Strażnik grobów

Andrzej Przewoźnik
Czyta się kilka minut

"Dialog musi opierać się na zrozumieniu partnera i jego wrażliwości. A z tym niestety nie jest w Rosji najlepiej" - pisał w jednym ze swych ostatnich tekstów, opublikowanych w "Tygodniku" przed rocznicą Katynia. Czy katastrofa, w której zginął także on, zmieni spojrzenie Rosjan na polską wrażliwość?

Zwykle był zajęty. Często, gdy dzwoniło się do niego o 21, jeszcze pracował. Jednak starał się znaleźć czas na rozmowę, wywiad, opowiedzenie o czymś. I zwykle były to rzeczy ważne, zmieniające spojrzenie na jakiś problem. Kiedyś zapytałam go, skąd ma na to siłę, na zajmowanie się grobami, ekshumacjami, tragediami z historii. Uśmiechnął się tylko.

Historyk, sekretarzem Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa był od 1992 r. aż do śmierci. Prawie 18 lat: to epoka, także z punktu widzenia procesów historycznych w Polsce i w innych krajach. Jednym z pierwszych jego zadań było doprowadzenie do zbudowania polskich cmentarzy w Katyniu, Charkowie i Miednoje. Zajmował się też organizowaniem renowacji Cmentarza Orląt. Gdy przez Polskę przetaczała się debata o Jedwabnem, pojechał do tego miasteczka, mediował, zbudował cmentarz-pomnik. Podobnych sytuacji - gdy wokół jakiegoś miejsca pamięci ścierały się różne racje - było więcej i z racji funkcji on musiał takie sprawy "załatwiać". Kilka lat temu w rozmowie z "Tygodnikiem" mówił, że marzy o dłuższym urlopie, podczas którego mógłby pisać: "Mam rozgrzebaną książkę »Kraków na przełomie wojny i pokoju«. Rzecz ma mówić o ostatnim miesiącu okupacji wojsk niemieckich, wejściu Sowietów, początkach aparatu bezpieczeństwa, rozbiciu podziemia. Zbierałem to dobrych parę lat, pewnie jeszcze rok-dwa nad tym popracuję". Nie zdążył jej napisać.

W 2005 r. kandydował na urząd prezesa IPN, ale wątpliwe informacje na jego temat w aktach SB uniemożliwiły mu kandydowanie. Sąd oczyścił go potem z zarzutu współpracy z SB. Nie mówił o tym wiele, ale wiadomo było, że ciężko przeżył te zarzuty.

W ostatnich latach zajmował się szczególnie intensywnie nie tylko szukaniem miejsc pochówku Polaków w krajach b. ZSRR, ale też - o czym mało kto wiedział - opieką nad setkami polskich cmentarzy w Europie Zachodniej i świecie. Wspominał, że także tam nie jest łatwo, gdy musi negocjować, powiedzmy, z władzami jakiegoś miasteczka w Niemczech to, kto ma partycypować w kosztach utrzymania kilkunastu grobów na miejscowym cmentarzu, gdzie pochowano polskich robotników przymusowych.

Był człowiekiem dużej wiedzy, kompetencji i umiejętności. Był też człowiekiem po prostu dobrym, uważnym. Za pomnikami starał się widzieć człowieka: tego z przeszłości i tego dzisiaj. Starał się zrozumieć różne wrażliwości. Bywał stanowczy. Miał jasny cel: ochronienie polskiej pamięci, odkrycie prawdy ukrytej lub zapomnianej przez dziesięciolecia, danie ludziom odpowiedzi i poczucia ulgi. Bo tak jest, że czasem pomnik czy nagrobna płyta pozwala żyjącym na ulgę, na poczucie zrozumienia i bezpieczeństwa.

Można by wymieniać jego zasługi czy instytucje zajmujące się pamięcią, w których władzach zasiadał i które wspierał, odznaczenia, osiągnięcia. To wszystko jednak nie zmienia faktu, że był mądrym człowiekiem, który uśmiechał się nawet, gdy był zmęczony. Tak go zapamiętam z ostatniej rozmowy tuż przed obchodami katyńskimi, którym poświęcał ostatnio wszystko.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 16/2010