Reklama

Spoiwo

Spoiwo

22.08.2004
Czyta się kilka minut
O

Odejście Czesława Miłosza było w pewnym sensie spodziewane, stał już przecież na progu dziewięćdziesiątego czwartego roku życia, ale jest to strata niepowetowana. Razem z nim odchodzi nie tylko świetny poeta, noblista, ale też ostatni chyba pisarz, który pamiętał i powstanie II Rzeczypospolitej, i Polskę przedwojenną. Nikt równie głęboko nie potrafił sięgać w przeszłość, by spoić ją z dniem dzisiejszym.

Niemal do ostatnich swoich dni w “Tygodniku Powszechnym" zamieszczał bardzo cenne teksty. Czytając jedną z ostatnich “Spiżarni literackich", w której powracał do Wilna, czułem już, że to jest pożegnanie, a gdy rubryka Miłosza przestała pojawiać się w “Tygodniku", odczułem to jako duchową jego śmierć. Każdemu jednak można życzyć, żeby do śmierci dochodził z tak jasnym i tak pełnym sprawności umysłem.

Bywał czasami celem niezbyt rozsądnych uwag, bo też długowiecznością swoją wystawiał na próbę niejednego z tak zwanych pięknych dwudziestoletnich. Młodym, co zrozumiałe, wydaje się, że starsi powinni odchodzić, by nie zajmować niepotrzebnie miejsca. Ale miejsce, które piastował Miłosz, jest naprawdę nie do zapełnienia. W jednym z ostatnich tekstów napisał o wierszu Lechonia, który, o dziwo, czytając kiedyś Lechonia przepatrzyłem: “Powstałem nagi z mego snu...". To było dla mnie zdumiewające odkrycie, które mi otwarło oczy i na Lechonia, i na odkrywcę, to znaczy Miłosza.

Teraz, kiedy dzieło Miłosza jest już zamknięte, pojawią się fachowcy lepsi ode mnie, by dokonać podsumowania i zbilansowania jego długiego żywota. Dopiero po niemałym odstępie czasu będzie można poznać całokształt jego pracy duchowej. Trochę jak z wielkimi górami, których nie można objąć całkującym spojrzeniem, kiedy się stoi u ich podnóża; dopiero z odległości klarowniej rysuje się na tle nieba zarys górskiego masywu.

Powroty do poszczególnych etapów jego twórczości poetyckiej to już rzecz indywidualna. Miłosz z wielu źródeł pił, zmieniał style i rejestry, w takich wierszach jak “Poeta pamięta" dochodził nawet do granicy publicystyki poetyckiej. “Co czynisz na gruzach katedry / Świętego Jana, poeto?" - pytał sam siebie. “Przysięgałeś, że nigdy nie będziesz / Płaczką żałobną" - ale wiersze z “Ocalenia" były silnie uwarunkowane doświadczeniem wojny. Jego los był losem nieprzeciętnego bardzo, ale jednak polskiego pisarza i poety. I on musiał przejść przez epoki łamiących się i miażdżonych przez demona historii ustrojów i granic.

Opowiadał, niczego nie ukrywając, o najtrudniejszym okresie swojego życia, kiedy stał się uchodźcą z Polski i kiedy dotykały go rozmaite podejrzenia i inwektywy, a on sam, targany gniewem sprawiedliwym, sprawiał sporo przykrości Giedroyciowi jako gospodarzowi w Maisons-Laffitte. Wydobył się jednak na powierzchnię, jak świetny pływak, i doniósł do nas, do naszych dni, pałeczkę sztafetową, odchodząc akurat w chwili, kiedy się rozpoczęły igrzyska olimpijskie.

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]