Śmierć dobrego człowieka

Codziennie dojeżdżał ponad 20 km z wioski Baiłowo pod sobór św. Aleksandra Newskiego w Sofii, gdzie siadał i żebrał.
Czyta się kilka minut
 / NIKOLAY DOYCHINOV / AFP / EAST NEWS
/ NIKOLAY DOYCHINOV / AFP / EAST NEWS

Wszystko, co uzbierał, oddawał cerkwiom, klasztorom i ubogim; szacuje się, że w sumie ofiarował ok. 40 tys. euro. Dobri Dobrew, czy też „Dziadzio Dobry”, jak go nazywano, był uznawany świętym za życia. Wybuch bomby podczas II wojny światowej niemal całkowicie pozbawił go słuchu. Po tym, jak owdowiał, postanowił (ok. 2000 r.) poświęcić resztę życia ascezie; żył bardzo skromnie, w pokoiku przy kościele w Baiłowie, gdzie znajdowało się tylko łóżko i stół. W toczonej korupcją Bułgarii stał się symbolem bezinteresownego dobra i uczciwości; uliczni artyści na jednym z sofijskich dziesięciopiętrowców namalowali przedstawiający go mural, w internecie zakładano mu strony i fanpejdże. Przechodnie nie tylko chętnie wrzucali pieniądze do jego plastikowego kubka, ale też prosili go o modlitwę i błogosławieństwo. Sam odmawiał przyjmowania jakiejkolwiek pomocy – zarówno ubrań, jak i mebli. Zmarł 13 lutego w wieku 103 lat. ©℗

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 9/2018