Reklama

Rząd nas zwodzi

Rząd nas zwodzi

16.11.2020
Czyta się kilka minut
W Polsce badamy już tylko ewidentnie chorych. Nie jesteśmy w stanie izolować przypadków bezobjawowych lub z objawami słabymi – a więc śledzić i blokować dróg transmisji wirusa.
Testy na koronawirusa przed szpitalem na Solcu w Warszawie, 23 października 2020 r. Fot. Czarek Sokołowski / AP / East News
W

Wygląda na to, że narodowa kwarantanna nam nie grozi – choć kilka dni temu wydawała się nie do uniknięcia. Wskaźnik średniej liczby nowych zakażeń szybko piął się do wyznaczonego przez Mateusza Morawieckiego limitu 70 na 100 tys. mieszkańców. Premierowi przyszedł jednak w sukurs nieoczekiwany spadek liczby testów. Laboratoria dopiero co biły rekordy, sięgając 70 tys. testów dziennie, po czym efekty ich pracy spadły – najpierw do ok. 56 tys., a w poniedziałek 16 listopada do 35 tys.

Średni odsetek tych pozytywnych wynosi 44 proc. (przed nami tylko Meksyk). Według Światowej Organizacji Zdrowia jeśli wskaźnik ten przekroczy 5 proc., rząd danego kraju traci kontrolę nad epidemią. W Polsce badamy już tylko ewidentnie chorych, nie jesteśmy w stanie izolować osób, które zakażenie przechodzą bezobjawowo lub z objawami słabymi – a więc śledzić i blokować dróg transmisji wirusa.

„Wierzyliśmy, że pandemia jest w odwrocie, ja tak wierzyłem, bardzo wielu epidemiologów również” – mówił premier, odpowiadając na zarzut „przespania” całego lata i nieprzygotowania systemu na jesień. Wydawałoby się, że decyzje polityczne powinno się podejmować nie w oparciu o wiarę, ale analizy ekspertów, których od maja nie brakowało.

Gdy premier przyznawał, że atak koronawirusa jest istotnie groźny, minister zdrowia cieszył się z „wypłaszczenia”. O tym, że radość może być przedwczesna, świadczą pozostałe wskaźniki: nie spada liczba hospitalizowanych, a coraz więcej pacjentów umiera. Lekarze od dawna są zmuszeni stosować „odwrotny triaż”, czyli decydować, któremu z pacjentów należy się miejsce na intensywnej terapii. W szpitalach covidowych spada ciśnienie instalacji tlenowej, brakuje leków i personelu. Płonne okazały się nadzieje, że system odciążą szpitale tymczasowe, z Narodowym na czele. Dyrektorzy mazowieckich placówek skarżą się, że nie udało im się tam przekierować nikogo. Dlaczego? Ze względu na wyśrubowane kryteria przyjęć. Okazało się, że Szpital Narodowy nie będzie leczył chorych z niewydolnością oddechową – co nie przeszkadzało wycenić dobowego pobytu w tym miejscu na 4,3 tys. zł, podczas gdy za dobę na intensywnej terapii pacjenta z COVID-19 NFZ płaci 1,1 tys. zł. Na Stadionie Narodowym powstało raczej gigantyczne izolatorium, ścianka dla polityków opowiadających o sukcesach. A poprzeczka była zawieszona wysoko: trudno przebić majową wypowiedź premiera na tle antonowa pełnego bezużytecznych chińskich maseczek.


Czytaj także: Po kilku miesiącach pandemii wiemy, że osoby, które pokonały infekcję SARS-CoV-2, mogą dalej doświadczać niepokojących objawów. Ludzie młodzi czy bezobjawowi też nie są całkiem bezpieczni.


 

Zdaniem immunologa dr. Pawła Grzesiowskiego, jednego z ekspertów na ogół dość surowo patrzących na decyzje rządu, nawet niedoskonałe statystyki pozwalają jednak na ostrożny wniosek, że sytuacja się stabilizuje. Zmniejszenia liczby zakażeń nie da się według niego wyjaśnić jedynie mniejszą liczbą testów – lekarz widzi w nich opóźniony efekt wprowadzanych od połowy października restrykcji, przede wszystkim zamknięcia szkół. Dlatego wielu epidemiologom zmroziła krew w żyłach zapowiedź ministra edukacji Przemysława Czarnka, że po 29 listopada placówki wrócą do zwykłego trybu pracy. Taki ruch trzeba zaplanować ostrożnie, z zastosowaniem znanych z innych krajów obostrzeń, jak lekcje na zakładkę, podział szkół na strefy czy rozgęszczenie klas. Inaczej będzie powtórka tego, co wydarzyło się we wrześniu.

Autor artykułu

Dziennikarz działu „Wiara”, zajmujący się również tematami historycznymi oraz dotyczącymi zdrowia. Z  „Tygodnikiem Powszechnym” związany od 2007 roku. Studiował historię na Uniwersytecie...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]