Szlachetność i frustracja

Sprawa komisji sejmowej, która miałaby się zająć okolicznościami samobójstwa Barbary Blidy, obrosła znaczną liczbą komentarzy. Jest wśród nich wypowiedź Ryszarda Bugaja dla "Dziennika", nosząca tytuł "SLD wykorzystuje śmierć Blidy, by wrócić do pierwszej ligi". Gdyby ktoś chciał wiedzieć, dlaczego na nią właśnie zwracam uwagę, odpowiem: kiedy Bugaj zabiera głos, w okolicy wzrasta poziom szlachetności. Tego mu zazdroszczę.
Czyta się kilka minut

W wypowiedzi Ryszarda Bugaja można znaleźć trzy mocno sformułowane tezy. Pierwsza z nich głosi, że zachowanie SLD w sprawie Barbary Blidy wynika nie tyle z pamięci o tragicznie zmarłej, ile z zimnej kalkulacji, z sygnalizowanej już w tytule chęci powrotu do politycznej pierwszej ligi. Wedle tezy drugiej, Ryszard Kalisz jest złym kandydatem na szefa komisji, bowiem "pracom takiego ciała powinien przewodniczyć ktoś, kogo przywiązanie do wartości demokratycznych (...) jest nieco bardziej ugruntowane", jednym słowem: "ktoś, kto o prawa obywatelskie walczył w czasach, gdy odwaga jeszcze tak nie staniała jak obecnie". Jako teza trzecia pojawia się sugestia, że politycy SLD zapominają, że Blida popełniła samobójstwo i traktują ją jak ofiarę politycznego mordu. (Domyślny wniosek jest taki, że odpowiedzialność za samobójstwo spoczywa przede wszystkim na tym, kto je popełnia, a rola czynników zewnętrznych jest drugorzędna. Aby ten wniosek wzmocnić, Bugaj opowiada o samobójstwie pewnego mężczyzny, który obawiał się utraty mieszkania i przypomina z licznymi zastrzeżeniami, że to Blida przeforsowała w Sejmie ustawę o eksmisji.)

Przykro to wyznać, ale żadna z przywołanych tez mnie nie przekonuje. Fundamentem pierwszej jest głęboka niechęć do SLD; powodowany tym uczuciem Bugaj odmawia politycznym przyjaciołom Barbary Blidy prawa do prywatnego żalu. Skądinąd, zarzut zimnej kalkulacji można postawić niemal wszystkim uczestnikom gry politycznej, dlatego jego wartość jest minimalna. Teza druga twórczo rozwija uwagi Orwella o równych i równiejszych. Rzecz jasna, każdy może mierzyć przeciwnika skalą własnego systemu wartości. Rzecz w tym, jak pogodzić ów system z ogólnymi zasadami demokracji, z Konstytucją, z regulaminem Sejmu. Inaczej mówiąc: być może w sądach Bugaja o Kaliszu jest coś z potocznie rozumianego poczucia sprawiedliwości, z pewnością jednak niewiele w nich świadomości prawnej. Co do tezy trzeciej: powtarzanie, że za samobójstwo odpowiada ten, kto je popełnił, w tym konkretnym przypadku na odległość pachnie hipokryzją. Gdyby w mieszkaniu Barbary Blidy nie było funkcjonariuszy ABW, nikt by pewno nie myślał o komisji sejmowej. Poza tym, przedmiotem badań komisji nie będzie, jak się domyślam, stan psychiczny Blidy, tylko kwestia zgodności z prawem działań ABW. (Opowiastkę o mężczyźnie obawiającym się eksmisji zostawiam na boku; jej przytoczenie jest przejawem demagogii.)

Bardzo żałuję, że Ryszard Bugaj nie podał nazwisk posłów, którzy jego zdaniem mają moralne prawo przewodniczenia pracom komisji badającej okoliczności śmierci Barbary Blidy. Byłby to, doprawdy, bardzo ciekawy dokument.

W komentarzu Bugaja, jak w większości jego prasowych i telewizyjnych wypowiedzi, słychać głos jedynego sprawiedliwego, jedynego, który potrafi właściwie użyć nieszczęsnego daru wolności. Gdybyśmy to jemu powierzyli niegdyś funkcję Naczelnego Reformatora Rzeczypospolitej, żylibyśmy dzisiaj w innej rzeczywistości. Z pewnością.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”