Reklama

Schizma w ateiźmie

Schizma w ateiźmie

17.11.2014
Czyta się kilka minut
Wśród poważnych krytyków religii pojawił się nowy trend. Nauka potwierdza, że człowiek nie jest tylko istotą racjonalną, a religia nie jest źródłem wszelkiego zła.
D

Dla wielu osób, w tym licznych uczonych, sukcesy nauki stały się argumentem za odrzuceniem wszelkich religii. Skoro nauka tak wspaniale tłumaczy zjawiska bez odwoływania się do bytów nadprzyrodzonych, to dlaczego ktoś miałby w ogóle utrzymywać, że byty nadprzyrodzone istnieją? Byłoby to wbrew kluczowej w nauce zasadzie oszczędności poznawczej, która nakazuje przyjmowanie wyjaśnień „najprostszych”. Wszechświat pozbawiony Boga, argumentują zwolennicy ateistycznego światopoglądu, jest bardziej oszczędny niż Wszechświat, który ma swojego Stwórcę.
Czterej Jeźdźcy
Z zachwytu nad rozwijającą się nauką zrodził się oświeceniowy ateizm. Jednak współczesna nauka o wiele dalej przesunęła granice swoich możliwości. Naukowcy nie potrzebują się odwoływać do żadnego bóstwa, by odpowiedzieć nawet na pytania, które do niedawna pozostawały domeną teologów lub filozofów.
Na przykład słynny kosmolog Stephen Hawking w książce „Wielki projekt” (napisanej wspólnie z Leonardem Mlodinowem) podkreślał, że Wszechświat nie potrzebował żadnego Stwórcy – mógł się wyłonić z próżni na mocy samych praw fizyki. Z kolei biolodzy przekonują, że ewolucja nie potrzebuje Inteligentnego Projektanta, który zaplanowałby powstanie wszystkich gatunków – ukształtowały się one pod wpływem działania doboru naturalnego, mechanizmu selekcyjnego, który przypomina raczej „ślepego zegarmistrza” (jak ujął to w tytule jednej ze swoich książek Richard Dawkins), ponieważ „nie patrzy w przód, nie planuje konsekwencji, nie ma celu”. Inni uczeni, jak Patricia Churchland (w „Moralności mózgu”) i Frans de Waal (w swojej najnowszej książce „Bonobo i ateista”), twierdzą, że żaden bóg nie musiał jakimś bezpośrednim aktem ustanowić hierarchii wartości ani zaszczepić w naszej naturze poczucia dobra i zła. W istocie zarówno wartości, jak i zachowania moralne pojawiły się w historii naszego gatunku dziesiątki tysiącleci przed powstaniem współczesnych wielkich religii (czyli to wrodzona moralność była jednym z impulsów do powstania religii, a nie religie nadały człowiekowi moralny wymiar).
Popularyzacja darwinizmu oraz teorii kosmologicznych zrodziła ruch Nowych Ateistów, zainicjowany publikacją serii książek znanych uczonych i popularyzatorów nauki: Sama Harrisa („Koniec wiary. Religia, terror i przyszłość rozumu”), Richarda Dawkinsa („Bóg urojony” – bestseller również w Polsce), Christophera Hitchensa („Bóg nie jest wielki. Jak religia wszystko zatruwa”), a także Daniela Dennetta („Odczarowanie. Religia jako zjawisko naturalne”), nazywanych czasem Czterema Jeźdźcami Nowego Ateizmu. Poglądy pierwszej trójki najlepiej oddaje tytuł stworzonego przez Dawkinsa filmu, określającego religię jako „źródło wszelkiego zła”. Ich ostrej publicystyce, często opartej na wyśmiewaniu zachowań wierzących i sprowadzaniu dogmatów różnych religii do absurdu, przyświeca idea budowy społeczeństwa opartego na rozumie – a nie, jak twierdzą, przesądach, prowadzących do nierówności i niesprawiedliwości, nieracjonalnych zasad etycznych, wojen religijnych i terroryzmu (jedynie Dennett przyjmuje raczej postawę badacza, zainteresowanego źródłem ludzkiej religijności).
Racjonalność Wszechświata kontra bezduszność natury
Co ciekawe, wśród uczonych o teistycznym światopoglądzie znajduje się najwięcej fizyków i kosmologów, którzy swoją wiarę opierają na dostrzeganiu we Wszechświecie wyjątkowej harmonii i racjonalności, będących przejawem pewnego boskiego zamysłu stwórczego. Nie brak tu oczywiście i kontrprzykładów: jeden z najbardziej cenionych fizyków, noblista Steven Weinberg, uważa, że Wszechświatowi daleko do harmonii i uporządkowania – jest on raczej po prostu przytłaczająco pusty i zimny.
Okazuje się, że do ateizmu znacznie częściej wiodą nauki o życiu. Świat, w którym obowiązują darwinowskie standardy, jest zdaniem biologów i ewolucjonistów dokładnie taki, jakiego oczekiwalibyśmy po świecie, który nie został zaprojektowany przez dobrego Stwórcę. Dawkins podkreśla, że natura jest przeraźliwie bezduszna – w żaden sposób nie dba o to, czy w wyniku katastrofy ekologicznej wyginą całe populacje; nie przejmuje się również cierpieniami zwierząt rozszarpywanych przez drapieżniki czy zjadanych żywcem przez pasożyty. Moglibyśmy sobie wyobrazić, zauważa Dawkins w „Rzece genów”, że istnieje gen znieczulający gazelę w momencie, gdy lwica zatopi w jej ciele kły. W świecie darwinowskim taki gen nie mógłby się jednak rozprzestrzenić – w żaden sposób nie sprawiłby przecież, że jego nosiciele będą mogli spłodzić i wychować większą liczbę potomków. Natura nie przejmuje się cierpieniem – nie działa też z sadystycznych pobudek; po prostu o to nie dba.
Nie wszyscy przyjmują argumenty Nowych Ateistów. Teolodzy bronią się, że krytykowana przez Dawkinsa i spółkę koncepcja Boga – jako bytu domykającego niekompletne teorie naukowe – nie ma wiele wspólnego z Bogiem, w którego wierzą teiści. Bóg nie jest dla nich wyłącznie domknięciem dziur w ludzkiej wiedzy (stąd nazwa „Bóg luk” czy „Bóg-zapchajdziura”, od angielskiego zwrotu God of the Gaps), mimo że historia takiego pojmowania Boga jest tak stara, jak sama nauka. Jej twórca (we współczesnej formie) – Izaak Newton – wyjaśniał bezpośrednią ingerencją Boga stabilność Układu Słonecznego, którą zaobserwował w rzeczywistości, a która nie wynikała jednak z obliczeń w ramach stworzonego przez niego modelu. Zgodnie ze współczesnymi standardami Newton powinien raczej założyć istnienie dodatkowych planet, które oddziałują na cały system (czego nieco później faktycznie dowiedziono), zamiast posądzać Boga o ingerowanie w sposób działania swojego (niedoskonałego) modelu.
Apologeci teizmu najczęściej albo posługują się podobnymi chwytami retorycznymi do Nowych Ateistów – starają się, z różnym skutkiem, sprowadzić ich tezy do absurdu, albo przypominają stare koncepcje teologiczne, które wyjaśniają chociażby, dlaczego dobry Bóg może dopuszczać istnienie zła i cierpienia. W tej grupie wyróżniają się poglądy ks. Michała Hellera, który punktuje przede wszystkim filozoficzne słabości argumentów wysuwanych przez Nowych Ateistów (m.in. wykazuje, że teoria Hawkinga nie wyklucza roli Boga w stworzeniu świata – zamiast zainicjować Wielki Wybuch, mógł On ustanowić odpowiedni zestaw praw przyrody, na mocy których Wszechświat sam się wyłonił).
Wszystkie te dyskusje toczone pomiędzy zwolennikami a przeciwnikami teizmu są ważne i interesujące. Ale jeszcze ciekawsze dyskusje prowadzone są od niedawna w obozie samych ateistów.
Źródło wielkiego dobra?
Bardzo pouczającym przykładem „pluralizmu wewnątrz ateizmu” są przemyślenia Fransa de Waala, profesora Uniwersytetu Emory’ego w Atlancie. De Waal jest bardzo daleki od postrzegania religii jako irracjonalnego źródła zła. Jego sprzeciw budzi też agresywny język, będący znakiem rozpoznawczym Nowych Ateistów. Wyniki badań prowadzonych przez de Waala wskazują, że zaczątki zachowań moralnych obecne są także u małp naczelnych innych niż człowiek, religia zaś – według niego – pełniła i pełni nadal istotną funkcję w jednoczeniu i kształtowaniu tożsamości grup społecznych. Pomimo że de Waal jest zwolennikiem sekularyzacji, zaznacza, że coraz wyższy poziom laicyzmu na Zachodzie jest eksperymentem, którego dalekosiężnych skutków przewidzieć nie można.
O wojowniczych Nowych Ateistach de Waal twierdzi, że w istocie nie wnoszą oni do kultury niczego nowego, a raczej że „zdążyli już znaleźć nowe szaty dla każdego z argumentów zgromadzonych przez wieki przeciwko religii. Hitchens dał się poznać jako prawdziwy marksista, twierdząc, że »religia wszystko zatruwa«, Harris przejął paryską Pochodnię Prawdy, tęskniąc za »religią rozumu«, a »urojenie« Dawkinsa niewiele różni się od »złudzenia« Freuda” pisze w książce „Bonobo i ateista”. To jednak nie wszystko: de Waala mierzi budowanie przez Nowych Ateistów swojej tożsamości jedynie na warstwie negatywnej, bez zaproponowania niczego „w zamian”. Przestrzega przed przekonaniem, że zamiennikiem religii może się stać nauka.
Przewijający się w tekstach Nowych Ateistów postulat zastąpienia religii naukowym obrazem świata jest według de Waala utopią, a nawet niedorzecznością. Religia jest znacznie starszym i „naturalniejszym” dla człowieka zjawiskiem niż nauka, której teorie są z natury fragmentaryczne i podatne na zmienność. Na dodatek trudno w nauce szukać drogowskazów „jak żyć”, czytelnych dla zwykłych ludzi. Wreszcie, choć powstanie nauki uznać można za triumf racjonalności, wcale nie znaczy to, że ludzie ze swej natury są istotami w pełni racjonalnymi. Liczne badania psychologów, choćby przeprowadzone przez noblistę Daniela Kahnemana, wskazują, że odstępowanie od logicznych reguł zdarza się w naszym codziennym życiu dość często. Całkowite wyrugowanie religii już prędzej skończy się triumfem astrologii, wróżbiarstwa, homeopatii i innych pseudonauk niż dogłębnym zrozumieniem przez rzesze ludzi zasad mechaniki kwantowej, genetyki i teorii ewolucji. Jak dosadnie twierdził zdeklarowany katolik i mistrz paradoksu Gilbert K. Chesterton: „Kiedy człowiek przestaje wierzyć w Boga, może uwierzyć we wszystko”.
Religia ateistyczna
Inne oblicze intelektualnego ateizmu w książce o wymownym tytule „Religia bez Boga” zaprezentował zmarły w 2013 r. amerykański filozof i teoretyk prawa Ronald Dworkin. Przez religijność rozumie on zjawisko nieredukowalne ani do aktu wiary w Boga (jak zdają się sugerować Nowi Ateiści), ani do tworu społecznego, który wzmacnia ludzkie predyspozycje do działań moralnych (jak ujmuje to de Waal). Zdaniem Dworkina „religia stanowi głęboki, wyróżniony i rozległy obraz świata: utrzymuje, że pewna inherentna, obiektywna wartość przenika wszystko, że wszechświat i jego stworzenia budzą nabożną cześć, że ludzkie życie ma cel, a wszechświat porządek”. Pod tym cytatem podpisać by się mogła większość teistów. Dworkin dodaje jednak: „Wiara w jakiegoś boga stanowi tylko jedną z możliwych manifestacji czy konsekwencji tego głębszego widzenia świata”. Czym zatem jest dla ateisty owo „głębsze widzenie świata”?
Według Dworkina religia teistyczna odpowiada na pytania dotyczące narodzin i historii Wszechświata, stworzenia człowieka i tego, co dzieje się z nim po śmierci. Odnosi się do istnienia Boga, jego roli w osądzaniu ludzkich czynów.
Dotyczy jednak również tego, jak należy żyć i co w naszym życiu jest ważne. Zdaniem filozofa zarazem teiści, jak i religijni (tak!) ateiści podzielają głębokie przekonanie, że „ma obiektywne znaczenie, jak przebiega ludzkie życie, i że każdy ma wrodzoną, niezbywalną etyczną potrzebę czynienia swojego życia godnym na miarę okoliczności. Zgadzają się też, że przyroda nie jest tylko sprawą cząsteczek wrzuconych razem w bardzo długą historię, lecz czymś z istoty cudownym i pięknym”. Oczywiście nie każdy ateista musi się zgodzić z tym stwierdzeniem. Jednak ci, którzy podzielają z teistami przekonanie o istnieniu sfery obiektywnych wartości, a zarazem odrzucają teistyczną wiarę w osobowego Boga, zdaniem Dworkina powinni być nazywani właśnie „religijnymi ateistami”. Wyznacznikiem religijności są więc według filozofa przekonania o wartościach, a nie uznawanie określonych dogmatów.
Dworkin twierdzi, że sens życia czy odpowiedzialność za czyny nie mogą być wyprowadzane z faktu istnienia lub nieistnienia Boga. Głębokie poczucie harmonii i piękna świata może być doświadczane zarówno przez teistę, jak i ateistę.
Zdaniem Dworkina doświadczenie wartości, takich jak piękno czy sprawiedliwość, nie potrzebuje jednak żadnego uzasadnienia z zewnątrz. Dworkin analizując poglądy licznych fizyków i kosmologów podkreśla, że Wszechświat jako całość jest piękny i harmonijny po prostu, niezależnie od tego, czy stworzył go Bóg. Choć odkrycia nauki są istotnym drogowskazem ku sferze obiektywnych wartości, cudowności przyrody doświadczamy za każdym razem, gdy oglądany widok „zapiera dech w piersiach”. Tym samym, zdaniem autora „Religii bez Boga”, doświadczenie estetyczne, prowadzące do sfery wartości, nie ogranicza się do rozumu, ale „musi ogarniać całą osobowość”.
Dworkinowska „Religia bez Boga” jest więc propozycją „ekumeniczną”. Poprzez wykazanie istnienia wspólnego podłoża aksjologicznego chce on „obniżyć temperaturę bitew” pomiędzy teizmem i ateizmem.
Czego uczą nas „jeszcze nowsi” ateiści?
Dzięki pracom de Waala czy Dworkina dyskusja wokół ateizmu i relacji pomiędzy nauką a religią ma szansę odzyskać należytą powagę, z jakiej wcześniej odarli ją agresywni i szyderczy Nowi Ateiści oraz ich najbardziej zacietrzewieni polemiści, którzy zdominowali przekazy medialne i przebili się do społecznej świadomości. Dwójka przedstawicieli „jeszcze nowszego ateizmu” może być traktowana jako wartościowi partnerzy w dialogu wierzących z niewierzącymi, ponieważ jest dowodem tezy głoszonej przez niektórych teistów: że światopoglądy jednych i drugich nie muszą różnić się tak bardzo, jak chcieliby tego Dawkins czy Hitchens. Płaszczyzną porozumienia obu stron może być akceptacja obiektywnych wartości.
„Jeszcze nowsi ateiści” pokazują również, jak dyskutować ze „starymi Nowymi Ateistami” – bądź co bądź wybitnymi uczonymi i intelektualistami.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Doktor, adiunkt w Centrum Kopernika Badań Interdyscyplinarnych na Uniwersytecie Jagiellońskim, pracuje również w Sekcji Kognitywistyki w Instytucie Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Wspólne podloże aksjologiczne jako wynik EWOLUCJI jak najbardziej tak,trudniej pojąć transcendencję szczególnie w postaci OSOBY.Zupelnie naturalnie można mówić WSZECHŚWIAT. Artykul świetny.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]