Już w 1946 r., wspólnie z Wojciechem Jerzym Hasem, zrealizował dokument "Ulica Brzozowa". Tworzył filmy, był założycielem i kierownikiem artystycznym Zespołu Filmowego "Tor". Jako reżyser najlepszy był wtedy, gdy twórczo pomagali mu wytrawni scenarzyści: sławny brat, Tadeusz, albo Kornel Filipowicz. Scenarzysta "Wolnego miasta" i "Westerplatte", Jan Józef Szczepański opowiadał mi, że już podczas pierwszego spotkania odnalazł w młodym wówczas filmowcu prawdziwie lojalnego przyjaciela. Z rzędu tych "na całe życie". Aspekt wierności najbardziej fascynuje w "Westerplatte": niezwykłym poszukiwaniu prawdy o siedmiu dniach września 1939 r.; ale tak, żeby była to prawda uniwersalna, a zarazem jednostkowa, podana w sposób daleki od hurapatriotycznych przerysowań.
Autor "Westerplatte" to także odkrywca aktorskich talentów, zazwyczaj zresztą kojarzonych niemal wyłącznie z jego nazwiskiem: Wanda Łuczycka, Kazimierz Rudzki, Barbara Horawianka, Hanna Mikuć. Choć właśnie w kinie Stanisława Różewicza debiutowali niegdyś Marta Lipińska ("Głos z tamtego świata"), Jerzy Radziwiłowicz ("Drzwi w murze") czy młodziutki Piotr Fronczewski ("Wolne miasto").
Nie znosił popisów. Siła jego kina wynikała z subtelności zderzonej z intelektualną precyzją, rzetelną dokumentacją historyczną, dopracowanym scenariuszem. Wszystkie filmy Różewicza prezentują w gruncie rzeczy ten sam mechanizm. Pospolici bohaterowie zostają postawieni wobec sytuacji, która ich przerasta, której usiłują sprostać - ale bez histerii, bez patosu. Bo życie nie wymaga od nas koturnu, a śmierć i tak jest tajemnicą.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















