Reklama

Skrzypek na zagrodzie...

Skrzypek na zagrodzie...

13.02.2006
Czyta się kilka minut
Kryzys największych krakowskich instytucji muzycznych musiał kiedyś nastąpić. Solidarnie pracowali na to od lat zatrudnieni w nich muzycy, ich szefowie oraz nadzorujące pracę jednych i drugich władze samorządowe.
C

Czy naprawdę w Filharmonii Krakowskiej i Capelli Cracoviensis dzieje się źle? To zależy, czego od nich oczekujemy. Jeżeli tylko regularnego i w miarę poprawnego odgrywania kolejnych koncertów, to nie jest źle - sale zazwyczaj są wypełnione, widzowie biją brawo, muzycy są z siebie zadowoleni... Jeżeli jednak ustawimy poprzeczkę wyżej i zaczniemy oczekiwać wydarzeń spektakularnych - wykonań, którymi będzie się zachwycała prasa (nie tylko krakowska), interesujących, ogólnopolskich bądź międzynarodowych projektów i wybitnych nagrań - okazuje się, że ich nie ma. A przecież w przypadku krakowskich instytucji kulturalnych nie są to chyba zbyt wygórowane oczekiwania?

Listy i preteksty

Filharmonię Krakowską od dawna trawiły konflikty, rozgrywające się nie tylko na linii zespół artystyczny - dyrekcja, ale także pomiędzy samymi muzykami (choć ci twierdzą, że są zespołem niezwykle skonsolidowanym). Jak wysoka jest ich temperatura, okazało się przy okazji wyboru nowego dyrektora naczelnego (Anna Oberc zrezygnowała z tej funkcji w październiku). Marszałek małopolski Janusz Sepioł chciał pominąć procedurę konkursową, aby mieć decydujący wpływ na ostateczną decyzję - w przypadku konkursu związkowcy, przedstawiciele organizacji artystycznych i ministerstwa mogliby go przegłosować. Zarząd województwa przesłuchał dziewięciu kandydatów i wystąpił do ministra kultury o powołanie na to stanowisko Wojciecha Marchwicy (muzykologa i polonisty z Uniwersytetu Jagiellońskiego). Odmówiono mu. Oficjalnie ministrowi nie spodobało się to, że marszałek nie poprosił najpierw formalnie o zgodę na rezygnację z konkursu (ten twierdzi jednak, że konsultował tę sprawę telefonicznie). Nie ukrywano jednak, że na decyzję wpływ miały przede wszystkim listy przesłane do ministerstwa m.in. przez "Solidarność" Filharmonii Krakowskiej. Kwestionowała ona formę wyboru dyrektora, sugerując jednocześnie jakiś rodzaj zmowy pomiędzy zarządem województwa a wskazanym przez niego kandydatem. Od listu tego odcinała się na łamach prasy druga działająca w FK organizacja - Związek Zawodowy Pracowników Filharmonii Krakowskiej. Obie popierały jednak innego kandydata na dyrektora (dziennikarza Grzegorza Kościńskiego).

Jaka płaca, taka praca

Kryzys w filharmonii rozpoczął się kilka lat temu. Jego pierwsze oznaki pojawiły się już za dyrekcji Joanny Wnuk-Nazarowej. Prawdziwe załamanie przyszło jednak wraz z przejęciem instytucji przez Annę Oberc. W 1998 roku została dyrektorem naczelnym FK, nie przedstawiając żadnych konkretnych planów rozwoju instytucji. W walce o poprawę wizerunku orkiestry miał ją wspierać dyrygent Tomasz Bugaj. Stając jednak przed krakowską orkiestrą, nie tylko nie zdobył sobie sympatii, ale tym bardziej zaufania i autorytetu wśród muzyków. Nie było więc mowy o efektywnej pracy i stało się to, co stać się musiało - poziom koncertów zaczął spadać. Urwały się też zaproszenia na najpoważniejsze festiwale polskie (Warszawska Jesień) i zagraniczne (Festiwal Beethovenowski w Bonn).

Nadzieja artystycznego odrodzenia pojawiła się w ubiegłym, jubileuszowym dla filharmonii roku (60. rocznica powstania). Dyrektorem artystycznym został wówczas doświadczony i cieszący się międzynarodową sławą dyrygent Jan Krenz. Szybko okazało się jednak, że gdy orkiestra jest mocno "zaniedbana", nawet po wybitnym dyrygencie trudno spodziewać się cudów. Zwłaszcza że Krenz nie pracuje z nią regularnie, a w Krakowie pojawia się tylko parę razy do roku. Tymczasem by wyciągnąć zespół z marazmu, potrzeba charyzmatycznego kapelmistrza ćwiczącego z nim na co dzień.

- Marzy mi się rozwiązanie dotychczasowego zespołu i powołanie nowej Filharmonii Małopolskiej - oświadczył niedawno na łamach "Gazety Wyborczej" marszałek Sepioł. Jego ideał to filharmonia zatrudniająca muzyków na kontrakty, odnawiane co dwa lata, po zdaniu odpowiedniego egzaminu. Byłby to prawdziwy przełom w funkcjonowaniu tej instytucji. Tym bardziej że mocno ograniczyłby wpływ związków zawodowych na jej bieżącą działalność.

Większość muzyków filharmonii nie chce jednak o czymś takim słyszeć. Wielu z nich odrzuca zresztą wszelkie zarzuty kierowane pod swym adresem. Argumentują, że aby móc od nich wymagać, trzeba im najpierw dobrze płacić. Postawa ta nie dziwi, podobnie jak fakt, że dla muzyków najistotniejsze są dziś atrakcyjne (finansowo, niekoniecznie artystycznie) wyjazdy zagraniczne, bo wynagrodzenia filharmoników są naprawdę mizerne. Czy jednak rzeczywiście należy płacić dobrze orkiestrze, która jest słaba, czy raczej powinno się nagradzać artystów za dobrze wykonaną pracę? Odpowiedzi nie trzeba szukać daleko. Po artystycznych sukcesach z zeszłego roku inna krakowska orkiestra - Sinfonietta Cracovia - nagrodzona została przez miasto niemal dwukrotnie wyższym budżetem (co umożliwiło jej zorganizowanie pierwszego pełnego sezonu koncertowego). Podobna sytuacja miała też właśnie miejsce w Narodowej Orkiestrze Symfonicznej Polskiego Radia w Katowicach, gdzie pensje muzyków wzrosły dwukrotnie.

Zabójcza dyktatura

W sztuce nie ma miejsca na demokrację. Ale i dyktatura bywa dla niej zabójcza. Najboleśniej doświadczyli tego muzycy Capelli Cracoviensis - zespołu, którym od 35 lat kieruje Stanisław Gałoński. Dyrygent oraz dyrektor naczelny i artystyczny w jednej osobie w 1970 roku stworzył orkiestrę, a w pięć lat później Międzynarodowy Festiwal "Muzyka w Starym Krakowie". Dość długo zespół i festiwal cieszyły się sporym powodzeniem. Nigdy jednak międzynarodową sławą. Capella koncertowała co prawda w wielu krajach świata, a na krakowski festiwal przybywali artyści o światowej renomie, czegoś jednak zawsze brakowało, ktoś hamował rozwój. Kto? - Sam szef - mówią dziś muzycy.

Na przełomie roku szef Capelli oświadczył, że zespół dostał za mało pieniędzy od władz miasta (w rzeczywistości więcej niż przed rokiem) i grać w Krakowie nie będzie. Część muzyków przeraziła się, że grozi to rozwiązaniem orkiestry i głośno zaczęli mówić to, o czym dotychczas szeptali - że 76-letni szef nie potrafi dobrze pokierować nimi na scenie, nigdy nie miał też specjalnych uzdolnień menedżerskich. Domagali się odejścia twórcy zespołu lub powierzenia mu funkcji honorowego dyrektora. Zarzucili mu nie tylko niegospodarność w zarządzaniu instytucją, ale także zabijanie ich entuzjazmu. Przypomnieli, że najlepsze produkcje Capelli to występy, podczas których nie dyryguje nimi szef - tak było m.in. z nagraniem muzyki Dariusa Milhaud, za które zespół zdobył prestiżową nagrodę Diapason d'Or w 1992 roku.

Za wysoka poprzeczka?

Oczywiście, w Krakowie już pojawiły się głosy, że żądanie ustąpienia Stanisława Gałońskiego jest nieeleganckie (w końcu to starszy, zasłużony człowiek), a na festiwal zjeżdżają przecież gwiazdy światowego formatu, jak kontratenor Paul Esswood czy bożyszcze muzyki dawnej Jordi Savall. Fakt. Z tym pierwszym argumentem polemizować trudno. A drugi... Esswood to dawno już przebrzmiała gwiazda (takich na festiwalu pojawia się wiele), Savall zaś - artysta niekwestionowanej klasy - to wyjątek potwierdzający regułę.

Stawiający wysoko poprzeczkę krytycy uważają dziś "Muzykę w Starym Krakowie" za festiwal słabego dyrygenta i nie najlepszej orkiestry. Jakie są tego powody? Na przykład przerost ambicji Stanisława Gałońskiego. Capella miała być z założenia orkiestrą kameralną, której najmocniejszą stroną będzie interpretacja muzyki dawnej. Dyrektor-dyrygent chce jednak, by podczas swego festiwalu grała ona jak najwięcej koncertów, by kreowała się w olbrzymich formach wokalno-instrumentalnych, i to pod jego batutą. O tym, że to wyzwanie dość karkołomne, przekonaliśmy się słuchając kilku kompletnie nieudanych przedsięwzięć, przygotowywanych jako uroczyste zamknięcia festiwalowych edycji: "Ein Deutsches Requiem" Brahmsa (2003), IX Symfonia Beethovena (2004). Dla porównania przypomnijmy tylko rewelacyjną prezentację "Symfonii Fantastycznej" Berlioza w wykonaniu NOSPR-u w finale XXVII festiwalu.

Nadzieja w młodych

W chwili kryzysu Stanisław Gałoński próbował jeszcze powołać nowego dyrygenta, nie zgodził się już jednak na spotkanie z przedstawicielami zbuntowanej części zespołu. W tej sytuacji zareagował wreszcie prezydent Krakowa. Jacek Majchrowski postanowił, że w lutym rozpisze konkurs na nowego dyrektora Capelli, zaś rozstrzygnięcie nastąpi w maju, najpóźniej w czerwcu. W konkursie też zostanie prawdopodobnie wybrany nowy dyrektor naczelny Filharmonii Krakowskiej. Marszałek Sepioł wystąpił co prawda ponownie do ministra kultury o odstąpienie od formuły konkursu, przekonując, że ma dwóch bardzo poważanych w środowisku kandydatów, którzy byliby gotowi kierować FK. W ministerstwie decyzja nie zapadła od ponad trzech tygodni, kandydaci zrezygnowali więc.

Przed marszałkiem i prezydentem, a także zespołami obu instytucji, wielkie wyzwanie: wybrać dyrektorów, którzy potrafią kompetentnie pokierować tymi instytucjami, i dać im czas niezbędny do wyprowadzenia ich na prostą, a także zgodzić się na bolesne dla wielu zmiany. Czy to w ogóle możliwe? Sukcesy Sinfonietty Cracovii czy młodziutkiej, a powoli podbijającej Polskę i Europę Orkiestry Akademii Beethovenowskiej dają nadzieję. Pokazują, że w krakowskim środowisku muzycznym drzemie olbrzymi potencjał. Trzeba go tylko obudzić.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]