Reklama

Ładowanie...

Sztuka jest święta

Sztuka jest święta

28.11.2004
Czyta się kilka minut
W recenzji Anity Piotrowskiej z filmu Agnés Jaoui “Popatrz na mnie" (“TP" nr 46/04) zabrakło mi motywu, który decyduje o prawdziwym pięknie tego trafnie opisanego w “TP" obrazu. Kiedy w ostatniej, nocnej sekwencji, w uroczym pejzażu francuskiej wsi, Lolita czule prowadzi do domu swojego przyjaciela Raszida (młodego Araba, który tylko podaje się za rdzennie francuskiego Sebastiana - wątek nie bez znaczenia), we francuskiej wersji filmu ukazują się napisy z tłumaczeniem niemieckiego tekstu towarzyszącej tej scenie pieśni Franciszka Schuberta “Du holde Kunst": “O święta sztuko, jak często w złych godzinach wyrywasz mnie z odmętów życia, rozgrzewasz serce, dajesz rozkosz, przenosisz w lepszy świat, sprowadzasz z nieba błysk lepszych czasów. Dzięki ci za to".
W

W polskiej wersji zabrakło tego tłumaczenia i zatraca się absolutna pointa filmu: prawdziwa sztuka jest święta i ona jedna przetrwa, ona jedna liczy się w zestawieniu z małostkowością, egocentryzmem i ambicyjkami bohaterów paryskiego Olimpu. Ona sprawia, że nieszczęsna, tęga Lolita staje się piękna, gdy śpiewa słynny “Lament Nimfy" Monteverdiego. Lub kiedy w pustym romańskim kościołku próbują swoich głosów obie - ona i jej nauczycielka muzyki, grana przez Agnés Jaoui, która nim zajęła się filmem, ukończyła konserwatorium w klasie śpiewu. Dotyczy to nawet Cassarda - okropnego, samolubnego ojca Lolity, który przecież opuścił jej wspaniały występ nie z powodu nieczułości, ale pod presją przypływu inwencji twórczej (jest wybitnym pisarzem). To ona nagle kazała mu szukać samotności, by łapczywie spisywać słowa cisnące się pod pióro. Film jest nieco feministyczny: Lolita i Agnés-Sylvie lepiej słyszą “muzykę sfer", nie są tak próżne - nie powoduje nimi taka miłość własna i mimo damsko-ludzkich słabostek robią wrażenie istot ulepionych z lepszej gliny. Sylvie patrzy na otaczających ją panów z ironicznym, choć nie pozbawionym dobrych uczuć dystansem, i w końcu odchodzi od nieprzytomnego na punkcie swojej kariery męża.

Agnés Jaoui ma szczególny dar podpatrywania bliźnich z paryskich elit artystycznych i potrafi go wspaniale spożytkować. W poprzednim jej filmie (“Gusta i guściki") ten dar rzucał się w oczy przede wszystkim. W obecnym słyszy się też i chłonie oddech Du holde Kunst.

Marek Rapacki (Warszawa)

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]