Rzecznika Praw Dziecka droga na skróty

Kolejne kompromitujące wpadki Mikołaja Pawlaka to wcale nie główny powód, dla którego powinien on się rozstać ze stanowiskiem.

04.09.2020

Czyta się kilka minut

Mikołaj Pawlak, Rzecznik Praw Dziecka, podczas konferencji prasowej dotyczącej powołania Młodzieżowej rady Ekologicznej, czerwiec 2020 r. Fot. Beata Zawadzka/East News /
Mikołaj Pawlak, Rzecznik Praw Dziecka, podczas konferencji prasowej dotyczącej powołania Młodzieżowej rady Ekologicznej, czerwiec 2020 r. Fot. Beata Zawadzka/East News /

Przypomina to słynną historię o czarnej wołdze krążącej po mieście celem uprowadzenia dzieci. Albo – by głębiej sięgnąć do tradycji polskich fobii – o Żydach porywających chrześcijańskie dziatki, by następnie przerobić je na macę. W przykrojonej do współczesności – a ściślej: do kontekstu obecnej wojny kulturowej – wersji, autorstwa obecnego Rzecznika Praw Dziecka Mikołaja Pawlaka, dzieci są wychwytywane przez edukatorów seksualnych, którzy następnie podają im „jakieś środki farmakologiczne” na zmianę płci (wypowiedź dla TVN24).   

Miarą kuriozalności tej wypowiedzi niech będzie fakt, że zdystansować się od niej zdążył nawet minister edukacji Dariusz Piontkowski – skądinąd jeden z czołowych wyrazicieli poglądu o „ideologii LGBT” jako głównym zagrożeniu dla polskich dzieci – stwierdzając, iż nie spotkał się z sytuacjami opisywanymi przez Rzecznika. Sam Pawlak tłumaczył już w innym wywiadzie (dla Radia Poznań), że w tym poprzednim użył „skrótu myślowego”, do czego doprowadzić go miała „dynamika rozmowy”. Skrótu jednak w nowej dynamice nie rozwinął, nie dostarczył też dowodów na swoje poważne oskarżenia, stwierdzając jedynie, że nie miał na myśli działań edukatorów na terenie szkoły (ale nie precyzując, gdzie rzekomo miały miejsce).

Wypowiedź Pawlaka w zasadzie nie powinna dziwić ani tym bardziej szokować. Podobnym „skrótem myślowym” przywitał się ze swoją funkcją, opowiadając kilka miesięcy po jej objęciu „Dziennikowi Gazecie Prawnej”, iż wspomina z estymą sytuację, w której „dostał od ojca w tyłek”. Później były wypowiedzi o mniejszym ciężarze gatunkowym, za to bogatsze w walory anegdotyczne: jak złożona w pandemii, niedługo przed końcem roku szkolnego, propozycja, by każde dziecko miało podwyższoną o jeden stopień ocenę („po prostu zróbmy plus jeden”), czy refleksja ze wspomnianego już wywiadu dla TVN24, iż „tam, gdzie potrzeba, tam stolarze powinni ciąć ławki na pół i w ten sposób powinny być przygotowywane szkoły. Jeśli trzeba to zrobić teraz, bardzo dobrze, bo stolarze będą mieli co robić” (o co chodziło Rzecznikowi, także i w tym przypadku do dziś nie wiadomo).

Ale wbrew pozorom – i wbrew większości głosów opozycyjnych polityków oraz komentatorów – to nie kontrowersyjne wypowiedzi Rzecznika obciążają najbardziej jego konto. Ani wyrażane przezeń poglądy, do których ma prawo: trudno od konserwatywnego Rzecznika Praw Dziecka oczekiwać, że zrezygnuje z walki o ochronę dziecka od poczęcia, zwłaszcza że ochrona ta jest zapisana – i była przed nastaniem rządów PiS – w ustawie o RPD. Podobnie, jak trudno się specjalnie dziwić – choć w tym przypadku nie sposób też usprawiedliwiać – że Pawlak nie mówi o prawach młodzieży ze środowisk LGBT+ , zmagających się z dyskryminacją, brakiem akceptacji i napędzaną przez politycznych patronów Rzecznika agresją.

Największą porażką obecnego RPD w bilansie niemal dwóch lat sprawowania przez niego funkcji jest bierność w sprawach, które nie mają tak wyraźnego zabarwienia ideowego, a które dotyczą dramatów tysięcy dzieci. By się o tej bierności przekonać, wystarczy rozmowa z – częstokroć apolitycznymi – działaczami sektora pozarządowego. Edukacyjne wykluczenie, anachroniczny system adopcyjny, nadal zdominowana przez instytucje-molochy piecza zastępcza, problemy dzieci niepełnosprawnych, psychiatria dziecięca – opinia bardzo wielu działaczy NGO pracujących na wymienionych polach jest dziś dla Mikołaja Pawlaka miażdżąca. Nie czują wsparcia RPD, nie inicjuje on według nich ważnych zmian prawnych, rzadko słychać jego mocny głos na rzecz dzieci. A tam, gdzie bywa aktywny, pozostaje zwykle rzecznikiem praw rodziców, a nie dzieci. Tak było chociażby w czasie lockdownu, gdy mówił o dramacie dzieci z pieczy zastępczej, na skutek epidemii pozbawionych kontaktu z biologicznymi rodzicami. Nie dodawał już, że zostały one od tych rodziców oddzielone ze względu na przemoc bądź inne problemy. Ani nie zająknął się o drugiej stronie tego samego problemu: sądy w związku z koronawirusem decydowały się nierzadko na wysłanie odebranych wcześniej dzieci do biologicznych rodziców, co w wielu sytuacjach kończyło się dramatami.

To nie skróty myślowe są największym problemem rzecznika Pawlaka. Większym jest jego droga na skróty w codziennej działalności.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Dziennikarz działu krajowego „Tygodnika Powszechnego”, specjalizuje się w tematyce społecznej i edukacyjnej. Jest laureatem Nagrody im. Barbary N. Łopieńskiej i – wraz z Bartkiem Dobrochem – nagrody Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Trzykrotny laureat… więcej

Artykuł pochodzi z numeru Nr 37/2020