Słowa wierzącego

Nadzieja chrześcijańska nie jest tylko subiektywnym "spodziewaniem się iczekaniem na to (To!), czego się tu iteraz jeszcze nie doświadcza. Benedykt XVI upiera się, że nadzieja chrześcijańska ma już swoją obiektywną podstawę - opiera się na rzeczywistości.
Czyta się kilka minut
fot. KNA-Bild /
fot. KNA-Bild /

Trzeba zacząć od adresu: "Do Biskupów, Prezbiterów i Diakonów, do Osób konsekrowanych i wszystkich Wiernych Świeckich". "Spe salvi" ("W nadziei zbawieni") nie jest papieskim tekstem skierowanym do wszystkich - nie jest adresowane, jak niektóre encykliki ostatnich papieży, do każdego człowieka "dobrej woli". To encyklika skierowana do chrześcijan. I nie-chrześcijanie będą mieć zapewne problem z jej lekturą: w wielu miejscach może ona obudzić ich sprzeciw albo przynajmniej wątpliwość. "Kto nie zna Boga, chociaż miałby wielorakie nadzieje, w gruncie rzeczy nie ma nadziei, wielkiej nadziei, która podtrzymuje całe życie" - pisze Papież w punkcie 27., cztery zaś punkty dalej precyzuje: "Bóg jest fundamentem nadziei - nie jakikolwiek bóg, ale ten Bóg, który ma ludzkie oblicze i umiłował nas aż do końca: każdą jednostkę i ludzkość w całości" (31).

Zdecydowanie, precyzyjnie, bezkompromisowo. Ale też dla bardzo poważnych powodów: encyklika jest bowiem - oprócz pozytywnego wykładu - stanowczym sprzeciwem Benedykta XVI wobec wszystkich pseudonadziei, które z wielką siłą naznaczyły całą epokę nowożytną, i nawet jeśli dziś potrafimy właściwie ocenić ich efekty, to jednak będące u ich podłoża struktury myślenia i działania ciągle w nas (także w Kościele!) funkcjonują.

---ramka 557261|lewo|1---Wspólnym mianownikiem owych pseudoewangelii jest próba zastąpienia chrześcijańskiej nadziei opartą na rozumie i wolności wiarą w postęp, z powszechnym szczęściem ludzkości jako celem. Ostatecznym wcieleniem tego dążenia stały się dwie rewolucje: francuska i bolszewicka, które dość szybko przeszły od swoich ideałów do ich zaprzeczenia, od optymizmu do totalitaryzmu. Obydwie na koniec przyjęły formę quasi-

-mesjanistycznego budowania "idealnych" struktur (np. likwidacja prawa własności) i ich brutalnej obrony. W obu przypadkach - stwierdza Papież - "nadzieja na ustanowienie doskonałego świata" okazała się "nadzieją przeciw [ludzkiej] wolności" (30). Doświadczenie wolności rządzi się bowiem kompletnie innymi prawami niż np. budowanie pozycji materialnej. W tym drugim przypadku dorobek pokoleń się sumuje: do majątku wypracowanego przez dziadków ojcowie i synowie dodają kolejne wartości; łatwiej się wchodzi w świat finansowych operacji z odpowiednio dużym wkładem odziedziczonym po przodkach. W dziedzinie wolności jest jednak inaczej. Tu każde pokolenie musi zaczynać swoją pracę od nowa. Czasem po śladach doświadczeń swoich poprzedników; czasem - kompletnie wbrew ich przesłaniu.

Z takiej lekcji historii Papież wyprowadza dwa wnioski (znów, niełatwe zapewne w odbiorze): "Właściwy stan rzeczy ludzkich i zdrowie moralne świata nie mogą być nigdy zagwarantowane jedynie przez struktury, jakkolwiek są one wartościowe" (24a); "Nigdy na tym świecie nie zaistnieje definitywnie ugruntowane królestwo dobra. Kto obiecuje lepszy świat, który miałby nieodwołalnie istnieć na zawsze, daje obietnicę fałszywą; pomija ludzką wolność" (24b).

Próby i programy "strukturalnego" porządkowania świata Papież konfrontuje z konkretnymi, osobistymi doświadczeniami nadziei chrześcijańskiej. Encyklika jest pełna osób. Świadków. Józefina Bakhita (afrykańska niewolnica, sprzedana i przywieziona do Europy w latach 80. XIX stulecia), Onezym (niewolnik ochrzczony - ale nie wyzwolony! - przez św. Pawła, odesłany do pana - także chrześcijanina - imieniem Filemon), Paweł Le-Bao-Thin (XIX-wieczny męczennik z Wietnamu), kard. François Xavier Nguyen Van Thuan (abp Sajgonu, przez 13 lat więzień komunistycznego reżimu, zmarły w 2002 r.), a obok nich cała galeria "klasyków" chrześcijańskiego Wschodu i Zachodu: Ambroży, Augustyn, Hilary z Poitiers, Bernard z Clairvaux, Grzegorz z Nazjanzu, Maksym Wyznawca. Ludzie, którzy doświadczyli nadziei właściwej chrześcijaństwu - rodzącej się z Ewangelii, która "nie tylko »informuje«, ale również »sprawia«". Ewangelia bowiem "nie jest jedynie przekazem treści, które mogą być poznane, ale jest przesłaniem, które tworzy fakty i zmienia życie (...) Kto ma nadzieję, żyje inaczej; zostało mu dane nowe życie" (2).

"Życie" jest tu pojęciem kluczowym. Gdyż ostatecznym zakwestionowaniem ludzkiego dążenia do szczęścia jest śmierć. Prawdziwym nauczycielem i dawcą nadziei jest tylko Ten, kto potrafi nas poprowadzić poza granicę śmierci (tu z kolei Benedykt XVI odwołuje się do ikonografii chrześcijańskich sarkofagów starożytnych; w ogóle rozległość i różnorodność źródeł przywołanych w nowej encyklice jest porażająca: świadectwa sąsiadują z wykładem teologii katolickiej i luterańskiej, sztuka z literaturą i filozofią, egzegeza biblijna z historią duchowości).

I ta droga - "poza śmierć", w "wieczność" - nie jest wcale odłożona na bliżej nieokreśloną przyszłość. Nadzieja chrześcijańska nie jest tylko subiektywnym "spodziewaniem się" i czekaniem na to (To!), czego się nijak tutaj i teraz jeszcze nie doświadcza. Papież upiera się, że nadzieja chrześcijańska ma już swoją obiektywną podstawę w rzeczy. Opiera się na rzeczywistości (prawda, że uchwytnej tylko wiarą, ale Rzeczywistości) danej nam już w zalążku (substantia). Punktem wyjścia nadziei chrześcijańskiej jest uświadomienie sobie, kim jestem i co już otrzymałem. To, co otrzymałem w wierze, daje życiu "nową podstawę, nowy fundament, na którym człowiek może się oprzeć, a przez to zwyczajny fundament, czyli ufność pokładana w dobrach materialnych, relatywizuje się" (8). Po prostu: od rzeczy dobrych (pieniądze, struktury, prawo itd.) są rzeczy "lepsze" i "trwalsze", już posiadane przez chrześcijan. One kryją w sobie dynamizm, który, jeśli tylko mu się poddać, potrafi z niesłychaną siłą przekształcać każdego z nas z osobna i nas jako wspólnotę (w najszerszych wymiarach) - Papież wiele miejsca poświęca dyskusji z fałszywym, bo ściśle indywidualistycznym ("sprywatyzowanym") pojmowaniem nadziei.

Oczywiście, w encyklice "Spe salvi" "pewność" jest ciągle poddawana próbie paradoksów. Ostateczny "Przedmiot" naszej nadziei (Bóg) jest dla nas w doczesności niepoznawalny (Jan od Krzyża powiedziałby: jest Nocą); spodziewamy się więc Tego, czego nie znamy i nie potrafimy adekwatnie opowiedzieć; a jednak bez tej nadziei (na Nieznane), nasze życie nie może być w pełni ludzkie. "Człowiek - mówi Papież - zostaje odkupiony przez miłość" (26), ale najmocniejszym argumentem za wiarą w życie wieczne jest, według Benedykta XVI, kwestia sprawiedliwości (i wpisana w nią potrzeba - ilu z ludzi współczesnych odkrywa ją w sobie?! - Sądu Ostatecznego).

Paradoksy te są jednak do rozwiązania: nie w intelektualnej dyskusji, ale w modlitwie i w działaniu, które potrafi zmierzyć się z cierpieniem (swoim, drugiego). To właśnie modlitwa i cierpienie - "z innymi, dla innych; z powodu pragnienia prawdy i sprawiedliwości; z powodu stawania się osobą, która naprawdę kocha" (39) - są "miejscami" odkrywania nadziei i narzędziami budowania świata, skuteczniejszymi niż pieniądz, siła, prawo i wyrosłe na nich struktury.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”