Reklama

Sen o Europie

Sen o Europie

05.09.2006
Czyta się kilka minut
Od kilku lat, zarówno na Ukrainie, jak i na Białorusi ponad 50 proc. społeczeństwa opowiada się za integracją z Unią Europejską i... z Rosją. Zatem jakaś część Białorusinów i Ukraińców jest i za ścisłym sojuszem z Moskwą, i za wejściem w europejskie struktury. Politycy obu krajów podkreślają, że leżą one w samym centrum kontynentu. Trudno w to uwierzyć, kiedy jedzie się białoruskim pociągiem albo korzysta się z ukraińskich toalet. Podróżnych opuszczających Kijów żegna sowiecka marszowa muzyka. Przybywający do Mińska usłyszą informację, że dotarli właśnie do goroda gieroja Mińska. To retoryka z czasów sowieckich. Na każdym rogu stolicy podobne slogany informują na przykład, że to Białorusini zwyciężyli faszyzm. Równocześnie oficjalny Mińsk podkreśla europejskość Białorusi. Tęskni się tu za Europą, choć to dziwne uczucie: i obawa, może nawet kompleks, i marzenie o życiu po europejsku. Wszystko więc w Kijowie i Mińsku ma "europejską jakość: apteki nie są tylko aptekami, lecz aptekami europejskimi. Podobnie jest z taksówkami czy jedzeniem. Każda firma budowlana obiecuje euroremont. Pytaliśmy Ukraińców i Białorusinów, z czym kojarzy im się Unia Europejska i jak traktują Rosję - czy jako alternatywę dla Wspólnoty, czy jako najbliższego partnera? Skąd czerpią wiedzę o Unii? Jak oceniają politykę swego państwa wobec Wspólnoty? Odpowiadały zarówno osoby publiczne, jak i zwykli obywatele. Mówili, na jakie zmiany w polityce unijnej czekają Białorusini i Ukraińcy, w co nie wierzą, jakie żywią nadzieje. Małgorzata Nocuń i Andrzej Brzeziecki z Kijowa i Mińska.
Mińsk, 21 marca 2006 r. Aleksander Milinkiewicz przemawia na demonstracji przeciw fałszowaniu wyborów prezydenckich /fot. Charter97
S

Sposób na Łukaszenkę

Chciałbym, żeby Białoruś była w Unii Europejskiej. Ale jestem przekonany, że tak być nie powinno. Paradoks? Nie: Białoruś musi unikać sytuacji, w której jedna z jej granic oddzielałaby bloki polityczne, niczym granica płyt tektonicznych. Tak jest dziś na zachodniej rubieży Białorusi. Uważam, że nasz kraj powinien być neutralny, poza Unią i poza Rosją. Oczywiście boję się, że Rosja będzie chciała wciągnąć nas w swoją strefę wpływu. Kiedy czytam w internecie na stronie rządzącej Rosją partii "Jedinaja Rossija", jak oni interpretują suwerenną demokrację, to niewiele rozumiem. Rosja zawsze pretendowała do wyjątkowej roli w polityce świata. Teraz dysponuje ogromnym bogactwem: ropą i gazem. Co Rosja z tym zrobi? Podpowiedzią dla nas może być przykład Finlandii, którą Rosja zawsze chciała kontrolować. Finowie znaleźli na to sposób. Jeśli nie będziemy głupi, też znajdziemy rozwiązanie. Są polityczne metody znalezienia odpowiedzi na trudne pytania. Podobnie było z rozpadem ZSRR: Jelcyn chciał rządzić, wybić się nad Gorbaczowa, a my z Krawczukiem chcieliśmy uzyskać niezależność. I udało się trafić w odpowiedni moment. Być może tydzień później już nie byłoby takiej możliwości.

Unia to nie nowe ZSRR. Taka teza to bzdura. Być może ludziom u nas kojarzy się tak ze względu na nazwę, której się używa: Eurosojuz.

Unia Europejska nie bardzo może zrobić coś dla Białorusi. Utworzona jest przez państwa, od których Białoruś zbytnio się różni. Cały system unijny, także polityka, żyje według innych reguł. Te reguły nie pozwalają Unii zrobić nic dla Białorusi w społecznym wymiarze. Unia może popierać tylko państwo, bo jest przyzwyczajona, że państwem rządzą demokratycznie wybrani ludzie. Tymczasem na Białorusi trzeba znaleźć sposób, by popierać nie państwo, ale społeczeństwo.

Stanisław Szuszkiewicz - jako przewodniczący Rady Najwyższej Białoruskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej, a potem Rady Najwyższej Białorusi (do 1994 r.) odegrał wielką rolę w uzyskaniu niepodległości, w grudniu 1991 r. wraz z Borysem Jelcynem i Leonidem Krawczukiem podpisał umowę rozwiązującą ZSRR. W opozycji do Łukaszenki, w 2006 r. poparł Aleksandra Milinkiewicza jako kandydata opozycji na prezydenta.

Białoruś jak Szwajcaria

Nie widzę różnic między Unią a ZSRR. ZSRR miało być dobrowolnym związkiem niezależnych państw. Jednak centrum, Moskwa, zwalczyła niezależność państw związku. Podobnie Bruksela coraz bardziej ogranicza suwerenność państw Wspólnoty. Oczywiście, w Unii nie ma łagrów i jednej monopolistycznej partii. Jednak idea jest taka sama.

Współpracujemy z komunistycznymi partiami z krajów Wspólnoty. Mieszkańcy Unii są ludźmi o wiele bardziej wolnymi od nas. Nie tylko politycznie i ekonomicznie. Różni ich od nas też mentalność. Ta wolność wyraża się w sposobie ich myślenia.

Teraz nie ma co marzyć o Białorusi w Unii. Obawiam się jednak, że kiedy upadnie nasz reżim i będziemy gotowi wejść do Unii, tej może już nie być. Może się też okazać, że Białoruś będzie chciała w przyszłości tworzyć alternatywę dla Unii, jeśli udałoby się jej stworzyć mocny związek z Rosją i innymi krajami postsowieckimi. Duża część Białorusinów chce, by nasz kraj wstąpił do Unii, ale tyle samo pragnie, byśmy mieli bliskie relacje z Rosją. A ja marzę, by Białoruś była Szwajcarią. Wiem, że to marzenia, ale mam nadzieję, że nie takie utopijne. Państwo może istnieć, nie wstępując w żadne bloki.

Unia powinna widzieć dwie Białorusie. Oficjalną i uciskaną. Unia powinna nakładać sankcje przeciw reżimowi, ale tak, by nie dotykały zwykłych obywateli. Np. cały czas poszerzać listę tych, którzy nie mogą przekraczać granicy. Natomiast dla zwykłych ludzi Unia powinna być przyjazna, ułatwiać wjazd. Naszym obywatelom telewizja codziennie wmawia, że w Unii są tylko zabójstwa, pożary, trzęsienia ziemi, strajki. Niech ludzie mają szansę zobaczyć, jak jest naprawdę. Może dzięki stypendiom naukowym dla młodzieży? Druga sprawa to pomoc w złamaniu blokady informacyjnej.

Europejska jakość - slogan, którym także u nas posługują się w reklamach - to po prostu symbol innej cywilizacji. Lepszej. To szacunek do człowieka. My mamy tradycję myślenia w kategoriach państwa. U nas urzędnik to pierwszy człowiek po Bogu. Najgorsze, że w naszym kraju, ale także w Rosji, nie myślą tak tylko ludzie władzy, ale i społeczeństwo. W Europie o wiele wyżej ceni się człowieka i jego prawa.

Siergiej Wozniak - białoruski komunista, redaktor opozycyjnej wobec Łukaszenki gazety "Towarisz".

I Rosja, i Europa

Nie dostrzegam wielkiej różnicy w mentalności między nami i ludźmi z krajów Unii. Białoruś jest krajem europejskim, historycznie zawsze nim była. Sytuacja zmusiła nas do tego, byśmy teraz wiedli życie pod władzą reżimu, ale to nie znaczy, że europejskość zatraciliśmy. Białorusini twierdzą, że są Europejczykami, lecz w Europie wciąż kojarzy się nas tylko z Rosją.

Oczywiście, wielu ludzi utożsamia się z Rosją, ale Białorusini nie są zachodnimi Rosjanami. Białorusini inaczej rozumieją przestrzeń niż mieszkańcy Europy. Wychowani na sowieckiej tradycji, uważają terytorium od Brześcia do Wysp Kurylskich za swój obszar cywilizacyjny. Natomiast Europejczyka najbardziej obchodzi miasto, w którym mieszka, a jeśli jest maksymalistą - myśli o swoim państwie. Niewielu niepokoją problemy Europy.

Dla Białorusi Rosja jest ważna w takim samym stopniu jak Europa. Zawsze będziemy skrzyżowaniem dróg wielkiego rynku towarów europejskich i także bogatego rynku rosyjskiego, azjatyckiego. Rosja jest dla nas ważnym partnerem, musimy mieć z tym krajem dobre stosunki. Przez lata ten kraj rozpinał nad Białorusią kulturalny i polityczny parasol. Białoruś nie powinna szukać alternatyw w stylu: albo Rosja, albo Unia. Nie mamy teraz "zimnej wojny", po co więc posługiwać się tą retoryką?

Swietłana Kalinkina - zastępczyni redaktora naczelnego białoruskiej gazety "Narodna Wola", opozycyjnej wobec Łukaszenki.

Mniej mówcie, więcej róbcie

Rola Białorusi na arenie międzynarodowej nigdy nie będzie bardzo znacząca. Ale nasz kraj będzie zmuszony do współpracy zarówno z Rosją, jak i krajami Wspólnoty. Jakakolwiek nie będzie konfiguracja sił na kontynencie, Białoruś będzie odgrywać rolę korytarza tranzytowego.

Nigdy nie miałem problemów z dostaniem wizy do krajów Unii. Wiąże się to z moją działalnością redaktora niezależnej gazety. Większe trudności mają zwykli obywatele. Uczestniczę w wielu europejskich seminariach, dyskusjach wiążących się z Białorusią. Jeśli mnie zapraszają, to byłoby dziwne, gdyby nie dali mi wizy.

Zapomnijcie o euroremoncie. Nie ma w rzeczywistości takiego pojęcia. Wyobraźcie sobie kraj w opłakanym stanie po upadku ZSRR. Firmy zajmujące się remontami musiały jakoś się zareklamować. Ten, kto wymyślił przedrostek "euro", postąpił genialnie z punktu widzenia marketingu. Choć to śmieszne, to ma też dobrą stronę. W takim sloganie jest odwołanie do europejskiego poziomu, kultury, systemu wartości.

Czy Unia powinna wprowadzić sankcje wobec Białorusi? Gospodarcze nie mają sensu, bo przyniosą szkodę społeczeństwu. Sankcje obliczone na szybkie zmienienie sytuacji w kraju i uderzające w reżim to prawidłowa polityka. Ale w Unii raczej nikt nie ma pomysłu na szybką i ostrą politykę wobec Łukaszenki. Skoro tak, niech Unia wreszcie przestanie o sankcjach mówić. Bo będziemy na nią patrzeć jak na polityka, który dużo deklaruje, ale nie robi nic.

Piotr Marcew - białoruski przedsiębiorca, wydawca i redaktor tytułu "Bielorusskaja dielowaja gazieta".

Rosja nam zagraża

Unia kojarzy mi się z wolnością obywateli, czego zawsze brakowało i brakuje na Ukrainie i w innych krajach ZSRR. Najlepsze i najważniejsze skojarzenie z Unią to swoboda w przemieszczaniu się. Taka wolność pozwala na rozwój kultury i zbliżenie różnych narodów.

Odwiedzałam różne kraje Wspólnoty jako tłumacz. Nie spotkałam się z egoizmem. Zawsze mi pomagano, kiedy tego potrzebowałam. Ukraińcy mają w szczególności za co dziękować Polakom, nie można nie docenić poparcia podczas Pomarańczowej Rewolucji.

Niestety, ukraińscy politycy robią za mało dla integracji naszego kraju z Unią. Według mnie Unia jest przyszłością kontynentu. To wspólnota solidarności i odpowiedzialności za Europę, jedyna forma rozwoju krajów europejskich. Niestety, wielu obywateli mojego kraju nie mogło odwiedzić krajów Wspólnoty, bo programów unijnych realizowanych na Ukrainie jest zbyt mało. Może dlatego niektórzy Ukraińcy myślą stereotypami. Wydaje im się, że Unia jest rajem na ziemi, gdzie nie trzeba pracować.

Rosja nie jest dla mnie ani wrogiem, ani przyjacielem. Jest partnerem, ale niebezpiecznym i takim, którego ruchów nie można przewidzieć. Z Moskwą należy współpracować, bo tylko współpraca może powstrzymać rosyjską ekspansję na sąsiednie kraje. Niestety, niebezpieczeństwem w Rosji jest nie tylko aparat państwowy, ale także naród z wypranymi mózgami. Ich wyobrażenie o krajach sąsiednich jest kształtowane na podstawie kłamliwej propagandy. W naszym kraju informacja o Unii jest dostępna, od programów telewizyjnych po oficjalne przedstawicielstwo Wspólnoty w Kijowie.

Euroremont? Kiedyś był przeprowadzany z użyciem zachodnich materiałów, tylko nie każdy mógł sobie na to pozwolić. Teraz od krajów Unii odróżnia nas już nie styl remontu, a ilość metrów kwadratowych na osobę.

Władysława Osmak - ukraińska literaturoznawczyni.

Nasi politycy tylko mówią

Unia kojarzy mi się z biurokracją, z centralizacją, z ZSRR, z konsumpcjonizmem, z ograniczeniem suwerenności narodowej. Wszystko, co było dobre w czasach Schumana i Adenauera, kiedy powstawała Wspólnota, dawno jest przeszłością.

Bywałem we Włoszech i w Czechach. Miałem okazję współpracować z intelektualistami z krajów Unii. Byli to dobrzy i otwarci ludzie. Ale nie zdawali sobie sprawy z problemów, jakie stoją przed Ukrainą. Kiedy starałem się o wizę do Włoch, chcąc odwiedzić ten kraj po raz drugi, odmówiono mi jej bez podania przyczyn.

Deklaracje europejskie naszych polityków pozostają w sferze werbalnej. To takie bla-bla-bla. Politycy nie wiedzą, na jakich fundamentach Wspólnota powstała i dziś funkcjonuje. A Rosja? Należy z nią współpracować, tylko czy Rosja chce współpracy na zasadach partnerskich? Od lat widać, że Moskwa chce dominować w krajach postsowieckich. Żeby nasze stosunki układały się poprawnie i partnerska współpraca była możliwa, Rosja powinna wyzbyć się tendencji imperialnych, zmienić system polityczny. Ale to nierealne. Myślę, że przez najbliższe dekady Moskwa będzie antagonistycznie nastawiona do Ukrainy.

Informacja o Unii jest dostępna, ale płynie z niej wniosek jeden: że we Wspólnocie jest cudownie. Jeśli ktoś potrzebuje głębszej wiedzy, musi poszukiwać jej na stronach internetowych w obcych językach.

Dla mnie remont zwykły nie różni się od euroremontu. Nie mam na tyle pieniędzy, żeby oglądać się na europejską modę.

Aleksiej Brasławiec - ukraiński ekonomista, wykładowca uniwersytecki.

Ziemia za murem

Unia pozostaje wciąż jeszcze dla Ukraińców terenem odgrodzonym żelazną kurtyną. To nasz cel, aby życie było pełniejsze i można mu było nadać wyższe standardy. Nigdy nie współpracowałem z unijnymi instytucjami, miałem tylko kontakt z ludźmi, których wspominam dobrze. Większość obywateli naszego kraju ma problemy z otrzymaniem wiz. Ja, jako dziennikarz, wizę do Polski dostałem w godzinę, ale wiedziałem, kogo poprosić o wstawiennictwo.

Unia jest popularnym sloganem i często się pojawia w politycznych deklaracjach. Jednak wciąż brak realnych posunięć politycznych. Z Rosją należy współpracować, ale mając wciąż w głowie myśl jednego z naszych pisarzy: "Dalej od Moskwy, naprzód do Europy". Narzekam na informację o Wspólnocie, jaka jest u nas dostępna, bo to same superlatywy. A euroremont to remont ukraiński, ale za pieniądze tak duże, jak wydaje się w Unii.

Wachtang Kipiani - redaktor naczelny ukraińskiej edycji tygodnika "Focus".

Skazani na Rosję

Dla mnie Unia jest symbolem bezpieczeństwa i swobód obywatelskich. Jako obserwator międzynarodowych procesów politycznych współpracuję z przedstawicielami Komisji Europejskiej, Parlamentu Europejskiego, NATO i ambasadami, z ludźmi pracującymi w europejskich organizacjach w Kijowie. Zawsze spotyka mnie uprzejmość, otrzymuję informację, o którą proszę. Na Ukrainie temat Unii wykorzystywany jest jako narzędzie politycznej promocji. Ukraińskie media poświęcają zbyt mało uwagi problemom unijnym. Nie wnikają w tę tematykę, brakuje tekstów pogłębionych.

Raczej trudno mówić o konkretnych działaniach w kierunku integracji. Wielu naszych polityków nie rozumie faktu, że kraj nie jest jeszcze gotów do negocjacji z Unią. Wspólnota oferuje nam współpracę, która na pewno poprawiłaby stan naszej gospodarki, ale niestety takie sygnały Ukraina ignoruje. Rosja zaś to partner, z którym trzeba prowadzić dialog. Jesteśmy trochę skazani na Rosję, nie uciekniemy od niej.

Euroremont? To mit funkcjonujący w krajach postradzieckich. Wymyślono go, by firmy budowlane mogły podnosić jakość usług. Jestem za jakością, ale dla mnie nie jest ważne, jak się ona nazywa.

Olesja Oleszko - komentator polityczny z Kijowa.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]