Skrzatuska Pietà

Tuż przed Świętami byłem w Skrzatuszu. Nie sam – z całym Zespołem ds. Nowej Ewangelizacji naszej Konferencji Episkopatu.
Czyta się kilka minut

W Skrzatuszu pod koniec maja organizujemy III Ogólnopolski Kongres Nowej Ewangelizacji – już teraz zapraszam! Nie tylko wszystkich, którzy byli na dwóch pierwszych Kongresach, ale także każdego, kogo zainteresuje temat, jaki chcemy tym razem podjąć, a jest nim ewangelizacja wsi. O tym za tydzień; dziś – o miejscu.

Nie wiem, ilu Czytelników „Tygodnika Powszechnego” było kiedykolwiek w Skrzatuszu, między Wałczem a Piłą. Skrzatusz to główne maryjne, pielgrzymkowe sanktuarium diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej. Na skraju niewielkiej wioski, niemal w szczerym polu, stoi XVII-wieczny, zbudowany w stylu jezuickiego baroku kościół. Przepiękny. Triumfalny – jak barok – także z racji na motyw (wzniesiono go z wdzięcznością za wiktorię wiedeńską); ale nie przytłaczający, rozmiarami raczej skromny.

Jego „serce” stanowi umieszczona w głównym ołtarzu Pietà (ukoronowana koronami papieskimi przeszło 25 lat temu). Starsza niż Skrzatusz (pierwotnie znajdowała się w innym kościele), z początków XV w.; w najwyższym stopniu potwierdzająca to, co kiedyś wyraził zwięźle Malraux: „Pietà nie ma innej katedry, jak tylko ludzkie serce”. Piękna Madonna trzyma na kolanach martwe ciało swego Syna, jedną Jego rękę w czułym geście podnosi w górę (by ją pocałować? by nam pokazać jej śmiertelną bezwładność?). Na twarzy nie widać bólu. Raczej pokój. Nie patrzy na Syna. Ani nawet na najbliższe otoczenie. Patrzy daleko – nie „tępym” wzrokiem wbitym z bólu gdzieś w abstrakcyjny horyzont… Nie. To wzrok pełen skupienia i uwagi. Ona najwyraźniej widzi dalej. Widzi więcej niż ci, którzy Ją otaczają – uczestnicy Jezusowego pogrzebu. Jej wzrok jest wzrokiem wiary: widzi poranek zmartwychwstania. A może jeszcze dalej? Może widzi Syna przychodzącego ponownie? By położyć kres wszelkiemu złu? Wszystko to przecież nie oznacza, że „mniej” cierpi.

XVII-wieczni architekci umieścili Ją wewnątrz konfesji – nieuchronnie przypominającej swym kształtem każdemu, kto choć raz był w Rzymie, konfesję z bazyliki Santa Maria Maggiore. Skojarzenie jest wręcz automatyczne i nieodparte. Oto Matka Boża „Większa”! Uchwycona w momencie (Kairos!), który objawia całą Jej wielkość. Tak jak chwałą – wywyższeniem – Chrystusa jest Jego Krzyż (por. cała Pasja Janowa odczytywana w Wielki Piątek), tak też i Ona – mając udział w Jego męce z Nim współ-króluje.

Byliśmy w Skrzatuszu we wtorek Wielkiego Tygodnia. Podczas Eucharystii odczytywaliśmy Janową Ewangelię mówiącą o Ostatniej Wieczerzy. Wpierw o zdradzie Judasza, potem o zapowiedzi wyparcia się Jezusa przez Piotra. I o wszystkich pozostałych Dwunastu, których Godzina Męki Pana zwyczajnie przerosła – tak że Jezus został sam.

Sam? O nie! Ona została przy Nim. Na Golgocie Kościół miał twarz Maryi. Został zredukowany do Matki Pana. W Niej przetrwał. Z Niej – z Nowej Ewy – mógł się następnie odrodzić. Oczywiście mocą Boga. Mocą życia objawionego i podarowanego w Jedynym Pośredniku, którym jest Jezus. Ale to Ona jako figura Kościoła jest „otwartym łonem” (Urs von Balthasar), przez które owo życie „przechodzi”. Dlatego to właśnie od Niej uczymy się bycia Kościołem. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 15/2015