Talent

Wróćmy na moment do przypowieści o talentach (zob. Mt 25, 14-30).
Czyta się kilka minut

Liturgia przypomniała ją w ostatnią sobotę: „pewien człowiek, mając się udać w podróż, przywołał swoje sługi i przekazał im swój majątek. Jednemu dał pięć talentów, drugiemu – dwa, trzeciemu – jeden, każdemu według jego zdolności”.

Nie rozumiemy dzisiaj słowa „talent” albo może lepiej powiedzieć: rozumiemy je inaczej niż w czasach Jezusa. W czasach Jezusa „talent” był po prostu miarą wartości pieniądza – oznaczał równowartość 27 kilogramów złota (lub srebra). Pięć talentów znaczy po prostu tyle, co 135 kilogramów złota.

W dniu, w którym czytaliśmy przypowieść, ceny złota kształtowały się mniej więcej na poziomie 145 złotych za gram. Oznacza to, że 1 talent oznaczał tego dnia równowartość blisko 4 mln zł (dokładnie: 3 815 000 zł); zaś 5 talentów – nieco ponad 19 mln zł. Z całą pewnością mamy w Polsce kilka osób, które potrafią posługiwać się takimi sumami; przyznam się jednak, że ja nie za bardzo potrafię sobie takie sumy wyobrazić. Myślę także, że dalece przekraczały one wyobraźnię Jezusowych słuchaczy...

O to właśnie chodzi: nasza wyobraźnia w niewielkim stopniu jest zdolna opisać skalę obdarowania każdego z nas przez Boga. Nasza wiara (chrześcijaństwo) jest wielka właśnie przez to, co nam d a j e; nie przez to, czego od nas wymaga. Dopiero gdy o tym wiemy, staje się ona dla nas dobrą nowiną (a więc Ewangelią) – wtedy też jesteśmy w stanie ją przekazywać innym. Nie zostajemy/pozostajemy przecież chrześcijanami po to, aby się umartwiać i „metodycznie” cierpieć. I nie dla takich też powodów zapraszamy do wspólnoty Kościoła innych ludzi.

Bóg, którego głosimy (pod warunkiem, że Go takim wcześniej osobiście doświadczamy!), nie daje się wyprzedzić w dawaniu. Jest darem nieustannym. I bezinteresownym. Dar, który od Niego otrzymujemy, wart jest więcej niż 20 mln zł. Jest nieprzeliczalny. Niewymierny. Nie ma ceny! Ostatecznie bowiem Bóg ofiaruje nam samego siebie! Jest bezinteresownym darem z samego siebie.

Ci, którzy próbują Go przeliczyć – i kupić (!) – dopuszczają się jednego z najcięższych grzechów, zwanego „symonią” (od Szymona z Samarii, który chciał za pieniądze nabyć od apostołów władzę przekazywania Ducha Świętego). Nie można Go kupić. Można natomiast wejść w obustronną relację bezinteresownej miłości, w której na dar Osoby próbujemy odpowiedzieć darem osoby.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 36/2013