Tańce z satrapą

To nawracająca choroba polskiej władzy. Kto by nie rządził w Warszawie, zaraz znajduje sobie jakiegoś wschodniego satrapę, żeby się z nim dogadać, żeby go ucywilizować, dokonać przełomu, ubić interes.
Czyta się kilka minut

Pamiętam, jak Aleksander Kwaśniewski przechadzał się samotnie po nabrzeżu portu wojskowego w obwodzie kaliningradzkim. Czekał na spóźnionego gospodarza Władimira Putina. Gorzka pigułka – ale jak ktoś marzy o przełomie za wszelką cenę, to ma za swoje. Potem Anna Fotyga, pisowska szefowa MSZ, pojechała w 2006 r. do Moskwy na konferencję dotyczącą zwalczania przemytu narkotyków z Afganistanu. Nie chodziło oczywiście o narkotyki, ale o spotkanie z ministrem Ławrowem, a może nawet z samym Putinem, wymianę uprzejmości i zniesienie sankcji. Nie wyszło. Dlatego PiS w drugim kroku próbował z Ilhamem Alijewem i Nursułtanem Nazarbajewem – którzy też do demokratów nie należą, ale mają ropę i gaz.

Mam też wspomnienie związane z Radosławem Sikorskim (nie był już w rządzie PiS, tylko w rządzie PO), jak ściskał dłoń Aleksandrowi Łukaszence, licząc, że przeciągnie go na Zachód. Mówiło się nawet, że Polska jest w stanie poświęcić Andżelikę Borys i zamienić Związek Polaków na Białorusi na Związek Polaków Lojalnych Wobec Prezydenta Białorusi. W podzięce za starania Łukaszenka pobił i pozamykał do więzień opozycjonistów. I to był koniec białoruskiego otwarcia.

Potem, też w ramach przeciągania na Zachód, Polska zaangażowała się w przymykanie oczu na łamanie demokracji przez prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza. Byleby podpisał umowę stowarzyszeniową z UE. Skończyło się tak, że nie podpisał – zamiast tego zaczął bić studentów, a potem kazał do nich strzelać.

Dziś widać jasno, że wschodnia choroba dotyka kolejnej ekipy. Nasi politycy jeździli do Łukaszenki na rozmowy – wracali zadowoleni z nadzieją, że uda się zrobić biznes. Teraz do „operacji Białoruś” włączyło się MSZ, które chce doprowadzić do zamknięcia telewizji Biełsat. Wiceminister Konrad Szymański czujnie oświadczył, że „Polska jest zainteresowana otwarciem na Białoruś”, ale absolutnie nie należy tego wiązać z kłopotami telewizji, która przez lata wspierała społeczeństwo obywatelskie.

Zastanawiam się, czy przykre lekcje z przeszłości nas czegoś nauczyły. Zawsze chcieliśmy ograć jakiegoś satrapę, ale zostawaliśmy z pustymi rękami i zszarganym sumieniem.

Niemądry Polak po szkodzie. ©℗

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 03/2017