Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Rycerz i ślimak

Rycerz i ślimak

01.12.2017
Czyta się kilka minut
Enigmatyczny motyw ze średniowiecznych rękopisów może skrywać wciąż aktualny przekaz. Czy na pozór wesoła scenka odnosi się do apatii, zniechęcenia, lub nawet depresji?
Brunetto Latini, Li Livres dou Tresor, Pn Francja (Pikardia), ok. 1315-1325, British Library Yates Thompson 19, fol. 87.
Brunetto Latini, Li Livres dou Tresor, Pn Francja (Pikardia), ok. 1315-1325, British Library Yates Thompson 19, fol. 87. / fot. wg www.bl.uk
T

Tak zwane drolerie (fr. drôleries: zabawne, żartobliwe) to postacie oraz drobne scenki, dekorujące marginesy średniowiecznych rękopisów. Bardzo często były to przedstawienia fantastyczne (np. smoki albo hybrydy ludzko-zwierzęce), niejednokrotnie groteskowe lub nawet obsceniczne. W wielu przypadkach trudno nam dziś rozstrzygnąć, co dana postać lub scenka mogła dla średniowiecznego widza oznaczać; być może nic specjalnego, bo te fascynujące obrazy na marginesach mogły mieć czasami po prostu rolę czysto dekoracyjną.

Gdy jednak jakiś motyw powtarza się wielokrotnie, w różnych rękopisach na przestrzeni stuleci, wówczas trudno przyjąć, że był on całkowicie pozbawiony znaczenia. Jednym z takich motywów, niezwykle popularnych, a jednocześnie tajemniczych, jest walka człowieka (w większości przypadków rycerza) ze ślimakiem.

Gorleston Psalter, Anglia (Suffolk), 1310-1324, The British Library, Add MS 49622, f. 180v.
Gorleston Psalter, Anglia (Suffolk), 1310-1324, The British Library, Add MS 49622, f. 180v. (fot. wg. www.bl.uk/manuscripts/Viewer.aspx?ref=add_ms_49622_fs001r)

Zarówno badacze, jak i entuzjaści średniowiecznych rękopisów, od lat zastanawiają się, co może się kryć w przedstawieniach uzbrojonych po zęby rycerzy stawiających czoła ślimakom. Jeszcze w XIX wieku łączono te sceny z symboliką Zmartwychwstania; ale głównie dlatego, że zakładali, iż motyw ten pojawiał się w modlitewnikach. W rzeczywistości, oprócz modlitewników także teksty świeckie bywały dekorowane takimi przedstawieniami.

Ślimak longobardzki i genderowy

Naukowo do tematu podeszła Lilian Randall, poszukując źródła wizerunku rycerza i ślimaka w kontekście politycznym Europy średniowiecznej: zaproponowała ona, że ślimak w tego rodzaju scenach może się odnosić do Longobardów. Idąc takim politycznym tropem, można się również zastanawiać, czy w dobie krucjat rycerz walczący ze ślimakiem nie uosabiał przypadkiem krzyżowca stawiającego czoła niewiernym? Pojawiły się także propozycje, aby walkę tę odczytywać w kontekście społecznym: wówczas ślimak reprezentowałby ubogie warstwy feudalnego społeczeństwa, popadające w konflikty z rycerstwem.

Oczywiście nie mogło zabraknąć interpretacji „genderowej”: w tej wersji ślimak reprezentowałby kobiecość.

Missale, Płn. Francja, przed r. 1323/4, Ms. Czart. 3204 III, Biblioteka Czartoryskich, fol. 275.
Missale, Płn. Francja, przed r. 1323/4, Ms. Czart. 3204 III, Biblioteka Czartoryskich, fol. 275. (fot. wg https://polona.pl/item/missale-ordinis-cistersiensis,NjkwNzI0Nzk/281/#info:metadata)

Kilka lat temu krótki tekst podsumowujący powyższe teorie ukazał się na blogu British Library, poświęconym średniowiecznym rękopisom. Intersujące konteksty dodali czytelnicy w komentarzach do tego wpisu: zauważyli na przykład, że ślimak często występuje w rozmaitych dziecięcych rymowankach; z przekazów wynika także, że zabawy powiązane z imitowaniem ślimaków były obecne na późnośredniowiecznych dworach. Pojawiła się również propozycja, by walkę rycerza ze ślimakiem odczytywać w bardziej uniwersalnym znaczeniu: na przykład jako starcie Pychy oraz Pokory.

Czy jednak ślimak może rzeczywiście symbolizować pokorę? I czy w tej walce my – jako widzowie – nie kibicujemy jednak rycerzowi?

Gorleston Psalter, Anglia (Suffolk), 1310-1324, The British Library, Add MS 49622, f. 162v.
Gorleston Psalter, Anglia (Suffolk), 1310-1324, The British Library, Add MS 49622, f. 162v. (fot. wg. http://blogs.bl.uk/digitisedmanuscripts/2013/09/knight-v-snail.html)

Przedstawienia walki rycerza ze ślimakiem często pojawiały się w psałterzach, modlitewnikach (tzw. Godzinkach), a nawet w mszałach – nie oznacza to wbrew pozorom, że motyw ten musiał mieć symbolikę sakralną, ale jakieś uniwersalne i dydaktyczne znaczenie wydaje się być w tym przypadku najbardziej prawdopodobne. Wydaje się zatem, że najprostsze rozwiązanie może być jednak najtrafniejsze: ślimak wszakże powszechnie kojarzony jest z powolnością, czy nawet z gnuśnością. I tak oto możemy ślimaka zinterpretować jako uosobienie jednego z siedmiu grzechów głównych. Mianowicie: Acedii.

Niemoc duszy

W języku polskim wśród grzechów głównych znajdziemy „lenistwo”, co nie jest do końca trafnym tłumaczeniem („gnuśność”, jakkolwiek brzmi staroświecko, byłaby chyba lepszym słowem). Lenistwo kojarzy się hedonistycznie. Mianem osoby „leniwej” nazwiemy kogoś, kto unika pracy, ale zazwyczaj nie kojarzymy owego lenistwa z niemocą, rezygnacją, czy marazmem. Leniem wszakże może być ktoś, kto po prostu bawi się i wesoło odpoczywa, zamiast pracować.

Tymczasem acedia to raczej niemoc duszy: apatia i smutek, prowadzące do niebezpiecznej obojętności; towarzyszący jej wewnętrzny niepokój i lęki mogą nawet doprowadzić do niechęci do życia. Współczesny człowiek w tych właśnie objawach od razu dostrzega symptomy depresji; większość średniowiecznych myślicieli widziała w acedii grzech. Tym groźniejszy, że prowadzący do kolejnych grzechów: desperacji, małoduszności, zgorzknienia i złej woli, w wyniku których człowiek może zobojętnieć na przykazania i zwrócić się ku złym rzeczom.

W zbiorach Gabinetu Rycin Polskiej Akademii Umiejętności znajdują się grafiki zaprojektowane przez Pietera Bruegela Starszego, wydane w słynnej antwerpskiej oficynie Hieronima Cocka: w ramach cyklu Siedmiu Grzechów Głównych znajdziemy tam miedzioryt poświęcony Lenistwu (1558, wykonał Pieter van der Heyden). Przedstawiono w nim liczne postacie, z których wiele ukazanych jest w pozie melancholicznej, czyli na siedząco, z głową bezwładnie opadającą, opartą na dłoni. Melancholia to jeden z czterech temperamentów; brać się ona miała m.in. z przewagi czarnej żółci w organizmie człowieka (gr. melaina chole – czarna żółć).

Dla nas jednak istotny jest inny element tej grafiki: oto gromadząc różne symbole acedii, Bruegel w środkowej części kompozycji umieścił… wielkie ślimaki!

Pieter van der Heyden wg projektu Pietera Bruegela Starszego, Lenistwo z serii Siedem grzechów głównych, 1558, Gabinet Rycin, Biblioteka Naukowa PAU i PAN w Krakowie
Pieter van der Heyden wg projektu Pietera Bruegela Starszego, Lenistwo z serii Siedem grzechów głównych, 1558, Gabinet Rycin, Biblioteka Naukowa PAU i PAN w Krakowie (fot. wg www.pauart.pl/app/artwork?id=BGR_002543_2)

Rycerz Erek walczy z niemocą

W pismach teologów acedia była często rozpatrywana jako grzech, który trapi mnichów, lecz średniowieczna literatura świecka pokazuje nam, że gnuśność mogła być postrzegana również jako jeden z głównych grzechów rycerza. Wśród dwunastowiecznych romansów rycerskich Chrétiena de Troyes, autora słynącego zwłaszcza z tekstów opartych na legendach arturiańskich, odnajdziemy także utwór o rycerzu Ereku i jego żonie Enidzie. Nie jest to romans, który kończy się ślubem, lecz raczej od ślubu się zaczyna: bohaterski Erek w pierwszej części opowieści zdobywa serce pięknej Enidy, która zostaje jego żoną. Niestety, szczęście u boku ukochanej prowadzi Ereka do zaniedbania rycerskich obowiązków; bohater gnuśnieje, aż w końcu musi wyruszyć na  wyprawę, aby odzyskać utraconą sławę.

Pomijając analizę różnych innych wątków, które budują całą historię, można podsumować, że Erek jest bohaterem, którego możemy zobaczyć w rycerzu walczącym ze ślimakiem: odkrywszy swoją słabość, przełamał ogarniający go marazm i stanął do walki z paraliżującą go niemocą.  

Macclesfield Psalter, Wschodnia Anglia (Norwich?), ok. 1330-1340, The Fitzwilliam Museum, Folio 76 (recto).
Macclesfield Psalter, Wschodnia Anglia (Norwich?), ok. 1330-1340, The Fitzwilliam Museum, Folio 76 (recto). (fot. wg www.fitzmuseum.cam.ac.uk/gallery/macclesfield/gallery/)

Rycerze walczący ze ślimakiem na marginesach średniowiecznych rękopisów przyjmują różne postawy w tej walce: czasem się bronią, czasem atakują, czasem uciekają lub nawet klękają przed swoim przeciwnikiem. Szczególnie w modlitewnikach tego typu ilustracje mogły być pomocne dla ich użytkowników: z jednej strony przypominały w trakcie modlitwy, że nie należy w praktykach religijnych zatracać zapału i popadać w obojętność. Z drugiej strony, można je było także potraktować jako sugestię modlitewnej intencji: Boże wsparcie jest bowiem z pewnością potrzebne każdemu, kto chce się zmierzyć z paraliżującą acedią, czy to w postaci codziennego znużenia, czy – tym bardziej – w postaci smutku, lęku i zobojętnienia, odbierającego nawet chęć do życia.

Tak rozumiana acedia przypomina nie tylko depresję (w znaczeniu choroby), ale także wszelkiego rodzaju wypalenie i długotrwałe spadki nastroju, które często uważamy za współczesne problemy cywilizacyjne. Tymczasem nie po raz pierwszy okazuje się, że jednak wszystko już było w średniowieczu. I właśnie dlatego pozornie odległe kulturowo średniowieczne dzieła sztuki mogą się okazać, przy uważniejszej analizie, niesłychanie dla nas aktualne. 

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Absol­wentka Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, doktor historii sztuki, medie­wistka. Ma na koncie współpracę z różnymi instytucjami: w zakresie dydaktyki (wykłady m.in. dla...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

z romansu Chretiena de Troyes, w którego zachowanej twórczości ani razu nie pojawia się słowo "ślimak", wydaje mi się (z całym szacunkiem należnym Autorce) odrobinę naciągane. Nawet walka Ereka z własnym lenistwem jako temat choćby poboczny, a tym bardziej główny, budzi wątpliwości. Jest bowiem tym tematem śmierć - w kulminacyjnej części uosabiana przez hrabiego Limors = le Mort - której Erek na chwilę ulega, w końcu jednak jakby "zmartwychwstaje" i stacza z nią zwycięską walkę. Wątek wręcz chrystologiczny... Ślimak natomiast jako symbol acedii albo "segnities" na tej holenderskiej rycinie z nikim nie walczy. Poza tym jednak ogólna interpretacja motywu walki ze ślimakiem jako walki z acedią jest przekonywająca... jak każda inna ;) Rzeczywiście, idąc tropem komentarzy pod wpisem na blogu Britsh Library i jeszcze jednym, do którego tamten się odwołuje, można znaleźć różne pomysłowe wyjaśnienia. Na przykład to, że ślimak symbolizuje powoli, ale nieuchronnie nadpełzającą śmierć, którą ludzie próbują przebłagać - stąd klęczący przed ślimakiem - albo się przed nią bronią, czasem korzystając z pomocy lekarza - tu zwraca uwagę wąż (Eskulapa?) owinięty wokół miecza rycerza z psałterza z Macclesfield. Ślimak może też sam być symbolem tego, co przemijalne ("Niech przeminą jak ślimak, co na drodze się rozpływa", Psalm 58). Bardzo podoba mi się również hipoteza, że rycerze bronią samych manuskryptów, co wie każdy, kto kiedykolwiek doświadczył apetytu ślimaków na praktycznie wszystko, włącznie z papierem i, zapewne, pergaminem. Oczywiście musiały się pojawić skojarzenie seksualne z muszlą... W ogóle w tej malakologicznej ikonografii uderza ogromna różnorodność motywów i wyobrażeń. W zasadzie wspólna jest tylko spiralna muszla. Co ciekawe, na żadnym z tych obrazków nie dostrzegłem ślimaków nagich (limax) ani morskich (np. murex, kojarzący się z purpurą, a więc królewskością). Są wyłącznie ślimaki, zwane po łacinie coclea, czy raczej właśnie ich muszle. Poza tym można zmienić praktycznie każdy element. Nie zawsze z muszli wyłazi ślimak, nie zawsze walczy z rycerzem, czasem atakuje, a czasem po prostu siedzi sobie na gałęzi albo broni czegoś, co może być skałą albo czymś znacznie mniej przyjemnym ;) ujeżdża albo sam jest wierzchowcem. Może po prostu chodzi o tę piękną spiralną formę, którą wypełnia się dowolną treścią? Albo o naszą piękną, chociaż czasem nieuzasadnioną skłonność do szukania logiki we wszystkim? Jest acedia, jest i apofenia – według klasycznej definicji „nieumotywowane dostrzeganie związków, któremu towarzyszy specyficzne doświadczanie nienormalnej znaczeniowości". Pozdrawiam serdecznie.

Zachecona Pani ciekawym artykułem i załączonymi rycinami "przekartkowałam" zdigitalizowany i zamieszczony w internecie przepiekny Psałterz z Gorleston i muszę zgodzić się z przedmówcą:)) Zestaw rysunków towarzyszących modlitwom rozpatrywanych jako całość raczej nie potwierdza Pani lectio. Jest to korowód postaci charakterystycznych dla średniowiecznego bestiarium, czyli hybrydy ludzko-zwierzęce (m. in. piękne syreny) i zwierzęce wystepujace na ogól w stanie walki lub polujące jedno na drugie. Postacie ludzkie należą do stanów rozmaitych: plebejuszy, mnichów, biskupow, rycerzy i królów. Ślimaki występują wielokrotnie w rozmaitych sytuacjach, m. in. f.179v - w muszli ślimaka znajduje się pies, f.180v - chłop z toporem chce uderzyć ślimaka, f.184v - nagi człowiek modli się do ślimaka, f.185v - rycerz dotyka czułków ślimaka w pokojowym geście, f.193v - rycerz walczy mieczem ze ślimakiem, f.194v - król w towarzystwie ślimaka, f.209v - ślimak z sępem, f.210v - małpa walczy mieczem ze ślimakiem, f.213v - rycerz bez broni modli się do ślimaka, f.214v - małpa strzela z łuku do ślimaka. Trudno tu chyba dopatrzyć się prawidłowości. Interesujacy jest rysunek znajdujący się na f.179r. Pół-rycerz, pół-byk walczy ze ślimakiem, który ma nazwę. Dziś mam już kłopoty z paleografią, a i wzrok nie ten, wyglada mi jednak ten wyraz na "Timascornum". W zadnym z moich słowników łaciny średniowiecznej nie ma takiego wyrazu, niemniej obecne są tu dwa źródłosłowy: timeo - boje się i cornu,-us - róg. Wyglada więc w świetle tego, ze slimak kojarzył się raczej z bojaźnią:))) Polecam natomiast ciekawe wizerunki zająca w tymze psałterzu. Zając nie jest tam bynajmniej strachliwy, z wręcz przeciwnie: stawia na baczność królów i inne zwierzęta, a nawet paraduje w czerwonej, królewskiej szacie. Posiada tez tarczę, która odbija strzały wypuszczane w jego kierunku przez myśliwego:)))

podziw. Oczywiście łacińskie timeo czy timidus jest temu pokrewne, z nieco przesuniętym polem semantycznym. Takie słowne grecko-łacińskie hybrydy są możliwe, ale mimo wszystko chciałem sam zobaczyć. Poręczniej było wygooglać odnośny numer folio, zamiast szukać na stronach British Library, i... znalazłem cały blog, poświęcony ślimakom w sztuce (https://huntingforsnails.wordpress.com/?s=f179r), wspomniany rysunek oraz odczytanie napisu jako anglonormańskiego "limaceoun" - niełatwa sprawa; autor bloga musiał poprosić o pomoc specjalistki z działu rękopisów BL ;). Jest to wyraz pokrewny francuskiemu limace/limaçon z łacińskiego limax, które co prawda na ogół odnosi się do ślimaków nagich lub ze szczątkową tarczką (te z Gorleston mają regularną, spiralną muszlę), ale nazewnictwo zoologiczne nigdy nie było i nie jest do dziś precyzyjne. Warto może jeszcze wspomnieć, że ślimaki zaliczano do "robaków" (łac. vermes), a te obejmowały cały szereg stworzeń z różnych rodzin: od skorpiona, poprzez mole, dżdżownice i ślimaki, aż do węży. Wspólną ich cechą było bezpłciowe rozmnażanie się, właściwie samorzutne wylęganie się z martwej materii: ziemi, wody, powietrza, mięsa itp., chociaż i tu brak konsekwencji, bo przecież wiedziano, że skorpiony i węże znoszą jaja. Stąd gdyby ślimak miał mieć coś wspólnego z seksem, to chyba z... hmmm, contra naturam, tym bardziej, że akurat one wśród "robaków" naprawdę są hermafrodytami (tu ciekawy wpis: http://www.gotmedieval.com/2009/07/the-case-of-the-missing-snail-porn-mmm-marginalia.html). Tyle o ślimakach, a jeśli wspomina Pani waleczne zające i króliki, to miałem ostatnio przyjemność wymienić z Autorką parę myśli na ten temat na blogu posztukiwania.pl ("Zaginiona Święta Rodzina") i pani Magdalena - mam nadzieję, że ujdzie mi ta poufałość ;) - obiecała przygotować coś na ten temat może wiosną. To i, jak Bóg da, także o tym pogadamy. Pozdrawiam.,

Jest Pan imponujący!!!! Tak podejrzewałam, ze średniowieczna nazwa ślimaczka to moje pobozne zyczenie:))) Dziękuję za pomoc, aczkolwiek obecność w tym wyrazie gotyckiego "s" wydaje mi sie chyba bezdyskusyjna. Nazwy "anglonormańskie" sa niestety poza moimi możliwościami.:)))

Dziwię się, że żadnemu z badaczy tematu nie przyszło do głowy, iż ślimak może być - dosyć oczywistym dziś, pewnie i w przeszłości - symbolem kobiecości, mówiąc oględnie i nie wdając się w szczegóły. Rycerze walczący z nim jak z ziemskimi pokusami, skierowane przeciw niemu miecze, z postu Pani Kaliny: 'nagi człowiek modli się do ślimaka','rycerz dotyka czułków ślimaka', ' rycerz bez broni modli się do ślimaka' itepe. Na koniec ślimak, co czuje lęk przed rogiem?!... Czyż nie wymowne?... No nie jestem specem od średniowiecznych inkunabułów, ale na zasadzie 'brzytwy Ockhama', po cóż tworzyć coraz bardziej skomplikowane i coraz mniej oczywiste teorie, skoro Rozum i Natura podpowiadają bardzo proste?...;)

Tylko pozornie napisze nie na temat:))) Własnie obejrzałam film "Kosmos", francuską adaptacje powieści Gombrowicza. Odczytanie oryginalne, inne niz np. moje osobiste: jesteśmy skrzywieni przez cywilizację, w tym wykształcenie, kulture etc., ponieważ wszystko, na co się natykamy, usiłujemy zrozumieć, zaszeregować, połączyć z innymi elementami naszego oglądu etc.:)))

w każdym przypadku dualistycznej oceny iluzyjnej rzeczywistości

Szanowni Państwo, cóż za wspaniałe komentarze :) Najpiękniejsze w tych średniowiecznych droleriach jest to, że ich symbolika pozostaje niejasna, a co za tym idzie: można spekulować! Kolejne propozycje interpretacji nie wykluczają poprzednich. Kobiecość, jeśli chodzi o ślimaka, jak najbardziej była rozważaną opcją. I coś mi się jeszcze wydaje, że chyba u Shakespeare'a przewinął się "ślimak" w znaczeniu "rogacza" (zdradzanego męża). Czy jest na sali anglista? :)

Pewnie Pani pamięta ten dialog z "Jak wam się podoba" akt IV scena 1. ROZALINDA: Jeśli masz się spóźnić, siedź lepiej w domu; równie chętnie wzięłabym za kochanka ślimaka. ORLANDO: Ślimaka? ROZALINDA: Ślimaka; bo choć przychodzi powoli, niesie przynajmniej dom swój na grzbiecie, czego o tobie powiedzieć nie można, a prócz tego jeszcze przynosi z sobą swoje przeznaczenie. ORLANDO: Jakie przeznaczenie? ROZALINDA: Rogi, za które podobni tobie żonom są dłużni, gdy on przychodzi własną fortuną zbrojny i żonę od wszelkiej broni potwarzy". Poza tym jednak ślimacze rogi są u S. symbolem delikatności i wrażliwości: "Or as the snail, whose tender horns being hit / Shrinks backward in his shelly cave with pain" (Wenus i Adonis) lub tchórzostwa "Ignoble David! Hast thou none to grieve / But silly ladies with thy threat'ning arms? / But I will make you shrink your snaily horns" (Edward III, akt I sc. 1).

No właśnie, i jest jeszcze Król Lear w rozmowie z Błaznem (FOOL: Canst tell how an oyster makes his shell? LEAR: No. FOOL: Nor I neither. But I can tell why a snail has a house. LEAR: Why? FOOL: Why, to put ’s head in—not to give it away to his daughters and leave his horns without a case.). Zdaje się, że temat był kilka lat temu analizowany w książce François-Xavier Gleyzon, "Shakespeare's Spiral: Tracing the Snail in King Lear and Renaissance Painting." I przy okazji w ramach renesansowego malarstwa trafiamy na kolejny przykład niejasności w kwestii ślimaka: spośród czterech Alegorii Belliniego ta z postacią wyłaniającą się ze skorupy (muszli) jest najbardziej zagadkowa, badacze identyfikowali ją jako Alegoria Fałszu, Alegoria Oszczerstwa lub Cnota Mądrości :) https://www.wga.hu/html_m/b/bellini/giovanni/1490-99/137alle2.html

drapieżny ślimak morski, z którego pozyskiwano purpurę tzw. tyryjską albo cesarską. W średniowiecznej Europie Zachodniej był to towar zwyczajnie niedostępny. Znamienne, że w naszych rękopisach są wyłącznie ślimaki lądowe, podczas gdy w Renesansie najwidoczniej na scenę wchodzą ślimaki morskie. Wenus Boticellego wychodzi z monstrualnego przegrzebka (tzn. to wygląda jak przegrzebek, ale pewnie miała być pinctada, czyli perłopław), a ci od Belliniego niosą rozkolca. O ile rozumiem, kontrowersje wokół tego obrazu wynikają z rozbieżnych interpretacji właśnie tej muszli - jako symbolu pokrętnej natury kłamstwa lub zdolności rodzenia. Jeśli to drugie, to interpretatorom murex musi kojarzyć się z racji podobieństwa "anatomicznego", a nie funkcjonalnego. Dla mnie to jednak zbyt pokrętne i sprzeczne z pozostałymi elementami: raczej nieprzyjemną fizjonomia człowieka wychylającego się z muszli i wężem. Fałsz/Oszczerstwo wydają się bardziej oczywiste.

Fałsz jest w tym wypadku częściej (chyba?) zakładaną interpretacją. A purpura ze ślimaka to osobny, wspaniały zresztą, temat. Uwielbiam fragment ze "Sztuki Kochania" Owidiusza, zawierający krytykę ubierania się od stóp do głów na czerwono (w tłumaczeniu J. Ejsmonda: "Cóż powiedzieć mam o sukniach? / Piękności rozkoszne moje, / po cóż z tyryjskiej purpury / używać najdroższe stroje? / Po co na sobie obnosić / dochody swe całoroczne? / Tyle jest tańszych kolorów..."). Chociaż z punktu widzenia mediewisty to jednak błękit jest kolorem luksusu ;) Dziękuję raz jeszcze za absolutnie rewelacyjne komentarze i serdecznie pozdrawiam!

W muzealnictwie od dziesiątków lat ścierają się dwie koncepcje traktowania obiektu. Jedna zakłada wartość przedmiotu samego w sobie i stara się go tak właśnie eksponować. Kochają ten rodzaj oglądu historycy sztuki fascynujacy się materiałem, faktura, kształtem etc. Kontekst historyczny interesuje ich mniej. Druga koncepcja, to instrumentalne traktowanie obiektu, który ma słuzyc jedynie ilustracji narracji historycznej. W skrajnych przypadkach może być nawet falsyfikatem czy kopia. Ta postawa przewaza u muzealników-historyków. Przyznam, ze mimo posiadanego historycznego wykształcenia zawsze drażniła mnie ta nonszalancja w podejściu do zabytku przeszłości, który przecież miał swoje zycie nam nieznane i swoje przygody i może nie ma ochoty, żeby stanowic jedynie ilustrację naszych tez:)))

Podejrzewam, że, jeśli chodzi o muzea sztuki, przewaga narracji historycznej nad substancją (czyli dziełami po prostu) najczęściej ma kompensować niedostatek lub niską jakość tejże substancji. Podejście uwarunkowane typem wykształcenia z pewnością też ma duże znaczenia. U historyka sztuki jest pewnie bardziej estetyczne, a w aspekcie historycznym interesuje go głównie - jeśli można użyć terminu zapożyczonego z bliższej mi dziedziny - "intertekstualność", podczas gdy u tego drugiego obiektem zainteresowania jest szerzej rozumiany proces historyczny, którego sztuka jest tylko częścią i to może wcale nie najważniejszą.

Opisałam typy ekspozycji muzealnych, ale przecież w tyle głowy miałam nasz stosunek do rysunkowych ornamentów zdobiących manuskrypty:))) Autorka artykułu usadawia je w kontekście historycznym i kulturowym, porównuje z innymi egzemplarzami. Jasne, ze badacz musi to robic, po to jest. Ale czyż nie ciagnie nas czasem, żeby nadać każdemu rysunkowi podmiotowość i uznać jego autonomię? Po prostu niepowtarzalność i nieporównywalność...:)))

Mnie od dawna razi nieco inny dysonans w przedstawianiu historii czy w muzealnictwie. Hołubione są i prezentowane, szczegółowo analizowane zamki, katedry, pałace, historie wielkich rodów i postaci - a niemal nic nie mówi się o maluczkich, prostych i ubogich, którzy owe pałace i katedry w znoju i pocie własnymi rękami budowali, których katorżnicza praca i nieraz życie stanowiły fundament bogactw, z jakich dopiero rodziły się wielkie malowidła i posągi. Jakby nikogo nie interesowało, jak wyglądały nory, w których żył ten ludzki glon, z jakich oni naczyń i co jedli, na jakich nędznych posłaniach spali. Nie chcemy na to patrzeć, nie chcemy o tym słyszeć?... Debatujemy przez dekady nad ślimakami w starych księgach - och i ach na lewo i prawo, ale dyskusji o smrodzie barłogów w lepiankach czy w czworakach dzielonych ze zwierzętami zwierząt ani słychu. Pośród milionów muzealnych artefaktów obrazujących możnych tego świata i ich majętności rzadkim kuriozum malowidła czy inne przedstawienia ludzkich mrówek-robotnic. Ten de facto pogardliwy stosunek do nich, to mnie razi.

To chyba nie tak... Po prostu brak jest zwykle materiału źródłowego do badań nad życiem ludzi, którzy zyli krótko, pracowali ciężko, niemniej anonimowo, a dziś widzimy jedynie efekty ich pracy choćby w postaci owych zamkow. Materiał zdobywamy jedynie pośrednio dzięki działalności i przekazom tych, którzy z ich pracy korzystali. Niemniej przecież powstała wartościowa literatura dotyczaca warstw niższych w średniowieczu. Marginesem francuskim zajmował się prof. Geremek, o warszawskich "pauperes" pisał prof. Andrzej Karpiński. Kto dziś zajmuje się mediewistyką, nie wiem, odkąd ja zdradziłam i zajęłam się XIX/XX wiekiem:))) Pozostała mi jedynie wielka miłość do średniowiecznych manuskryptów i nieco późniejszych inkunabułów. Jasne, ze poza nielicznymi egzemplarzmi z ilustracjami mistrza nad mistrze Stanisława Samostrzelnika raczej nie ma w Polsce takich rewelacyjnych artystycznie obiektów, jak we Francji czy Anglii (przyznam, ze te angielskie, zwłaszcza dyskutowany przez nas Psałterz z Gorleston, sa dla mnie objawieniem:))) Niemniej polskie manuskrypty - bez "obrazków", zato przekazujące potomnym jakieś sprawy, które były kiedyś niezwykle istotne dla autora, czyz nie sa wzruszające? Mimo ze wyszły spod reki bynajmniej nie "prostych ludzi", ale wręcz przeciwnie - wykształconych mnichów, do tego artystów:)))

Materiały źródłowe nieraz i są. Sprawa się tyczy nie tylko dziejów zamierzchłych, także losy choćby XIX-wiecznej biedoty są skrupulatnie pomijane. Może Pani przytaczać prace Geremka itepe - to wyjątki od reguły. Tę widać w każdym muzeum. Jedynie w zorganizowanych na niemal disneylandową modłę skansenach można liznąć nieco i tak lukrowanej narracji o prawdziwym i masowym obrazie życia. Cóż, do muzeów biedota nie chadza, tyra co najwyżej w pocie czoła na nie i tyle. A publika bije brawo i cmoka na widok arrasów i królewskich kołysek. Na dobrą sprawę muzea to inkubatory kompletnie zafałszowanego obrazu dziejów.

Alez muzea nie sa po to, żeby prezentować obraz dziejów. Muzea maja za zadanie gromadzić, chronić i udostepniac zabytki przeszłości. Najlepiej mają w tym kontekście przedmioty wykonane z mocnych materiałów, np. srebra. Lepiej - spuscizna materialna kregów społecznych dbających o luksus zycia codziennego, która była przekazywana z pokolenia na pokolenie. Skromne wyposażenie domów biedoty, ich przedmioty dnia codziennego, które były niszczone i wyrzucane, okazały się bezbronne wobec czasu.

Wystawy tematyczne, całe pałace z wyposażeniem zamienione w muzea itepe. Muzeum II wojny w Gdańsku najnowszym przykładem. Skromnego wyposażenia pod dostatkiem - tyle, że komu się chce dziś swe chłopskie z kurnej chaty pochodzenie kontemplować, wszyscy mają ambicje wielkie i roją o nadzwyczajnej wspaniałości Plemienia, Narodu, o wielkich Królach i ich Zamczyskach. Prawdziwi bohaterowie gniją dawno zapomniani pod cmentarnym płotem.

.

Dostrzeganie w dziele artystycznym tylko sumy czy wypadkowej wpływów i konwencji oczywiście zaprzecza samej idei sztuki. Niemniej jednak dostrzeżenie oryginalności wymaga odróżnienia jej od tego, co należy do słownika i gramatyki sztuki, których uczymy się przez całe życie patrząc, czytając i dyskutując. To trochę tak, jak z poezją, którą można rozumieć i podziwiać, i czerpać z niej przyjemność, jeśli odróżnia się sensy dosłowne od metafor, a te od frazeologizmów, a w przypadku czegokolwiek dawniejszego potrzeba jeszcze trochę pracy, żeby przywołać żywe kolory i ostre kształty zatracające się w coraz odleglejszej perspektywie. Pozdrawiam jeszcze raz i - do zobaczenia.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]