Reklama

Skalane stany Ameryki

Skalane stany Ameryki

17.05.2014
Czyta się kilka minut
Patrząc na okładki „Zbłoconej” i „Tatula” Joyce Carol Oates można zgadywać, jak cienka granica dzieli cichy kunszt od krzykliwej pop-opowieści o religijnym fanatyzmie, który zwraca się przeciwko najsłabszym – dzieciom.
N

Nowe powieści Oates można by przewrotnie porównać do „drewnianej dziewicy”, w której tytułowy Tatulo więzi małych chłopców. Jest to ciężka, trumienna skrzynia z małym otworem, za którym majaczy świat. Przez szparę zostawioną czytelnikowi widać zardzewiały rdzeń Ameryki. „Od Amerykanów żądam tylko, by byli Amerykanami” – pod ironicznym zachwytem Jeana Baudrillarda zdaje się podpisywać także Oates. Dla jej bohaterów wiara w american dream, gdzie dobrzy ludzie mają kontrolę nad swoim życiem, a źli albo się poprawiają, albo są eliminowani, jest jak codzienna dawka nikotyny utrzymująca w pionie. Mimo że coraz częściej krztuszą się iluzją dobrego samopoczucia.
„Zbłoconą” otwierają aż trzy motta: z Nietzschego, Whitmana i Andre Litovika, postaci fikcyjnej, potajemnego kochanka protagonistki. „Czas jest potrzebny po to, żeby wszystko nie działo się naraz” – to słowa Litovika i zgodnie z nimi autorka stopniowo odsłania historię Meredith Neukirchen, ucieleśniającej żeńską wersję snu o równości. Jest rok 2002, Ameryka żyje pokłosiem 11 września i przygotowaniami do inwazji na Irak. Czterdziestoletnia filozofka, kryjąca płeć za inicjałami M.R., ma wygłosić bezkompromisowy wykład „Rola uniwersytetu w erze »patriotyzmu«” i objąć jako pierwsza kobieta stanowisko rektora prestiżowego Uniwersytetu Cornella. „Chcę służyć. Nie chcę być obsługiwana” – brzmi dewiza idealistki wychowanej przez kwakrów. A jednak ta wzorowa uczennica wymyka się przed wykładem z hotelu i jedzie przypomnieć sobie strzępy przeszłości zbłoconej, jak brudne ubranie dziecka leżące przy gminnej drodze.
Wiosną 1965 r. matka goli córkę niczym baranka i zrzuca ją w błotnistą przepaść u stóp góry Moria, w rozpaczliwej ofierze złożonej aniołowi Abrahama i Hagar. Dziewczynka nosi imię Jewell, trochę jak klejnocik, trochę jak Jew-ell, Żydóweczka, dziecko z błota zmuszone do asymilacji w sterylnym świecie. Po latach wystarczy jeden incydent – próba samobójcza kontrowersyjnego studenta – aby M.R. na powrót stała się „Zbłotką”. Bankietowe ratowanie Trzeciego Świata, żonaty kochanek z Harvardu i uśmiechanie się do sponsorów przestaje dawać grunt pod nogami.
Oates nie sprowadza cierpienia bohaterki do skutków traumatycznego dzieciństwa. Meredith, podobnie jak Dinah z „Tatula”, to kolejna odsłona nieskalanej Miss America, której własny kraj poplamił szarfę. Pierwsza chce być postrzegana przez pryzmat swojego rozumu, druga chciałaby być idealną nowoczesną matką, której syn będzie rósł w wielokulturowym, tolerancyjnym otoczeniu. „Wychowamy naszego syna na szczęśliwego człowieka. Bez tego syfu, który mieliśmy w naszych rodzinach” – obiecują sobie z mężem. Parę lat później bohaterka będzie obsesyjnie odtwarzać w pamięci scenę porwania pięcioletniego Robbiego na parkingu centrum handlowego, aby wyłuskać swój błąd.
Jednak błędy popełniają tu wszyscy. Gorliwi chrześcijanie z Kościoła Nieustającej Nadziei słuchają Kaznodziei, który po mszy wsiądzie do minivana i stanie się Tatulem – łowcą małych chłopców, odbieranych „wyrodnym” matkom. Policjanci nie przeszukają jego samochodu tylko dlatego, że ma wymalowany krzyż na masce, a kierowca wyda im się miły i rozmowny. Nauczycielkę plastyki zachwycają rysunki Gedeona (to hebrajskie imię nadał Robbiemu Tatulo), przypominające jej „Saturna pożerającego własne dzieci” Goi, ale nie chce wiedzieć, skąd wzięły się u dziecka tak mroczne wizje.
Oates stara się nie oceniać swoich postaci. Subtelnie profanuje otaczające ich symbole, które tracą moralizatorską natarczywość. „Ludzie mają prawo żyć, jak chcą. No i żyją wśród śmieci i ścierwa, i co z tego? To są Stany Zjednoczone Ameryki” – podkreśla jedna z bohaterek „Zbłoconej”. Pisarka nie odbiera też im nadziei na wyśnienie własnego snu o sprawiedliwości. Wierna kochanka wreszcie usłyszy wyznanie miłości, a skrzywdzona matka odzyska syna. Utracą jednak wiarę we własny obraz siebie. Kiedy Meredith, niegdyś Pani Tolerancja i Oświecenie, zostanie zaczepiona przez nieznajomego, w popłochu weźmie nogi za pas. „Dlaczego nie próbował uciec? Przez sześć lat” – Dinah, niegdyś Supermama, będzie zadawać sobie to pytanie za każdym razem, gdy zobaczy syna rozmawiającego z obcym mężczyzną.
Marzenia straciły niewinność. Nikt i nic tu nie pomoże: ani George Washington, ani Oprah Winfrey, ani pielenie własnego ogródka w prowincjonalnym hrabstwie Beechum – fikcyjnym, ale jakże amerykańskim.

Joyce Carol Oates: „Tatulo”, przeł. Łukasz Witczak, W.A.B., Warszawa 2014

Joyce Carol Oates: „Zbłocona”, przeł. Andrzej Grabowski, Świat Książki, Warszawa 2014

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]