Spoiwo

Czyta się kilka minut

Odejście Czesława Miłosza było w pewnym sensie spodziewane, stał już przecież na progu dziewięćdziesiątego czwartego roku życia, ale jest to strata niepowetowana. Razem z nim odchodzi nie tylko świetny poeta, noblista, ale też ostatni chyba pisarz, który pamiętał i powstanie II Rzeczypospolitej, i Polskę przedwojenną. Nikt równie głęboko nie potrafił sięgać w przeszłość, by spoić ją z dniem dzisiejszym.

Niemal do ostatnich swoich dni w “Tygodniku Powszechnym" zamieszczał bardzo cenne teksty. Czytając jedną z ostatnich “Spiżarni literackich", w której powracał do Wilna, czułem już, że to jest pożegnanie, a gdy rubryka Miłosza przestała pojawiać się w “Tygodniku", odczułem to jako duchową jego śmierć. Każdemu jednak można życzyć, żeby do śmierci dochodził z tak jasnym i tak pełnym sprawności umysłem.

Bywał czasami celem niezbyt rozsądnych uwag, bo też długowiecznością swoją wystawiał na próbę niejednego z tak zwanych pięknych dwudziestoletnich. Młodym, co zrozumiałe, wydaje się, że starsi powinni odchodzić, by nie zajmować niepotrzebnie miejsca. Ale miejsce, które piastował Miłosz, jest naprawdę nie do zapełnienia. W jednym z ostatnich tekstów napisał o wierszu Lechonia, który, o dziwo, czytając kiedyś Lechonia przepatrzyłem: “Powstałem nagi z mego snu...". To było dla mnie zdumiewające odkrycie, które mi otwarło oczy i na Lechonia, i na odkrywcę, to znaczy Miłosza.

Teraz, kiedy dzieło Miłosza jest już zamknięte, pojawią się fachowcy lepsi ode mnie, by dokonać podsumowania i zbilansowania jego długiego żywota. Dopiero po niemałym odstępie czasu będzie można poznać całokształt jego pracy duchowej. Trochę jak z wielkimi górami, których nie można objąć całkującym spojrzeniem, kiedy się stoi u ich podnóża; dopiero z odległości klarowniej rysuje się na tle nieba zarys górskiego masywu.

Powroty do poszczególnych etapów jego twórczości poetyckiej to już rzecz indywidualna. Miłosz z wielu źródeł pił, zmieniał style i rejestry, w takich wierszach jak “Poeta pamięta" dochodził nawet do granicy publicystyki poetyckiej. “Co czynisz na gruzach katedry / Świętego Jana, poeto?" - pytał sam siebie. “Przysięgałeś, że nigdy nie będziesz / Płaczką żałobną" - ale wiersze z “Ocalenia" były silnie uwarunkowane doświadczeniem wojny. Jego los był losem nieprzeciętnego bardzo, ale jednak polskiego pisarza i poety. I on musiał przejść przez epoki łamiących się i miażdżonych przez demona historii ustrojów i granic.

Opowiadał, niczego nie ukrywając, o najtrudniejszym okresie swojego życia, kiedy stał się uchodźcą z Polski i kiedy dotykały go rozmaite podejrzenia i inwektywy, a on sam, targany gniewem sprawiedliwym, sprawiał sporo przykrości Giedroyciowi jako gospodarzowi w Maisons-Laffitte. Wydobył się jednak na powierzchnię, jak świetny pływak, i doniósł do nas, do naszych dni, pałeczkę sztafetową, odchodząc akurat w chwili, kiedy się rozpoczęły igrzyska olimpijskie.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 34/2004

Artykuł pochodzi z dodatku Czesław Miłosz (1911-2004)