Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Spontaniczność nie spada z nieba

Spontaniczność nie spada z nieba

24.05.2011
Czyta się kilka minut
Abp Damian Zimoń: Zapominamy dziś o społecznym podłożu powstań. Tymczasem to również fakt, że powstańcy walczyli o sprawy ważne dla ich rodzin, sprawiał, że tak ochoczo szli na śląskie barykady. Rozmawiał Marcin Żyła
A

Abp Damian Zimoń: Na początek uwaga. We wstępie do pierwszego dodatku powstańczego "TP" przeczytałem o dwóch warstwach Śląska: polskiej i niemieckiej. A przecież jest jeszcze trzecia, jakże ważna - morawsko-czeska! Czechy były na Górnym Śląsku obecne od zawsze. Obraz Matki Bożej Piekarskiej stał się znany za sprawą prezentacji w Pradze i Hradec Králové pod koniec XVII wieku...

Marcin Żyła: Polityka i historia sprawiła jednak, że mówi się przede wszystkim o śląskich Niemcach.

W latach słusznie minionych komuniści tak wspominali o historii Śląska, aby wrogiem uczynić Niemców. Dzisiaj ich język przejęli niektórzy politycy. To wszystko jest jednak śmiechu warte: wszystkie te twierdzenia, że Niemcy chcieliby dziś panować na Górnym Śląsku. Komu na tym mogłoby zależeć? Byłem członkiem polsko-niemieckiej komisji biskupów i wiem, że w Niemczech panuje dziś zupełnie inna atmosfera. Ciągle słychać tam echa słynnego "przebaczamy i prosimy o przebaczenie", które zresztą było w dużej mierze dziełem biskupów ze Śląska, przede wszystkim późniejszego kardynała Bolesława Kominka.

Nie widzę żadnego niebezpieczeństwa niemieckiego na Górnym Śląsku. Przeciwnie: uważam, że należy mówić o wspólnej historii. Śląskie miasta - w tym Katowice - powstały przecież w dużym stopniu dzięki Niemcom.

Co, oprócz polskiego odrodzenia narodowego, przyczyniło się do wybuchu powstań śląskich?

Mówi się, że powstania były spontaniczne. Lecz spontaniczność nie spada z nieba. Polską świadomość narodową, na długo przed rokiem 1919, krzewili na Górnym Śląsku księża. Kościół modlił się po polsku. Widząc to, nawet niektórzy duchowni niemieccy wprowadzali na nowo polszczyznę do szkół. Zofia Kossak-Szczucka opisuje, jak to biskup Bernard Bogedain, w połowie XIX wieku sufragan wrocławski, przekonał się o polskości tych terenów, gdy wizytował wieś, której wszyscy mieszkańcy umarli na zarazę, bo napis z informacją, gdzie należy się starać o żywność, wisiał tam tylko po niemiecku. To właśnie on "nawrócił" na polskość Karola Miarkę, nauczyciela w Pielgrzymowicach, który stał się potem znanym działaczem społecznym. Zaś ksiądz Jan Alojzy Ficek wzniósł w tym samym czasie w Piekarach Śląskich piękną bazylikę, rozsławił tamtejszy obraz, wydawał książki po polsku.

Powstania śląskie miały odmienny charakter niż polskie powstania narodowe w XIX wieku. Niemcy - z przerwą w czasach Kulturkampfu - w mniejszym czy większym stopniu zezwalali jednak na funkcjonowanie polskiej kultury. Pamiętajmy też, że Górny Śląsk nie był pod zaborami w dosłownym tego słowa znaczeniu - tereny te należały do Niemiec już od czasów Kazimierza Wielkiego. Mimo to mieszkańcy wschodniej części Śląska zawsze pielgrzymowali na Jasną Górę i studiowali w Krakowie.

Jak ocenia Ksiądz Arcybiskup stan pamięci o powstaniach śląskich? Podobnie jak w przypadku powstania warszawskiego, była ona przez wiele lat fałszowana, na Górnym Śląsku miała jednak jeszcze jeden, regionalny wymiar.

Komuniści wiele sobie po Śląsku obiecywali. Nie przewidzieli jednak tego, że klasa robotnicza, na którą liczyli, sama ich w końcu pozbawi władzy. To między innymi dlatego przez lata prawda o powstaniach śląskich była zakłamana. O Wojciechu Korfantym prawie nie mówiono, bo był za bardzo katolicki. Już w czasie wolnej Polski poproszono mnie o poświęcenie jego pomnika na placu Sejmu Śląskiego. Na uroczystość przyszło niewiele osób - bo pamięć o dyktatorze III powstania śląskiego trzeba wciąż odgrzebywać z popiołów. Należy mówić o tym, że chęć walki o polskość nie wzięła się z niczego, że odgrywało w tym rolę podłoże religijne: księża, język, modlitewniki i podręczniki liturgiczne wydawane po polsku.

Była to nie tylko walka o wolność, ale i o postulaty społeczne. Starciem jakich racji były powstania śląskie?

Niemcy nie dopuszczali Polaków do wyższych stanowisk, ludność traktowali jako ludzi do pracy. Nie było szkół średnich z nauczaniem po polsku - pierwszą taką zorganizował w Bytomiu Józef Szafranek pod koniec XIX wieku. Według naszych dzisiejszych koncepcji był to brak integralnego rozwoju. Stąd powstania miały charakter narodowościowy, religijny i społeczny.

Zapominamy dziś o tym trzecim, społecznym podłożu powstań. Tymczasem to również fakt, że powstańcy walczyli o sprawy ważne dla ich rodzin, sprawiał, że tak ochoczo szli na śląskie barykady - to były jednak tysiące ludzi! Niektóre środowiska na Śląsku apelowały kilka tygodni temu o dotację na powołanie Muzeum Powstań Śląskich, które pokazywałoby, zwłaszcza młodym, tamte wydarzenia i przy okazji opowiadało o historii Śląska. Byłaby to dobra praca nad tożsamością regionu.

Dla powstańców ta Polska zawsze była na Śląsku w pewnym sensie wyśniona. Potem, oczywiście, na tym się zawiedziono, gdy Warszawa przysłała tu wojewodę Michała Grażyńskiego, który niepotrzebnie walczył z Korfantym.

Został do Polski z tamtego czasu uraz?

Wśród wielu starszych osób na pewno tak. Zadra z lat międzywojennych stępiała później tęsknotę za wolną i sprawiedliwą Polską. Ale dzisiejsza młodzież nie zawsze wie, o co chodzi. Młodzi Ślązacy często nie zdają sobie sprawy z tego, że Korfanty był więziony, wyrzucony z Polski, że musiał się schronić w Czechach. Owszem, Piłsudski doceniał Śląsk, lubił powtarzać, że Polska jest jak obwarzanek - na obrzeżach najciekawsza. Ale Polska potrzebowała przemysłu. To dlatego Śląsk otrzymał autonomię.

Czy Górny Śląsk jest w Polsce rozumiany?

Nie jest z tym najlepiej, między innymi dlatego, że uniwersytet w Katowicach powstał dopiero w 1968 roku. Mamy na nim wydział teologiczny - to również dowód na to, że Kościół śląski chce mieć własną tożsamość, opartą na kategoriach typowych dla regionu: szacunku dla rodziny, pamięci tradycji oraz etosie pracy. Wrocławska tradycja Kościoła, zawsze bardzo zaangażowanego pastoralnie i społecznie, której ciągłość na Dolnym Śląsku ucierpiała na skutek wymiany ludności, jest dziś najbardziej obecna w Kościele katowickim. My dobrze czujemy się w Polsce i w Europie. Nigdy nie było u nas żadnej untyunijnej fobii. Nie ma u nas takich "hurrapatriotów" jak w innych częściach kraju - na rzeczywistość patrzymy nieco spokojniej.

Czy gdy podróżuje Ksiądz Arcybiskup do Warszawy, na przykład na spotkania Episkopatu, to zauważa te różnice regionalne?

Czuję pewną inność. Akurat w Episkopacie odmienności regionalne są dobrze reprezentowane. Dzielimy się swoją tożsamością, po ponad dziewięćdziesięciu latach zauważamy wciąż wpływ Prus na Wielkopolskę i Śląsk, Austrii na południe Polski oraz Rosji na jej wschodnią część. Mnie to jednak nigdy nie przeszkadzało.

Górny Śląsk jest swoistym poligonem nauki społecznej Watykanu. Jak ważny jest ten wymiar działalności lokalnego Kościoła?

Za zaangażowanie w sprawy społeczne cenił nas kardynał Karol Wojtyła. To dlatego co roku chciał być w Piekarach Śląskich. Kościół katowicki jest zorientowany na biednych. Na Śląsku zawsze było dużo biedy poprzemysłowej. Podglebiem wielu zdarzeń na Śląsku był społeczny wymiar życia. Przypominali go księża i społecznicy, wielu z nich zginęło w czasie II wojny światowej w Dachau. Setki księży było prześladowanych za polskość. Biskup Stanisław Adamski, który przyszedł do nas z Poznania, był stąd wyrzucany dwukrotnie: przez Hitlera za polskość, a przez Bolesława Bieruta za zaangażowanie społeczne, które bardzo komunistom przeszkadzało. Nie chcieli, aby Kościół był obecny w umysłach ludzi. Potem chciał to sobie przywłaszczyć Edward Gierek, ale wszyscy wiemy, jak to się skończyło...

To z Gierkiem Kościół walczył o dusze Górnego Śląska...

Gierek nie pochodził stąd, nikt nie nazywał go Ślązakiem. Kardynał Stefan Wyszyński miał do niego pewien szacunek, bo jednak podróżował po Zachodzie, znał francuski, powołał w Katowicach uniwersytet i, przede wszystkim, doprowadził do pielgrzymki Jana Pawła II w 1979 roku. Kiedy już chorował, zaprosił mnie do szpitala. Powiedział mi przed śmiercią: "Niech ksiądz biskup broni robotników!". Także Gierek do tego doszedł, że Kościół ma w tej kwestii dużo do powiedzenia.

Komuniści w pewnym sensie bali się Śląska. Kiedy w Polsce zaczęły się przemiany w 1981 roku? Gdy zaczęło strajkować Jastrzębie - to była ta "kropka nad i"!

Dzisiaj Śląsk jest pod wieloma względami najszybciej rozwijającym się regionem kraju. Ale i rozwarstwienie społeczne jest tu największe. Obok wielu bardzo bogatych ludzi, żyje tu coraz więcej wyjątkowo ubogich. Co na to Kościół?

Kilkanaście lat temu zaangażowaliśmy się w sprawę bezrobocia. Dziesięć lat temu napisałem list pasterski w tej sprawie - był to chyba pierwszy taki dokument w polskim Kościele. W 2002 roku ukazała się moja książka poświęcona temu problemowi. Przyglądamy się temu. Kościół jest zaangażowany w tej materii na wiele sposobów. Nasza diecezjalna Caritas jest jedną z najlepiej zorganizowanych w Polsce. Liczy prawie półtora tysiąca pracowników.

W uprzemysłowionych regionach na Zachodzie ludzie ciężkiej pracy odchodzili od wiary - także na skutek błędów samego Kościoła. Tutaj nie ma rozziewu między religią a ludźmi pracy. Stale tworzymy nowe parafie, bo widać, że we wspólnotach parafialnych ludzie są coraz bardziej zaangażowani. W ten sposób stają się też świadomymi, społecznie zaangażowanymi obywatelami państwa. Opiekujemy się ofiarami wypadków przy pracy. Niektórzy giną w kopalniach. Nikt jednak nie mówi o tych, którzy na skutek mniejszych szkód stają się inwalidami. W niektórych miastach mamy też do czynienia z biedą dziedziczną.

12 maja odebrał Ksiądz Arcybiskup tytuł honorowego obywatela Katowic. I mówił, używając rzadkich w polskim Kościele słów, o przyszłości, rozwoju miasta i regionu, apelując o to, aby ten rozwój był wszechstronny i harmonijny.

Katowice starają się o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury w 2016 roku. W publikacjach z tym związanych, a także w dokumentach Unii Europejskiej, które czytałem, jest stale mowa o tym, że rozwój powinien być zrównoważony. Ja zaś apeluję jednak o rozwój integralny, taki, w którym ważną rolę odgrywają też duchowe potrzeby człowieka. Jest on "wydobyty" z encyklik Jana Pawła II, na przykład z "Sollicitudo rei socialis", oraz z "Caritas in veritate" Benedykta XVI. Ważne są dla nas nie tylko stadiony i szpitale, ale i kościoły.

W ubiegłym roku uczestniczył Ksiądz Arcybiskup w Sosnowcu w dyskusji dotyczącej odpadów komunalnych. Jak ważna jest dla Kościoła ochrona środowiska?

Już w 1986 roku, na ustanowiony wtedy przez Jana Pawła II dzień świętego Franciszka, jako pierwszy biskup w Polsce, wydałem list pasterski o ekologii. Zostałem zresztą publicznie za to upomniany przez Jaruzelskiego, który grzmiał, że nie potrzebuje żadnych doradców z ambony. A stan środowiska naturalnego w latach 80. był na Śląsku katastrofalny. Nie było żadnych przepisów, które regulowałyby emisję zanieczyszczeń. Fabryki, kopalnie i huty robiły, co chciały. Tamten mój list zrobił chyba duże wrażenie, dotyczył spraw, które były ważne dla ludzi. Przetłumaczono go na kilka języków.

Na Górnym Śląsku ksiądz jest bliski ludziom pracy, nie ma dużego antyklerykalizmu. Kiedyś właścicielami przemysłowymi byli tu Niemcy, do których księdzu było dość daleko - ksiądz zawsze stawał więc po stronie ludzi. Po drugie, dość wcześnie, dzięki księżom kształconym we wrocławskim seminarium, mieliśmy kontakt z encykliką "Rerum novarum". Społeczne myślenie było w naszym Kościele o wiele większe niż na przykład na wschodzie Polski. Tu nigdy nie było pana i plebana.

ABP DAMIAN ZIMOŃ od 1985 roku jest biskupem katowickim, członkiem m.in. Komisji ds. Ekumenizmu Konferencji Episkopatu Polski. W 2007 r., w uznaniu wkładu w kulturę Śląska, otrzymał od Uniwersytetu Śląskiego tytuł doktora honoris causa.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]