Reklama

Tam, gdzie rośnie IKEA

Tam, gdzie rośnie IKEA

21.12.2003
Czyta się kilka minut
Choć IKEA pojawiła się w Polsce już w latach 60., Polacy znali ją jedynie z zagranicznych katalogów i odrzutów z eksportu. Za to po 1989 r. zapanowała w naszych mieszkaniach. Po Szwecji i Chinach jesteśmy krajem o najwyższych zakupach: rocznie sklepy IKEI w Polsce odwiedza osiem milionów osób.
-

- Polacy polubili styl IKEI, bo nasza firma jest jedną z niewielu sieci handlowych, oferujących dobrze zaprojektowane i atrakcyjne przedmioty w przystępnych cenach. Ofertę tworzy się z myślą o niewielkich mieszkaniach, a w takich mieszka większość Polaków - przekonuje Joanna Łozińska, rzeczniczka firmy.

Sympatia do IKEI, zwłaszcza na początku lat 90., wynikała z jej dostosowania do polskich portfeli. Odróżniała się od ciężkiego stylu, jakim Polacy “dekorowali" mieszkania: stawiała na funkcjonalność, wygodę, prostotę i naturalne surowce. Na Zachodzie traktowana jako producent tanich mebli dla młodego małżeństwa, u nas IKEA długo była firmą, której produkty kupowali wszyscy, niezależnie od wieku i statusu.

- Jeśli rozmawiamy z klientami o produktach IKEI, to w kontekście urządzenia pokoju dziecinnego lub garderoby - mówi Marta Spodar, architekt wnętrz z Krakowa. - IKEA to produkt skierowany do odbiorcy masowego. Trudno snobować się na coś, co jest w każdym domu.

- Powoli klasa średnia odchodzi od IKEI, która zaczyna być traktowana jak produkt gorszy. Z drugiej strony, pensje inteligentów rzadko pozwalają na coś lepszego - ocenia Czesława Frejlich, wykładowca ASP i redaktor naczelna kwartalnika projektowego “2+3D".

Chłopiec z zapałkami

O tym, że Ingvar Kamprad, założyciel i autor sukcesu IKEI, chce prowadzić własne przedsiębiorstwo, wiedział już jako chłopiec. Zaczynał od sprzedaży zapałek wśród sąsiadów. W 1943 r., mając 17 lat, założył firmę, której nazwa pochodzi od jego inicjałów i pierwszych liter nazw farmy i parafii w południowej Szwecji, gdzie dorastał: Elmtaryd i Agunnaryd.

Początki nie były łatwe. Produkowane przedmioty - ołówki, portfele, nylonowe pończochy - Kamprad woził na stację kolejową wózkiem mleczarskim. W 1950 r. w ofercie IKEI pojawiły się meble, a pięć lat później jeden z pracowników wpadł na pomysł odkręcania nóg od stołów, by nie niszczyły się podczas transportu. Nowa technika sprzedaży przesądziła o sukcesie: płaskie opakowanie umożliwiło obniżenie ceny dzięki tańszemu przewozowi i przeniesieniu kosztów montażu na odbiorcę. Konkurencyjne ceny i funkcjonalne wzornictwo zdobyły sympatię młodych Szwedów, potem reszty Europejczyków (80 proc. obrotu firmy) i mieszkańców Ameryki Północnej (17 proc.).

Historia sukcesu ma też polski wątek: gdy IKEA zaczęła masową produkcję na eksport, bojkot szwedzkiej konkurencji zmusił ją do znalezienia dostawców za granicą. Jesienią 1960 r. minister spraw zagranicznych PRL Adam Rapacki i minister handlu zagranicznego Władysław Trąpczyński podczas wizyty w Szwecji zainteresowali się możliwością współpracy z Kampradem, którego zaprosili do Polski. Kilka miesięcy później IKEA podpisała umowę z fabryką mebli w Radomsku. Do polskiego konsumenta trafiały jednak tylko tzw. odrzuty z eksportu.

Dziś dla IKEI pracuje 80 polskich producentów; ich wyroby sprzedawane są w siedmiu polskich domach meblowych koncernu. IKEA jest właścicielem fabryk produkujących meble i komponenty dla przemysłu meblarskiego, których produkcja w 95 proc. jest eksportowana.

W 1999 r. prezydent Kwaśniewski odznaczył Kamprada (który Polskę nazywa drugą ojczyzną) Krzyżem Komandorskim Orderu Zasługi RP: jego firma jest jednym z największych inwestorów zagranicznych w Polsce, zatrudnia 7 tys. pracowników. Dwa lata później koło Piotrkowa Trybunalskiego powstało regionalne centrum dystrybucji, obsługujące domy meblowe całej środkowej i wschodniej Europy.

IKEAburger?

- Zachłysnęliśmy się IKEĄ jak McDonalds’em. Płacąc w obu firmach wiemy, co otrzymamy i wiemy, że jest to bezpieczne. Nabyty produkt to estetyczny gotowiec, taki BigMac. Nawet smaczny, tylko jak wykonany? - podsumowuje doświadczenia lat 90. Agnieszka Cwynar-Łaska, architekt wnętrz.

Wzornictwu IKEI trudno coś zarzucić: przeciwnie, jest ono największą zaletą tych mebli. Krytykuje się za to wykonanie i jakość.

Zaletą IKEI są produkty pozwolające urządzić całe mieszkanie. Gustowne wnętrze z dobranymi detalami może urządzić każdy, nie wkładając wiele wysiłku w kreowanie indywidualnej przestrzeni. - Mieszkanie urządzone w IKEI często jest przyjemniej zaaranżowane niż to ze świetnymi meblami z katalogu - mówi Marta Spodar.

Przewagą IKEI nad innymi sklepami meblowymi są duże powierzchnie jej domów towarowych: niewiele przedsiębiorstw może sobie pozwolić na 12 do 24 tys. metrów kw. A wyprawa do IKEI to, podobnie jak zakupy w centrach handlowych, rozrywka dla całej rodziny. Sympatycznemu spędzaniu czasu mają pomagać restauracje, pokoje zabaw dla dzieci czy obchody szwedzkich świąt, np. św. Łucji czy święta przesilenia letniego Midsommar.

- Jak każdy koncern, IKEA chce odpowiedzieć na wszystkie zapotrzebowania i dla mnie ten zamysł to taka myślowa “meblościanka": że nasze mieszkania będą wyglądać podobnie i wszyscy będziemy z tym szczęśliwi - Czesława Frejlich przyznaje jednak, że idea, by trafić z dobrymi wzorniczo i tanimi produktami do jak najszerszego odbiorcy, jest sensowna: daje szansę na rzeczy ładne także biedniejszym.

- Szkoda tylko, że do dziś nie ma firmy, która byłaby konkurencją dla IKEI - dodaje Marta Spodar.

Potop prostoty

Przeciętny nabywca nie zawsze wie, że IKEA ma coś wspólnego ze Skandynawią. Szwedzki styl to przede wszystkim solidność i trwałość, a te nie zawsze są atutami produktów koncernu. - Szwedzi to naród pragmatyczny i takie jest ich wzornictwo: funkcjonalne i pozbawione ozdób, a ich wyroby są starannie wykonane. Natomiast meble z IKEI wydają się mało solidne - mówi Czesława Frejlich. Ich zaletą, obok ceny, jest prostota. - Gdyby ktoś z takim projektem przyszedł do polskiego producenta, ten by się obruszył: “Takie proste? A któż to kupi?" - dodaje.

Meble polskich producentów mają tendencję do dekoracyjności, a nawet pretensjonalności. Frejlich: - Bo takie często mamy upodobania. Na urządzanie wnętrza patrzymy bardziej w kategoriach dekorowania niż przystosowania do wygodnego życia.

Zainteresowaniem klientów IKEI cieszą się lampy - pięta achillesowa polskiego wzornictwa: zazwyczaj są tak ozdobne, że świecenie wydaje się ich funkcją drugoplanową. Spośród lamp z IKEI najbardziej popularne są te z papierowymi abażurami w kształcie kuli: dają przyjemne światło, są tanie, pasują do każdego niemal wnętrza. A gdy się zniszczą, bez żalu można je wyrzucić. Podobną popularnością cieszą się ceramika i szkło.

Prostota produktów IKEA to nie tylko kwestia estetyki, ale znak czasów. Proste rzeczy łatwiej znajdą nabywcę, bo pasują do pozostałych elementów wystroju, a dobrze zaaranżowane nabierają indywidualnego charakteru. Czesława Frejlich: - Masowość sprzyja uproszczeniom technologii i form. Prosty styl obowiązuje nie tylko we wzornictwie. Przykładem komputer: prosta obudowa pozwala wprowadzać nowe elementy, a po wyglądzie zewnętrznym trudno domyślić się, jakiej klasy jest urządzenie. To bardzo demokratyczne.

***

- Musiało upłynąć dziesięciolecie, byśmy zaczęli patrzeć na IKEĘ nieco krytycznie. Okazuje się, że nie zaspokaja ona aspiracji grup, które od początku były jej najlepszymi klientami: inteligencji i klasy średniej. Pojawiły się firmy droższe, ale z meblami lepszej jakości - przekonuje redaktor naczelna “2+3D".

- Jednym bardziej zależy na wzornictwie, bo mają oko wyczulone na estetykę, innym na solidności, i po tę ostatnią pójdą nie do IKEI, tylko do Kalwarii Zebrzydowskiej - stwierdza Marta Spodar.

Wzornictwo IKEI jest efektem współpracy firmy z wydziałami wzornictwa przemysłowego uczelni artystycznych Skandynawii, a od kilku lat także z uczelniami innych krajów; w tym z wydziałem wzornictwa przemysłowego warszawskiej ASP. Dla koncernu to szansa pozyskania projektów, które wzbogacą ofertę firmy. Studenci mają szansę, by zaprojektowane przez nich przedmioty trafiły do milionów.

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]