Nie każdą wichurę można uznać za wiatr dziejów, w którym przychodzi Pan, niosąc nowe zadania do spełnienia. Zazwyczaj wichury stanowią zjawisko meteorologiczne, w którym nie należy szukać głębszej treści teologicznej. Jeśli więc pojawia się nadzwyczajny szum, któremu towarzyszą zawodzenia wichru i destrukcja otaczającego środowiska, nie próbujmy formułować wniosków teologicznych na poziomie meteorologii. Utrudzony Eliasz na próżno poszukiwał Boga w wichurze, trzęsieniu ziemi czy gwałtownym ogniu. Pan przyszedł dyskretnie w "szmerze łagodnego powiewu" (1 Krl 19, 12). Trzeba było wyciszyć się i zasłuchać, aby rozpoznać Jego nadejście.
Łatwo dziś znaleźć ekspertów od trzęsienia ziemi, wichur i nadzwyczajnych efektów pirotechnicznych. Lubią rozgłos i wiedzą, że "być - to znaczy być w mediach". Gotowi są upamiętnić swe daleko idące propozycje odpowiednim pomnikiem, manifestacją lub gromkim protestem. W teologii wybierają egzotyczne szlaki, o których wcześniejsi teologowie mówili wyłącznie krytycznie. Od Eliasza różnią się tym, że zdecydowanie wolą krzyczeć i udzielać wywiadów, niż nasłuchiwać odgłosów nadchodzącego Pana. Dlatego też wielokrotnie Pan przechodzi niezauważony, bo szmer łagodnego powiewu nie wywołuje zainteresowania polityków, a i dla mediów jest również mało atrakcyjny. Znacznie prościej jest prowadzić debaty, jak wzmocnić siłę wichury, by potem wykorzystać ją odpowiednio - zaczynając od trzęsienia ziemi i przenosząc na tereny przykościelne styl Hitchcocka. Łatwo jest wtedy rozwalać i druzgotać, tymczasem Eliaszowe spojrzenie wiary wymaga, byśmy postawili zasadnicze pytanie: gdzie tam był Pan?
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















