Grupa “E-3" - trzy rządy europejskie: brytyjski, francuski i niemiecki - negocjuje więc z Hassanem Rohanim, sekretarzem irańskiej Narodowej Rady Bezpieczeństwa, oferując wsparcie technologiczne, jeśli tylko Iran zatrzyma swój program nuklearny. Oczywiście negocjacje nie przebiegają bez komplikacji. Biorąc pod uwagę, że możliwe jest zastosowanie procesów nuklearnych również do celów cywilnych - badań lub wytwarzania energii elektrycznej - nie bardzo wiadomo, które dokładnie obiekty Iran miałby zamknąć. Nie wiadomo też, w jaki sposób uzgodnienia miałyby być nadzorowane i przez kogo. “E-3" chce, by w Iraku na stałe pozostawali jej inspektorzy, i aby mieli prawo składać niezapowiedziane wizyty, kiedy tylko zechcą. Rohani proponuje, aby inspekcje przeprowadzała Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej (IAEA) - ta sama, którą Iran z łatwością przechytrzał aż do ujawnienia w sierpniu 2002 r. budowy tajnych zakładów w Arak i Natanz. Jednak od chwili, gdy inspektorzy IAEA wylecą z Wiednia, do momentu, gdy dotrą do konkretnych miejsc w Iranie, niemal wszystko można ukryć - nawet gdyby wizyty były niezapowiedziane.
Administracja George’a W. Busha twierdzi, że władcy Iranu oszukiwali i zostali na tym przyłapani - a później sami ogłosili stworzenie zakładu produkcji tzw. ciężkiej wody w Arak i zakładu z wirówkami do wzbogacania uranu w Natanz (po czym natychmiast, z niezwykłą bezczelnością, poprosili o zaprzestanie śledztwa, bo przecież są tak bardzo uczciwi...). Dlatego Amerykanie chcą, by IAEA uznała, że Iran złamał prawo i skierowała sprawę do Rady Bezpieczeństwa NZ, aby ta wymierzyła odpowiednią karę - tak, jak określają to stosowne przepisy.
Wydaje się zatem, że Biały Dom znów nie zgadza się z Europejczykami, i że tym razem nie ma po swej stronie nawet Brytyjczyków. Co gorsze, w powietrzu wisi bezpośredni konflikt: z Waszyngtonu wyciekła informacja, że trwają prace nad planami uderzenia z powietrza, którego celem miałyby być główne instalacje w Arak, Natanz i innych miejscach. I tak, podczas gdy Europejczycy usiłują przekonać stronę irańską do rozsądnego postępowania, Amerykanie znów psują wszystko swymi groźbami. Tak to może wyglądać: jako kolejna kłótnia w euroatlantyckiej “rodzinie", nawet poważniejsza niż ta dotycząca Iraku.
Ale w rzeczywistości jest inaczej. Fundamentalistyczni duchowni, którzy rządzą Iranem zza pleców bezsilnego, wyłonionego w drodze wyborów prezydenta Chatamiego, w swoim przekonaniu są najsprytniejszymi i najbardziej przebiegłymi ludźmi na planecie. To dlatego z całkowitą pewnością mówią wszystkim w Iranie, co mają nosić i myśleć. W takim samym duchu Rohani - będący równocześnie hojjatoleslamem [dosłownie “świadek islamu"; jeden z tytułów duchowieństwa w islamie, przedstawiciel średniej rangi w hierarchii duchownych szyickich - red.] - negocjuje z Europejczykami: wciąż oferuje gwarancje, które nie mogą niczego zagwarantować, za każdym razem myśląc, że jego rozmówcy wpadną w zastawioną pułapkę.
Rohani uroczyście deklaruje, że Iran chce tylko produkować elektryczność, ale chwilę później twierdzi z uporem, że jego kraj - w przeciwieństwie do reszty państw posiadających reaktory jądrowe - musi utrzymywać pełny cykl dostarczania paliwa do reaktorów i nie może wyłączyć wszystkich niezbędnych do tego wirówek (tłumacząc te techniczne zawiłości na prosty język oznacza to, że Iran chce posiadać pełne możliwości techniczne nie tylko do produkcji energii, ale także do produkcji uranu nadającego się do bomb atomowych). I tylko jedna rzecz zmusza fundamentalistów do dania prawdziwych gwarancji: za oferującymi marchewki Europejczykami stoją Stany Zjednoczone z kijem w ręku.
Między Amerykanami a Europejczykami nie ma więc żadnych nieporozumień czy kłótni. To praca zespołowa, która może - i powinna - sprawić, że Iran zatrzyma swój program zbrojeń. I że naloty nie będą potrzebne.
Przełożył MF
EDWARD N. LUTTWAK jest amerykańskim politologiem, doradcą w Centrum Badań Strategicznych i Międzynarodowych w Waszyngtonie. Autor wielu książek o polityce międzynarodowej. Stale współpracuje z “TP".
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















