Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Sprawa księdza Stryczka

Sprawa księdza Stryczka

24.09.2018
Czyta się kilka minut
Zagrożeniem dla wizerunku organizacji pozarządowych nie są „źli dziennikarze”, którzy ujawniają ich patologie, ale stereotypy dotyczące ich działalności.
Gala podsumowująca Szlachetną Paczkę. Kraków, styczeń 2016 r. JAKUB PORZYCKI / AGENCJA GAZETA
J

Jeśli przyjąć, że zdarzenia opisane w artykule Onetu przez kilkanaścioro – w tym czworo pod nazwiskiem – byłych pracowników Stowarzyszenia Wiosna ks. Jacka Stryczka są zgodne z prawdą, w organizacji tej dochodziło do mobbingu na masową skalę. Mobbingu, a mówiąc wprost: psychicznego znęcania się nad pracownikami przez duchownego. Warto to zaznaczyć, pozostając do momentu wyjaśnienia sprawy w trybie warunkowym: jeśli te historie są zgodne z rzeczywistością, nie chodzi o epizody mobbingu – raczej o przemoc jako świadomą, przyjętą przez byłego już szefa Stowarzyszenia (kilka dni temu ks. Stryczek podał się do dymisji) metodę zarządzania ludźmi. Przeraża w tekście Janusza Schwertnera nie tylko skala zjawiska oraz jego konsekwencji (załamania nerwowe, depresje), ale też pojawiający się w nim refren: pogarda dla przejawów słabości, swoisty kult siły, będącej jedynym gwarantem utrzymania nie tylko pracy, ale i psychicznej równowagi.

Rację mają komentatorzy podkreślający prawo ks. Stryczka do obrony (choć idą o krok za daleko sugerując, że odbył się medialny lincz na duchownym; by zdać sobie sprawę z absurdalności tego zarzutu, wystarczy myślowy eksperyment: dziennikarz wysłuchuje opowieści o mobbingu w słynnym stowarzyszeniu, a następnie chowa to do szuflady…). Ks. Stryczek zresztą z tego prawa skorzystał, i to kilkukrotnie. Zarówno w jego wypowiedziach, jak i tekstach osób próbujących stanąć w jego obronie powtarza się kilka tez bądź sugestii, które warto zweryfikować: że mamy do czynienia ze „słowem przeciw słowu” (raczej słowem przeciw wielu słowom; a i to nie zawsze: dziennikarz Onetu cytuje też np. e-mail od przedstawiciela Wiosny, w którym redakcja jest szantażowana); że zeznania byłych pracowników Stowarzyszenia to „tylko opowieści i opinie” (znajdziemy w tekście także konkretne sceny i zdarzenia, których prawdziwość ks. Stryczek zresztą podważa); że termin publikacji tekstu jest nieprzypadkowy, bo zbiega się z premierą filmu „Kler” (to ulubiony zarzut wobec każdego dziennikarza ujawniającego dowolną patologię w Polsce); że byli pracownicy zwierzyli się dziennikarzowi, zamiast wcześniej organom ścigania (zarzutu tego nie postawi nikt, kto cokolwiek wie o mechanizmach psychologicznych przemocy). Sprawę będą wyjaśniać tak kuria, jak i prokuratura. Ale afera wokół Wiosny ma znacznie szerszy wymiar.

Wiele już powiedziano o tym, iż niezależnie od rozstrzygnięć dotyczących ks. Stryczka nie wolno podważyć dorobku dowodzonej przez duchownego i organizowanej rękami entuzjastów Szlachetnej Paczki (ale też np. jej siostrzanego projektu, czyli pomagającej tysiącom dzieci z zagrożonych rodzin w odniesieniu edukacyjnego sukcesu Akademii Przyszłości). Jest też inne ryzyko: że afera umocni stereotyp organizacji pozarządowych zepsutych jakoby przez „zły świat biznesu”; że głównym źródłem patologii w NGO-sach jest ich profesjonalizacja na korporacyjną modłę (o tym, że filantropia łączy się z pieniędzmi, np. na pensje dla pracowników, pisze na kolejnych stronach Szymon Hołownia). Bywa odwrotnie: to organizacje pożytku publicznego czerpią z dobrych – również antymobbingowych – wzorców wypracowanych przez firmy. Z korzyścią dla siebie i dla tych, którym pomagają.

Byłoby fatalnie, gdyby – ujawniona jak najsłuszniej przez dziennikarzy Onetu – sprawa domniemanego mobbingu w Wiośnie zatopiła bądź podtopiła nie tylko ją samą, ale też wiele innych inicjatyw. ©℗

Czytaj także:

Optymalizacja alokacji miłosierdzia - felieton Szymona Hołowni o sprawie księdza Stryczka

Nigdy się nie cofam - Przemysław Wilczyński o księdzu Stryczku wiosną 2016 r.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Przemysław Wilczyński / Fot. Grażyna Makara
Dziennikarz działu krajowego „Tygodnika Powszechnego”, specjalizuje się w tematyce społecznej i edukacyjnej. Jest laureatem Nagrody im. Barbary N. Łopieńskiej i – wraz z Bartkiem Dobrochem...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

by się domyślić, że w tzw. "stanie kapłańskim" osobniki zrównoważone, o średnio statystycznym spektrum cech osobowościowych, krótko mówiąc i potocznie n o r m a l n e, muszą stanowić wyjątki, skromny odsetek - taka proszę Państwa uroda tego zawodu i specyfika motywatorów, preferencje "łowców talentów" dopełniają dzieła rozpaczy - odchylenia idą w różne strony, w tym przypadku wylały się poza wrota plebanii no i stąd ta cała historia, tak myślę

...nauczanie Ewangelii. Inne formy "aktywności" osoby konsekrowanej, są jedynie dodatkiem do tego rdzenia posługi duchowej i winny być jego uzupełnieniem,a przynajmniej nie kolidować z ewangelizacyjną istotą. Wszyscy podlegamy "marności tego świata" i w mniejszym lub wiekszym stopniu wszyscy "gonimy za wiatrem" w tym życiu, napędzani swymi egotycznymi mirażami, którym często nadajemy rangę boskości. I jakże często swojej aktywności inspirowanej nieokiełzanym narcyzmem, nadajemy rangę "zbożnych dzieł". To problem, z którym zmagamy się indywidualnie na drodze osobistego nawrócenia, a na gruncie wspólnoty-w budowaniu rzeczywistej cywilizacji(wspólnoty istot rozumnych) w formule Kościoła Powszechnego odniesionego do Jezusa Chrystusa Syna Bożego Odkupiciela, który złożył(składa) "ofiarę pełną i czystą dla pojednania ludzi z Bogiem". Do tej ofiary nawiązuje kapłaństwo-także ofiarne "zwykłością" posługi sakramentalnej i katechetycznej. Gdy teką "szarą" pracę ewangelizacyjną, ten i ów duchowny chce urozmaicić efektownymi "dziełami", to wcześniej czy później pojawia się problem sekowania wspólnoty, która traci jedność ducha w Chrystusie i ofiarności na rzecz prawdziwego Dobra.

Mam wrażenie, że w każdej sytuacji, w której poddajemy ocenom działania osób duchownych, dochodzi do przejaskrawień. Jak sądzę w dużej mierze przyczyną tego stanu jest to, że podchodząc do oceny osoby duchownej zaczynamy ja traktować nie tak jak należy. Chodzi mi o to, że w wielu sytuacjach (prawie zawsze) patrząc na duchownego widzimy w nim osobę bliską Bogu. W tym momencie następują dwie ścieżki: jedna wybaczająca wszystko, i druga poddająca zdecydowanie bardziej surowej ocenie. Tymczasem jest ona tak samo bliska Bogu jak każdy z nas. Popełnia takie same grzechy, jest tak samo ułomna. Wszyscy - i duchowni i świeccy, którzy w ten sposób podchodzą do duchownych robią de facto krzywdę całemu kościołowi, zwłaszcza, że wśród wielu w tym wierzących panuje przekonanie, że Kościół to duchowni a pozostali to tylko taki dodatek.

n a p u s z o n e g o jak paw, z nosem w górę zadartym i traktującego z wyższością świeckich wokół siebie osobnika - tak generalnie mają księża, od ledwie opierzonych kleryków po rozdętych, leciwych biskupów - i pewnie by się ich tak nie czepiano, nawet jeśli natężenie dewiacji i bezeceństw w tej grupie jest powyżej średniej, gdyby się oni sami nad innych nie wynosili

Ta historia przypomina mi jako zywo dzieje Monaru i Marka Kotańskiego. Tez się znaleźli tacy, którym Kotański nie pasował, zarzucano mu rozmaite rzeczy, autorytaryzm także. Podobnie jest z nagonka na Owsiaka. Zwykle ludzie, którzy sa w stanie cos dobrego zrobić dla innych i wykazują się przy tym wielka determinacją i bezwzglednoscia, miewają trudny charakter. Jedni współpracownicy sa w stanie to łyknąć, inne "mimozy" wpadają w depresję zamiast po prostu przerwac współpracę i zająć się czyms innym

dorzucę Matkę Teresę - też wiele miała za uszami - no ale niby czemu mielibyśmy nie piętnować negatywnych zachowań? Kto wychodzi na świecznik m u s i się liczyć z tym, że się mu będa przyglądać. Owsiak akurat oskarżany był w kwestiach finansowych i się z nich dokładnie i co do grosza wytłumaczył, nie widzę natomiast powodu, by pomiatających ludźmi rozgrzeszać tylko dlatego, że komuś innemu pomagają - mnie akurat to, co Pani pisze przypomina niedawne rozmowy z parą starszych Niemców, ona rocznik 1934, z Opolszczyzny, wyemigrowała z mężem do RFN w latach '70-tych - mówiła tak: "moja mama zawsze powtarzała, że Hitler był bardzo dobry dla dzieci i dużo dla nich robił"

Z tego, co wiem, to został wezwany przez sąd do dostarczenia brakujących dokumentów księgowych i nigdy ich nie dostarczył. Sprawa pozostała niejako w zawieszeniu i nikomu nie chce się do niej wracać.

wiem

lWY TEZ KOCHAJA SWOJE DZIECI::NIE MAJA JEDNAK PROBLEMOW USMIERCIC INNE
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]