jednym z czynników, które spowolniły ofensywę agresora.

Z drugiej strony, na tle kryzysu na globalnym rynku ropy Trump złagodził sankcje na jej eksport z Rosji, co tej dało spore pieniądze. Amerykańscy decydenci zarzekają się, że to krok motywowany trudną sytuacją biedniejszych krajów Azji, pozbawionych ropy z Zatoki Perskiej. W Waszyngtonie rzekomo wciąż jest determinacja co do utrzymania reżimu sankcyjnego, dopóki trwa wojna.

Ale nie brak też sygnałów o innym wydźwięku. Na coroczne niedawne „rosyjskie Davos” (Międzynarodowe Forum Ekonomiczne w Sankt Petersburgu) przybył Amerykanin piastujący oficjalne stanowisko: Rodney Mims Cook, szef Komisji Sztuk Pięknych USA. Cook odpowiada m.in. za budowę sławetnej sali balowej i łuku triumfalnego Trumpa.

Rosyjska propaganda podkreślała, że przybycie Cooka to „pierwsza oficjalna wizyta” przedstawiciela USA na petersburskiej imprezie od blisko dekady. Jednak Marco Rubio, pytany o podróż Cooka, odparł, że nic nie wie na temat jej państwowego statusu. 

Putin traci impet na froncie i w dyplomacji

Impas i niepewność co do kierunku polityki Waszyngtonu są dla Rosjan tym boleśniejsze, że dla Putina rozwiązanie dyplomatyczne – a więc wykręcenie rąk Ukrainie przez zachodnich partnerów, wraz z normalizacją stosunków z USA – jawi się jako perspektywa, która mogłaby podreperować jego wizerunek, nadwątlony w ostatnich miesiącach. 

Od początku 2026 r. widoczna jest jakościowa zmiana w postrzeganiu Putina wewnątrz Rosji, co odnotowują nawet rosyjskie sondażownie. 

W ostatnich miesiącach rosyjska ofensywa znacznie spowolniła, a Ukraińcy coraz intensywniej rażą cele w głębi Rosji. 

Ataki te – uderzające głównie w infrastrukturę przemysłową – nie tylko osłabiają rosyjski potencjał gospodarczy, ale przede wszystkim podrywają wiarygodność Kremla jako gwaranta bezpieczeństwa. Rosyjskie społeczeństwo wespół z częścią elit bardzo negatywnie odebrało też chaotyczne działania władz w kierunku odcinania całego kraju od swobodnego dostępu do sieci internetowej.

Na dyplomatycznym froncie również nie widać postępów. Przy czym nie chodzi tu tylko o brak progresu w rozmowach ze Stanami, ale też o „utratę” Orbána jako hamulcowego proukraińskiej polityki Unii Europejskiej. Po zmianie władzy na Węgrzech Brukseli udało się w końcu przyjąć unijną pożyczkę dla Ukrainy i nadać nowy impet polityce sankcyjnej.

Rosja odpowiada terrorem, bo brakuje jej sukcesów

Rosjanie najwyraźniej nie mają nowego pomysłu, jak rozwiązać powyższe problemy. Podążają według dawno utartego szlaku, a więc: jeszcze więcej tego samego. To stąd coraz wścieklejsze ataki na ukraińskie miasta – z użyciem coraz większej liczby dronów, a także nowego pocisku balistycznego Oresznik. 

Zwiększony terror ma przykryć rosyjski brak sukcesów i zademonstrować militarną potęgę Kremla. 

Demonstracja siły to jednocześnie sygnał polityczny – wymierzony również w Trumpa. Kreml próbuje w ten sposób zwrócić uwagę Amerykanów, odgrywając stereotypową rolę „szalonych Iwanów” – nieprzewidywalnych i skorych do eskalacji. 

W tym kluczu Rosjanie celowo podgrzewają też atmosferę na wschodniej flance NATO – czy to w postaci oskarżeń kierowanych wobec krajów bałtyckich o zezwalanie ukraińskim bezzałogowcom na korzystanie z ich przestrzeni powietrznej, czy przez próbę rozhuśtania nastrojów społecznych wokół incydentów z naruszaniem terytorium NATO przez ukraińskie drony (zagłuszane przez Rosjan).

Wszystkie te zabiegi mają służyć budowie przekonania, że Putin wciąż ma przestrzeń do eskalacji, lepiej więc usiąść z nim do stołu. Adresatem tych komunikatów jest przede wszystkim Trump, skoro to on wykazał się do tej pory największą elastycznością, gdy chodzi o uwzględnienie rosyjskich oczekiwań.

Trump ostatnią nadzieją Putina?

Koniec wojny w Zatoce, niezależnie od jej ostatecznego wyniku, otwiera pole do przyspieszenia kontaktów USA–Rosja. Ale przeszkody nie znikną. Dodajmy do tego osobistą determinację Putina, która nie pozwala mu „zejść” z żądań – i mamy kurs na zderzenie, które może pogłębić zniecierpliwienie Trumpa. Już raz próbował on „zachęcić” Rosjan do dialogu przymusem, gdy jesienią 2025 r. nałożył sankcje na rosyjskie koncerny naftowe. 

Brak przełomu jest politycznie kosztowny przede wszystkim dla Putina, którego „specjalna więź” z Trumpem miała przesądzić o korzystnym dla Rosji rozstrzygnięciu wojny. 

Zakładając, że utrzymają się obecne trendy – powolny postęp Rosji na froncie, dalsza erozja jej gospodarki i dalsze wsparcie Europy dla Ukrainy – może się okazać, że rosyjska „formuła zwycięstwa” będzie wymagać solidnego przedefiniowanie. Tym bardziej jeśli nadzieje związane z Trumpem okażą się płonne, a niemożność osiągnięcia celów wojny, które określił Putin, stanie się oczywista dla wszystkich.

Uświadomienie sobie tego w Rosji natomiast – to przepis na pogłębienie fermentu. Co mogłoby wprowadzić zupełnie nową dynamikę w tym konflikcie.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz
1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru Nr 26/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Ostatnia nadzieja Putina