Reklama

Śmierć mistrzów alpinizmu

Śmierć mistrzów alpinizmu

19.04.2019
Czyta się kilka minut
Wielki Tydzień w świecie górskim jest tygodniem fatalnym. Przedstawiciele Parks Canada potwierdzili śmierć trójki poszukiwanych od środy zaginionych alpinistów: Davida Lamy, Hansjörga Auera i Jessa Roskelleya. Zginęli w potężnej lawinie, która najprawdopodobniej we wtorek zeszła w rejonie Howse Peak, w położonym w Górach Skalistych paśmie Waputik.
Hansjörg Auer, Jess Roskelley, David Lama / Fot. Materiały sponsora alpinistów
Hansjörg Auer, Jess Roskelley, David Lama / Fot. Materiały sponsora alpinistów
T

Tyrolczycy Lama i Auer należeli do ekstraklasy alpinistów sportowych. Posiłkując się piłkarskim porównaniem, w tym świecie są to postaci rangi Cristiano Ronaldo i Leo Messiego.

Auer już w młodości, zanim jeszcze zabłysła gwiazda znanego dziś za sprawą oscarowego dokumentu „Free Solo” Alexa Honnolda, zadziwił wspinaczkowy świat przejściem w tytułowym stylu, czyli bez jakiejkolwiek asekuracji, ekstremalnie trudnej Attraverso il Pesce (Drogi przez Rybę) na południowej ścianie Marmolady, najwyższego szczytu Dolomitów. Był nominowany do Złotego Czekana za zdobycie Kunyang Chhish East, szczytu, z którym wiążą się początki historii polskiego himalaizmu, jego główny wierzchołek został bowiem po raz pierwszy zdobyty w 1971 r. przez czterech członków wyprawy pod kierownictwem Andrzeja Zawady (wśród nich był zresztą sam lider). Do 2013 r., gdy na wierzchołku stanęli bracia Hansjörg i Matthias Auerowie oraz Szwajcar Simon Anthamatten, atakowany wcześniej kilkukrotnie przez najsilniejszych wspinaczy (m.in. Polaków Janusza Gołąba i Rafała Sławińskiego), liczący 7400 m Kunyang Chhish East w pakistańskim Karakorum z prawie dwuipółkilometrowej wysokości południowo-wschodnią ścianą był jednym z najwyższych niezdobytych szczytów świata. W tym samym kraju w zeszłym roku 35-letni Auer wspiął się samotnie zachodnią ścianą siedmiotysięcznego Lupghar Sar West. „Od zawsze chciałem dowiedzieć się, jak to jest, być samemu na tak dużej wysokości” – uzasadniał obrany cel, nazywając go także podróżą w głąb siebie.

Także w zeszłym roku samotną wspinaczką zadziwił świat drugi z Austriaków, David Lama. Wspiął się na uznawany za najwyższy dotąd niezdobyty szczyt Himalajów Nepalu, Lunag Ri (6895 m). Trwające trzy lata zmagania młodego alpinisty, syna Austriaczki i Szerpy, z leżącym ponad doliną Rolwaling szczytem należą już do kanonu górskich opowieści, których treść stanowi odwaga, nieustępliwość, braterstwo liny i poszukiwanie samego siebie.

Lama podczas pierwszej wyprawy na szczyt odwiedził wioskę Phablu, w której wychował się jego ojciec, zastając jednak jego dom zrujnowany przez trzęsienie ziemi, które w tym samym 2015 r. nawiedziło Nepal. Wraz z Conradem Ankerem, znakomitym alpinistą z USA, znanym także z odnalezienia na stokach Everestu zwłok George’a Mallory’ego, musieli jednak zawrócić 300 m od wierzchołka po tym, jak popełnili taktyczny błąd. Podczas drugiej próby, rok później, Anker przeszedł atak serca i został przetransportowany helikopterem do szpitala w Katmandu na operację.

Lama odłożył plany o dwa lata, czekając na powrót Ankera do zdrowia. Gdy ten wycofał się z projektu, Tyrolczyk postanowił ukończyć go w pojedynkę. Świat obiegły fantastyczne zdjęcia z drona, przedstawiające samotnego wspinacza, kroczącego powoli, w zwolnionym wysokością tempie, na stanowiący monstrualną skalną ambonę, przypominający dziób górskiego Titanica wierzchołek Lunag Ri.
Zaledwie 28-letni Lama już wcześniej przesuwał granice możliwego, a jego przejścia były kamieniami milowymi w alpinizmie. Zwłaszcza to z 2012 r. na Cerro Torre, uchodzącą za najtrudniejszy szczyt świata, smaganą patagońskimi wiatrami potężną skalną iglicę zwieńczoną śnieżnym grzybem, którą Werner Herzog rozsławił „Krzykiem kamienia”. Z partnerującym mu Peterem Ortnerem Tyrolczyk pokonał wówczas klasycznie Drogę przez Kompresor, nazwaną tak, ponieważ Cesare Maestri po tym, jak zakwestionowano jego wejście na szczyt w 1959 r., powrócił 11 lat później do Patagonii wyposażony w spalinowy kompresor i wiertarkę udarową, nawiercając w ścianie setki otworów na haki. Lama zdobył Cerro Torrę bez żadnych sztucznych ułatwień. Miesięcznik „National Geographic” uhonorował go za to tytułem Podróżnika Roku, ale słynnych przejść tego – nie będzie przesadą powiedzieć – Mozarta wspinaczki było więcej. W młodości Lama dwukrotnie zdobywał mistrzostwo świata juniorów, a jako 16-latek sięgnął po Puchar Świata w boulderingu – odmianie wspinaczki sportowej.


Czytaj także: Bartek Dobroch: Ten trzeci


Trzeci z tragicznie zmarłych wspinaczy to syn innej legendy i pioniera himalaizmu, Johna Roskelleya, również uhonorowanego Złotym Czekanem. Mniej znany w Europie Jess Roskelley był także doświadczonym alpinistą, a na jego liście osiągnięć widnieje m.in. pierwsze kompletne przejście południowej grani Mount Huntington na Alasce. Stając w 2003 r. wraz z ojcem na szczycie Mount Everestu, 20-letni wówczas Jess został jego najmłodszym amerykańskim zdobywcą.

To właśnie ojciec zaalarmował służby ratunkowe, gdy Jess zgodnie z umową nie odezwał się we wtorek. W czwartek, gdy „Tiroler Tageszeitung” podał depeszę o zaginięciu wspinaczy, informując o prowadzonej od środy z udziałem helikoptera akcji ratunkowej oraz o potężnej lawinie, której ślad wypatrzyli ratownicy, wiadomo było, że sytuacja jest najpewniej tragiczna. Wczoraj wieczorem ten sam tygodnik powołując się na służby ratownicze napisał o dostrzeżonych z helikoptera porozrzucanych elementach sprzętu wspinaczkowego oraz wystającym spod śniegu fragmencie ciała. Już samo określenie „potężna lawina w Kanadzie” brzmi zazwyczaj ostatecznie. To nie dżungla, w której zaginieni wracają na łono cywilizacji po tygodniach, nie ocean, na którym rozbitkowie odnajdują się nawet po miesiącach i latach, nawet nie tsunami, które wypluwa czasem nielicznych ocalonych. W przypadku wielkich lawin przychodzi tylko na myśl maksyma autorstwa wybitnego szwajcarskiego lawinoznawcy Wernera Muntera: „Ekspercie – lawina nie wie, że jesteś ekspertem”.

Trudno nawet opisać rozmiary straty, która dosięgła środowisko wspinaczkowe. Kolejnej zresztą w tym roku po tym, jak na Nanga Parbat zginęli Tom Ballard i Daniele Nardi. Trudno przypomnieć sobie we współczesnej historii alpinizmu wypadek, w którym zginęłoby dwóch lub więcej czołowych wspinaczy świata. Trzeba sięgnąć pamięcią aż 30 lat wstecz, gdy w lawinie pod Everestem śmierć poniosło pięciu polskich himalaistów, w tym należący do światowej czołówki Andrzej Zygmunt Heinrich i Eugeniusz Chrobak, albo do maja 1982 r., gdy też na najwyższym szczycie świata zaginęli wspinający się na jednej linie Brytyjczycy Peter Boardman i Joe Tasker.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz od 2002 r. współpracujący z „Tygodnikiem Powszechnym”, autor reportaży, wywiadów, tekstów specjalistycznych o tematyce kulturalnej, społecznej, międzynarodowej, pisze zarówno o...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]