Reklama

Świat poza Plantami

Świat poza Plantami

06.06.2007
Czyta się kilka minut
Prawilon Wyspiańskiego przy Placu Wszystkich Świętych /fot. KRZYSZTOF INGARDEN
A

AGNIESZKA SABOR: - Kiedy pokazywałam Kraków pewnemu niemieckiemu architektowi, powiedział, że dla niego miasto to jest absolutnie nieinteresujące - jako dzieło w pełni ukończone, kompletne. Czy zgadza się Pan z tą opinią?

KRZYSZTOF INGARDEN: - W ustach czynnego architekta krakowskiego zabrzmi to może dziwnie, ale tak, zgadzam się, pod jednym wszakże warunkiem: mówimy o historycznym centrum w obrębie Plant. Także jeśli chodzi o drugą obwodnicę, np. okolice Alej Trzech Wieszczów, do zrobienia zostały tylko drobiazgi. Jest jednak druga strona medalu: ten niemiecki architekt najpewniej nie zna problemów i potrzeb funkcjonalnych Krakowa, które muszą zostać zaspokojone - także za pomocą architektury. Pomijając problemy komunikacyjne, nie są realizowane ważne funkcje kulturalne: brakuje muzeum sztuki współczesnej, dobrej sali koncertowej, która pomieściłaby 1200-1500 osób, profesjonalnej wielofunkcyjnej sali kongresowej dla 5000 osób...

- Można odnieść wrażenie, że od czasów budowy Teatru im. Słowackiego, który wzniesiono na miejscu średniowiecznego szpitala, nic się nie zmieniło: krakowscy architekci nadal chcą budować jak najbliżej historycznego centrum.

- W okolicach Rynku naprawdę nie ma już miejsca. Nawiązując do jubileuszu, który właśnie obchodzimy, można by powiedzieć, że w Krakowie konieczna jest "nowa lokacja", poza historycznym centrum.

Zalążki takiego myślenia pojawiają się od czasu do czasu. W latach 60. i 70. ubiegłego wieku pojawiły się np. pomysły, by rejony ulicy Monte Cassino i Kapelanki stały się reprezentacyjną częścią Krakowa - czymś w rodzaju nowych Alej Trzech Wieszczów. Miały się tam znaleźć budynki użyteczności publicznej (m.in. opera, centrum kongresowe), a oś ulicy miał zamykać bank. Jak dotąd to jedyny "poważniejszy" gmach, który tu powstał. Jak grzyby po deszczu wyrastają natomiast budynki mieszkalne, najczęściej banalne. Wciąż nie dokończono prac nad kompleksowym planem rozwoju Krakowa, a gruntów nie dało się przecież rezerwować w nieskończoność - miasto jest żywym organizmem. Jednak przestrzeń tę można jeszcze uratować, o ile samorząd miejski i województwo zewrą szeregi i zaczną konsekwentnie scalać tutejsze grunty. Nadal pozostaje ona atrakcyjna dla funkcji publicznych. Dowodem - konkurs, który gmina rozpisała właśnie na centrum kongresowo-koncertowe, z lokalizacją przy Rondzie Grunwaldzkim.

- Z nowymi inwestycjami wiąże się często wyburzanie. Giną m.in. - modne dziś na świecie - budynki postindustrialne. Czy nie będziemy tego żałować?

- Nie bałbym się wyburzania niektórych obiektów postindustrialnych, nie wszystkie są wartościowe. Przy najbardziej nawet szczegółowych regulacjach prawnych dotyczących architektury najważniejsza pozostaje mądra decyzja pojedynczego człowieka interpretującego prawo. Wrocław czy Poznań miały w ostatnich latach więcej szczęścia do dobrych decyzji w zakresie architektury niż Kraków.

Chodzi o to, by debatować na temat poszczególnych miejsc dla miasta ważnych: np. wcale nie trzeba wyburzać opuszczonego dziś Hotelu Forum. Co więcej, mógłby się on stać podstawą ciekawego układu urbanistycznego - dzielnicy, w której skala budynków nie naruszałaby proporcji narzuconych przez kontekst bulwarów wiślanych i historycznego układu budynków pod Wawelem.

- Mówił Pan wcześniej, że w centrum nie ma już miejsca, a jednak tutaj właśnie stanęła Pana ostatnia realizacja: pawilon, w którym znalazły się witraże, wykonane ostatnio według projektów, które przeszło sto lat temu Stanisław Wyspiański naszkicował dla katedry wawelskiej.

- To wyjątek: pawilon zbudowany został na jedynej wolnej od 1939 roku działce w obrębie Plant. Początkowo miał to być obiekt tymczasowy, przeznaczony na potrzeby Festiwalu "Kraków 2000". Wtedy na realizację zabrakło czasu i pieniędzy. W miarę upływu lat projekt ewoluował, aż wreszcie budynek stanął - podczas Roku Wyspiańskiego i w przededniu jubileuszu 750-lecia lokacji. Oczywiście chciałem wprowadzić tutaj architekturę współczesną: nie interesuje mnie historyzująca mimikra. Starałem się w nowy i niekonwencjonalny sposób zinterpretować tradycyjny materiał, jakim jest ceramika, stworzyć z niej transparentną elewację, regulowaną kurtynę z wiszących cegiełek, przepuszczającą światło do części informacyjnej, a tworzącą półmrok w części wystawowej, następnie wpisać nowy obiekt w tonację przestrzeni wyznaczonej przez trzy budynki: kościoły Franciszkanów i Dominikanów oraz Pałac Wielopolskich.

Wybór skali i materiałów uzasadniało sąsiedztwo - różnokolorowa gotycka cegła tworzy bryłę kościoła franciszkańskiego, wapień stanowi budulec katedry wawelskiej, dla której Wyspiański zaprojektował witraże. Trudno byłoby też znaleźć dla nich lepszą lokalizację niż plac Wszystkich Świętych. Nie udałoby się wprowadzić ich do katedry: po pierwsze, cykl nie został przez artystę ukończony, po drugie zaś, sto lat temu nie spodobał się hierarchom Kościoła i nie ma powodu, by nie szanować ich decyzji. Tu sąsiadują z witrażami i polichromiami, które Wyspiański zrealizował u Franciszkanów.

- Inwestycje w kulturę sporo kosztują, a budżety samorządu i państwa są ograniczone. Wierzy Pan w partnerstwo publiczno-prywatne?

- Na świecie duże koncerny przywiązują wielką wagę do sposobu użytkowania przestrzeni, a formuła partnerstwa publiczno-prywatnego często się sprawdza. Firmy współtworzą z miastem obiekty i przestrzenie użyteczności publicznej. Kiedyś myślałem, że to wielka szansa dla Krakowa. Jednak działanie większości dużych firm w Polsce nie jest jeszcze zorientowane na poprawę przestrzeni publicznej. Myślę, że w miarę, jak ceny gruntu będą rosły, zmieniać się zacznie także polityka firm.

Na tym tle ewenementem są działania osób prywatnych i fundacji: na przykład Krystyny Zachwatowicz i Andrzeja Wajdy. Dzięki założonej przez nich Fundacji Kyoto-Kraków powstało najpierw Centrum Sztuki i Techniki Japońskiej "Manggha", potem ogród japoński, herbaciarnia japońska i ciesząca się wielkim powodzeniem publiczna szkoła języka japońskiego. Teraz Fundacja myśli o zbudowaniu aneksu do Mangghi: Galerii Europa - Daleki Wschód. Również pawilon "Wyspiański 2000" jest realizacją pomysłu Andrzeja Wajdy sprzed 10 lat. To wielki honor współpracować z tymi ludźmi.

- Z jednej strony Rynek nadal jest najważniejszym punktem miasta, z drugiej - krakowianie, zmęczeni wielojęzycznym tłumem, przestają tu przychodzić. Czy nadszedł czas, by pomyśleć o nowych, alternatywnych centrach miasta?

- To trudne zadanie, bo zaprojektowane w 1257 roku lokacyjne miasto do dnia dzisiejszego pozostaje atrakcyjne. Choć daje się zauważyć pewne novum: coraz wyraźniej domaga się głosu miasto pomyślane przez komunistów jako "konkurencja" dla Krakowa - Nowa Huta. Nie ma ono jeszcze krakowskiej witalności, coś się jednak zmienia: tu ma siedzibę Teatr Łaźnia Nowa, świetnie działa Nowohuckie Centrum Kultury im. Norwida, być może w dawnym kinie "Światowid" - znów: staraniem Andrzeja Wajdy i Krystyny Zachwatowicz - powstanie muzeum PRL-u, dobrze sprawdzają się koncerty organizowane na terenie kombinatu podczas festiwalu "Sacrum-Profanum". Rodzi się odrębna tożsamość, choć Nowa Huta od dawna nie jest już osobnym miastem, a jedynie dzielnicą Krakowa. Jednak masa krytyczna nie została jeszcze przekroczona: Kraków nie jeździ do Nowej Huty, mimo że zaczyna już ona mieć "berliński" charakter.

Z drugiej strony Kraków to miasto średniej wielkości, a nie Paryż czy Londyn. Tu nigdy nie powstanie La Defense - nie ma takich inwestorów i nie będzie w mieście, które można porównać np. z Lyonem. Pamiętajmy o skali.

KRZYSZTOF INGARDEN jest architektem, autorem m.in. Biblioteki PAT w Krakowie, współautorem Centrum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha. Ostatnio otrzymał prestiżową Contractworld Award za projekt Pawilonu Polskiego EXPO 2005 w Hannowerze.

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]