Serce

W trakcie tych dni, w których przygotowywano, odkładano, a potem wykonywano operację w Houston, miałam to dziwne uczucie, które zjawia się, kiedy coś ważnego dzieje się z człowiekiem bliskim. Można nawet o nim nie myśleć, a mimo to wszystko, co się robi, mówi i czuje, podszyte jest tamtą sprawą jak podszewką.
Czyta się kilka minut

Wałęsa jest bliski. I wtedy, kiedy popełnia irytujące błędy, i wtedy, kiedy w rzeczach wielkich jest bezbłędny. I wtedy, kiedy mówi nieskładnie i zawile, i wtedy, kiedy wygłasza te swoje krótkie, celne, zaskakujące zdania, które weszły już do słownictwa. I wtedy, kiedy mu kadzą, i wtedy, kiedy nim sobie wycierają - za przeproszeniem - gębę. Jest z nim trochę tak jak z Piłsudskim: przez całe życie kręcili się przy nim wielbiciele i nienawistnicy. Wszystkich doszczętnie wypłukała historia i nikt już nie zna ich nazwisk. A Piłsudski jest i będzie. Podobnie Wałęsa. Udało mu się przekroczyć tę niewidzialną granicę, poza którą już się trwa.

Panie Lechu Kochany! Niech Panu dobrze i długo służy to odnowione, wzmocnione serce. Życzy Panu tego dużo, bardzo dużo innych serc. A jak małe pieski będą podszczekiwać, niech się Pan tym nie przejmuje.

O śmieciach

Staruszkowie nie umieją rozstawać się z rzeczami i mają zgubne przeświadczenie, że wszystko jeszcze się przyda. W swoich ciasnych izdebkach lub w przestronnych willach, na wszystkich płaskich powierzchniach - a więc na blatach stołów i komódek, na biurkach, półkach i parapetach - gromadzą gęstwiny niepotrzebnych przedmiotów, które po pewnym czasie uniemożliwiają im poruszanie się. Młodzi śmiecą inaczej. Ponieważ nie mają siły ani ochoty podejść do kubła czy pojemnika - śmiecą na klatkach schodowych, w windach, na ulicy czy wokół ławki w parku.

Śmiecenie zależy nie tylko od wieku, ale i od zamiłowania śmiecących. Umysły ścisłe robią ze swoich garaży, piwnic albo pawlaczy składnice złomu. Smakosze wypełniają każdą przestrzeń zupami w proszku, zaczętymi puszkami konserw i torbami prastarych kasz i makaronów, wśród których fruwają spasione mole. Ludzie piszący układają kilometry bieżące gazet, czasopism i wycinków prasowych, do których już nie zajrzą.

Niedawno Amerykanie zestrzelili rakietą uszkodzonego satelitę. Jedni mówili, że to demonstracja siły, inni, że chęć ukrycia jakichś tajnych danych. A ja pomyślałam tylko o tych rojach i zwałach kosmicznych śmieci, które krążą nad naszymi głowami. Oj, coś mi się zdaje, że nie krążą bezkarnie...

O przeciekach

Jakoś dawno nie było żadnego przecieku. Nie było tej parodniowej drżączki wszystkich mediów, kiedy przed ludźmi włóczy się i odmienia we wszystkich przypadkach jakieś znane nazwisko naukowca, polityka, artysty czy duchownego. Może niektórzy za tym tęsknią - ja uważam to za jeden z przejawów upragnionej normalności, bo wolę oddychać czystszym powietrzem i mieć a priori zaufanie niż podejrzenia. Wiem, że od tych spraw są sądy, wiem również, że z różnych powodów sądy wielu spraw nie wyjaśnią. Nie martwię się tym zbytnio, bo wierzę także w pewien Najwyższy Trybunał i bardzo mi się nie podoba, kiedy usiłują go zastępować ludzie, zwłaszcza ci najmniej do tego odpowiedni. ? h

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 11/2008