Szósty zmysł

Pamiętacie film "Szósty zmysł" z Brucem Willisem wcielającym się w rolę psychiatry Malcolma Crowe'a? Pewnego dnia ten genialny terapeuta dziecięcy zostaje nieszczęśliwie postrzelony przez jednego ze swoich dawnych pacjentów, któremu wiele lat wcześniej nie był w stanie pomóc. Od tej chwili zaczynają się jego problemy: ukochana żona zaczyna go ignorować, zawodzą próby nawiązania kontaktu, na domiar złego zdaje się ona sympatyzować z innym mężczyzną. Pewnego dnia spotyka jednak zalęknionego chłopca z rozbitej rodziny, przypominającego mu dawnego pacjenta. Ośmioletni Cole posiada szósty zmysł, umożliwiający mu widzenie i słyszenie zmarłych. Ten dar jest jednak przyczyną wielu utrapień. Terapeuta postanawia pomóc chłopcu, nieświadom, że komunikuje się z nim tylko dlatego, iż sam już od roku... nie żyje. Strumień świadomości otwiera się, gdy Cole doradza Malcolmowi, by ten porozmawiał ze swoją żoną, gdy ona śpi. Teraz zrozumiał: ona śpiąc żyła. On, chociaż wydawało mu się, że jest inaczej, w rzeczywistości od dawna spał innym snem.
Czyta się kilka minut

Fabuły skonstruowane na podobnym schemacie jedynie pozornie ograniczają się do problemu życia po życiu. Uwaga ta dotyczy również cudu wskrzeszenia młodzieńca z Nain. Wczytując się dokładnie w tę niezwykłą relację, trudno nie odnieść wrażenia, że jej autor, św. Łukasz, był znakomitym psychologiem, poprawnie odczytującym, a może kreującym (?) wszystkie szczegóły zdarzenia. To nie zmarły potrzebuje pomocy Jezusa, ale jego matka. Chłopiec jest już bezpieczny, ale dla niej wszystko się skończyło. Jest wdową, a wraz ze stratą jedynego syna utraciła też nadzieję na kontynuację swojego rodu. Dlatego właśnie "Pan użalił się nad nią i rzekł do niej: »Nie płacz«". Nie mógł nie przywrócić nadziei w chwili, gdy wydawało się jej, że wszystko zostało zam­knięte za posępną bramą śmierci.

Musiał Jezus posiadać jakiś inny, dodatkowy zmysł, pozwalający mu sięgnąć poza zasłonę tego, co materialne: lament wynajętych płaczek, mary, grób wykuty w skale na pobliskim zboczu Galilejskiego wzgórza, płótna pogrzebowe. Wszystko to można zobaczyć, dotknąć, zweryfikować, zrecenzować i zdefiniować. Nad wszystkim tym można przejść do porządku dziennego, konstatując sucho, że takie są koleje życia. Jednego tylko nie można uczynić bez posiadania szczególnego zmysłu: rozwiązać skutecznie problemu czyjegoś bólu.

Komentując cud wskrzeszenia młodzieńca z Nain, św. Augustyn wskazuje na pewien paradoks dotykający nas, żyjących. "Nikt tak łatwo nie budzi leżącego w łóżku - powiada - jak Chrystus leżącego w grobie". Właśnie! Nie sposób czasem nie uznać, że o wiele łatwiej było Jezusowi wskrzeszać umarłych, niż nam samym otworzyć oczy i uznać, że życie, jakie prowadzimy, jest jedynie namiastką życia prawdziwego. Augustyn odsłania brutalną prawdę o możliwości istnienia niewidzialnej śmierci: śmierci, której nikt nie widzi, nie żałuje, nie opłakuje, co jednak nie znaczy, że ona nie istnieje. Istnieje, gdy "śpi się dla Tego, który może zbudzić". Może zaistnieć wszędzie tam, gdzie chrześcijańską wiarę łatwiej sprowadzić do zwyczajowych rytuałów, koterii, układów niż do szczerego chodzenia przez życie w towarzystwie Zmartwychwstałego Jezusa.

To jednak nie oznacza, że zamknięte są możliwości przebudzenia. W Królestwie Bożym, które pośród nas przecież jest, życie triumfuje nad śmiercią, radość nad płaczem, a miłość nad obojętnością. Sądzę, że to jest najkrótsza droga do odnalezienia w sobie owego szóstego zmysłu, pozwalającego otworzyć oczy duszy i wyznać, że "Bóg nawiedził lud swój".

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 23/2007