To była wyjątkowa kampania. Padł kolejny (po ostatnich wyborach parlamentarnych) rekord frekwencyjny. Padł rekord zwrotów akcji i zaskoczeń, nawet w stosunku do pamiętnej klęski Bronisława Komorowskiego w 2015 r. Nigdy też dotąd nie wysunięto pod adresem jednego z głównych kandydatów tak daleko idących, popartych mocnymi poszlakami oskarżeń.
Kampania prezydencka 2025
Zwyciężył ktoś, komu do końca marca nikt nie dawał szans na zwycięstwo, ktoś nominowany przez prezesa PiS przede wszystkim po to, by zintegrować partię po utracie władzy, a nie by przyciągać nowy elektorat. I tak też do końca marca wyglądała jego kampania: pozbawiona werwy, oryginalnych pomysłów i prób wyjścia poza krąg partyjnych wyborców. Skierowana przede wszystkim do przekonanych.
Trzaskowski na swoje spodziewane zwycięstwo pracował bez fajerwerków, ale rzetelnie: obiecywał ludziom, których głosy wyniosły do władzy rządzącą koalicję, „dowiezienie” tego, co obiecano im już dwa lata wcześniej. To wydawało się działać.
Dynamikę kampanii zmieniły pierwsza debata w Końskich i internet. To do sieci przeniósł się główny ciężar komunikacji politycznej; to w sieci wyborcy poznali Nawrockiego jako sympatycznego everymana i zobaczyli sztuczność uśmiechu Trzaskowskiego. To w mediach społecznościowych analizowano zarzuty stawiane kandydatowi PiS i ostatecznie lekceważące zdyskontowanie ich przez „sosziale” jako mało wiarygodne zadecydowało o „teflonowości” kandydata PiS.
Sukces wyborczy Nawrockiego
O wyniku wyborów przesądziło – moim zdaniem – niedające się uniknąć sprzężenie zwrotne. I tura przyniosła remis, jednak ze wskazaniem na kandydata PiS: ponad 4 miliony głosów oddanych na Mentzena i Brauna stanowiły rezerwę, o którą mógł skutecznie zawalczyć. „Zapas” Trzaskowskiego był wyraźnie mniejszy, gdyż Szymon Hołownia stracił w stosunku do 2023 r. 2 miliony wyborców.
Czując zagrożenie, Platforma rzuciła do walki wszystkie siły, w tym samego premiera. I to, paradoksalnie, obciążyło jej kandydata. II tura stała się bowiem plebiscytem nad półtorarocznymi rządami koalicji 15 X. Rządami ocenianymi jako „złe” lub „bardzo złe” przez 47 proc. respondentów.
Tak trzeba odczytywać ten wynik wyborów. Pamiętając również, że w I turze mieliśmy do czynienia z najniższym łącznym wynikiem PO-PiSu od dekad. To nie apogeum polaryzacji, lecz zwiastun jej nadchodzącego końca.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















